Warszawa kontra dziki. "Są metody, ale miasto nie chce słuchać"
- To, co robi Warszawa, jest nie tylko moralnie kontrowersyjne, ale i bulwersujące prawnie. Z przepisów na wyjątkowe sytuacje władze uczyniły uzus do reagowania na obecność dzików - mówi TOK FM mec. Karolina Kuszlewicz. Adwokatka wyjaśnia, że odstrzał zwierząt jest nieproporcjonalny do sytuacji w miastach.
Z tego artykułu dowiesz się:
- W jakich przypadkach zabijanie dzików w mieście narusza przepisy prawne?
- Jakie są nieśmiercionośne metody postępowania z dzikami w mieście?
- Dlaczego Warszawa nie korzysta z alternatywnych metod rozwiązywania problemu dzików w mieście?
- Co przewiduje strategia pokojowej koegzystencji z dzikami?
Mieszkańcy Warszawy coraz częściej mogą spotkać dziki, które - w poszukiwaniu jedzenia - podchodzą blisko bloków, nawet w samym centrum miasta. Emocje wywołała decyzja warszawskich Lasów Miejskich o zabiciu siedmiu dzików na jednym z osiedli na Mokotowie.
"W Wielkanoc na ul. Stępińską na Mokotowie pierwsi przyjechali policjanci. Wezwały ich mieszkanki, bo na osiedlu pojawiła się locha z szóstką młodych dzików. Mundurowi wezwali pracowników Lasów Miejskich, a ci wdrożyli procedurę 'odłowu z uśmierceniem'. Na oczach spacerowiczów i mieszkańców dzikom podano z pneumatycznej strzelby Palmera środek usypiający, a nieprzytomnym zwierzętom zastrzyk ze śmiertelnej trucizny" - relacjonowała "Gazeta Stołeczna".
- To jest rodzaj wymysłu. Warszawa stworzyła uzus, który polega na tym, że kiedy jest zgłoszenie o obecności dzików, to się przyjeżdża i je zabija - mówi tokfm.pl Karolina Kuszlewicz, adwokatka specjalizująca się w temacie praw zwierząt, autorka "W imieniu zwierząt i przyrody". Prawniczka wskazuje, że "władze miasta zabijają dziki z automatu", czym - w jej przekonaniu - przekraczają granice prawa.
Dlaczego? - Ogromne było moje zdziwienie, kiedy odkryłam, że jedynymi podstawami prawnymi, które pozwalają na tak daleko idącą reakcję, są przepisy mówiące o sytuacji "wyjątkowego" bądź "nadzwyczajnego" zagrożenia ze strony zwierząt dla zdrowia, życia człowieka lub obiektów użyteczności publicznej. Z praktyki części miast, w tym Warszawy, wydawało się wynikać coś przeciwnego - tłumaczy adwokatka. Nie chodzi też tylko o odstrzał, ale i zabijanie środkiem zatrzymującym krążenie.
Jak wyjaśnia prawniczka, jeżeli ustawodawca posługuje się taką przesłanką jak "nadzwyczajne" czy "wyjątkowe", to wprowadza gradację zagrożenia. Prawniczka porównuje to do wyszczególnienia w Kodeksie karnym przestępstw ze szczególnym okrucieństwem. A to za każdym razem wymaga weryfikacji.
"Rzeź dzików" na Mokotowie. "Weszły w rabatki"
Adwokatka podkreśla, że zabicie dzików, do którego doszło 5 kwietnia na warszawskim Mokotowie, było nieproporcjonalne do sytuacji. - Dziki weszły na osiedle i zaczęły chodzić po rabatkach. Mieszkańcy mówili, że zwierzęta nie były agresywne, nie bali się dzików. Na jakiej podstawie stwierdzono, że zwierzęta stwarzały nadzwyczajne zagrożenie? W moim przekonaniu nie było żadnej weryfikacji. Bo władze Warszawy wypracowały praktykę zabijania niejako z automatu - komentuje Kuszlewicz. - Te dziki tylko weszły na trawnik. Miasto zabija czujące istoty, które nie zrobiły nic złego. Nie stanowiły nawet podstawowego zagrożenia - dodaje.
Kiedy dziki mogą być uznane za wyjątkowe bądź nadzwyczajne zagrożenie? - Wtedy, gdy na przykład mamy do czynienia z osobnikiem chorym bądź dysfunkcyjnym, który wykazywałby zachowanie agresywne - tłumaczy rozmówczyni tokfm.pl. I zaznacza, że w kwestii pozbywania się dzików "doszliśmy do ekstremum".
Dziki w mieście. Co na to Lasy Miejskie?
Sprawę dzików w Warszawie tłumaczył w TOK FM zastępca dyrektora do spraw technicznych Lasów Miejskich Warszawy, Błażej Dałek.
- Problem narasta. W marcu zeszłego roku mieliśmy już w mieście ponad 3 tys. dzików. W tej chwili jest ich znacznie więcej. Zgłoszenia napływają codziennie - mówił gość audycji "TOK 360". Według Dałka w sprawie dzików z Mokotowa "nie było innej możliwości", jak zabić zwierzęta. - Dlatego, że przepisy - to jest rozporządzenia Komisji Europejskiej i ministra rolnictwa - uniemożliwiają nam usypianie i przewożenie dzików poza Warszawę. Jedyną dzisiaj możliwą metodą ograniczenia populacji dzika jest - niestety - uśmiercenie poprzez podanie środków farmakologicznych - tłumaczył.
Rozmówca Filipa Kekusza przyznał, że dziki bywają po prostu przepędzane, gdy w pobliżu jest las. - Natomiast tutaj mówimy o Mokotowie, nie mamy tutaj żadnego lasu w pobliżu. Więc przepędzanie dzików przez ruchliwe ulice byłoby naprawdę niebezpieczne, mogłoby dojść do wypadku komunikacyjnego - podkreślił. I apelował, by nie dokarmiać dzików. - Ludzie nieustannie dokarmiają zwierzęta, przyzwyczajając do dostępności pokarmu; robią sobie z dzikami zdjęcia. To są bardzo złe działania - podkreślał. I dodał, że "bezpieczeństwo mieszkańców jest dla miasta najważniejsze".
Dziki zabijane w Warszawie. Są inne metody
Według prawniczki władze Warszawy "mydlą ludziom oczy" twierdząc, że nie mają innego wyjścia, niż zabijać dziki w mieście. - Nie jest tak, że istnieją tylko dwie metody: zabijanie albo wywożenie dzików, które jest w związku z ASF-em niemożliwe - mówi Kuszlewicz. - Można było po prostu wskazać mieszkańcom, by zachowali ostrożność i poczekali, jak zwierzęta stamtąd wyjdą. To była najprostsza możliwa metoda. Te dziki by tam nie zostały - tłumaczy ekspertka.
Jakie są inne metody postępowania z dzikami? Biuro Urbanistyki Wielogatunkowej, w którym Karolina Kuszlewicz odpowiadała za prawny aspekt, przygotowało raport na ten temat. - Istnieje cały szereg metod nieśmiercionośnych związanych z edukacją mieszkańców, kształtowaniem zieleni miejskiej, odpowiednimi przewyższeniami terenu czy nasadzeniami. Niektóre miejsca - jak np. place zabaw - należy po prostu ogrodzić - mówi adwokatka, zaznaczając, że wymienia jedynie podstawowe metody.
Jednak - co podkreśla Karolina Kuszlewicz - do zastosowania tych środków potrzebna jest wola polityczna. Według prawniczki miasto nie chce słuchać merytorycznych argumentów i wprowadzać w życie nieśmiercionośnych metod, opartych na biologii i behawiorze dzików.
Warszawa nie chce słuchać naukowców
- Warszawa nigdy nie próbowała wprowadzić całokształtu metod pokojowej koegzystencji z dzikami. Te metody istnieją, ale Warszawa ich nie chce - mówi Kuszlewicz, podając przykład Gdyni: tamtejsze władze spotykały się z naukowcami, społecznikami, aktywistami, urbanistami, biologami, prawnikami. W efekcie powstała strategia radzenia sobie z dzikami w mieście, która nie zakłada ich "likwidacji".
- Jeżeli np. gospodarką śmieciami tworzymy zachęty, by dziki przychodziły na dane obszary, to tam wrócą kolejne zwierzęta, bo - zabijając dziki - tworzymy efekt próżni. Mądrym sposobem na minimalizowanie tej sytuacji jest wdrożenie całokształtu metod pokojowej współegzystencji - mówi Kuszlewicz. I zapewnia, że Warszawa była wielokrotnie zapraszana przez społeczników do nawiązania współpracy. - Władze Warszawy są niezwykle odporne na apele, aby taki prawdziwie merytoryczny zespół utworzyć. To jest niesamowicie bulwersujące, bo wiedza jest na stole - kwituje ekspertka.
Rezerwat dla dzików? Słaby żart na Prima Aprilis
Karolina Kuszlewicz komentuje również post zamieszczony na platformach społecznościowych przez Michała Rudzkiego, burmistrza Karczewa. "Informuję, że na terenie Gminy Karczew powstanie nowy obszar chroniony - rezerwat dzików" - pisał włodarz. Był to żart z okazji prima aprilis. Karczew znajduje się w powiecie otwockim, gdzie prowadzony był odstrzał dzików.
- To nie jest temat do żartów. Mowa o żywych, czujących istotach, które mają swoje rodziny i swoje potrzeby. A z tego tytułu spotyka je kara śmierci - mówi adwokatka. I tłumaczy, że - gdyby potraktować ten post poważnie - to gmina mogłaby stworzyć nie rezerwat, a obszar zachęcający dziki do bytności w innym miejscu niż preferowane przez ludzi.
- Naukowcy w strategii nieśmiercionośnych metod koegzystencji z dzikami proponują tworzyć miejsca z jednej strony zniechęcające dziki do przebywania tam, gdzie na stałe mieszkają ludzie, a z drugiej obszary zachęcające zwierzęta do pozostawania w miejscach bezkolizyjnych w stosunku do człowieka. To można zorganizować właśnie środkami typu kształtowanie zieleni, jak np. tworzenie babrzysk czy odpowiednie nasadzenia m.in. dębów. Dziki są bardzo mądre: jeśli będą wiedziały, że mają miejsca, które są dla nich dogodne, to tam właśnie będą przebywać - mówi Karolina Kuszlewicz.
Źródło: TOK FM, Warszawa.wyborcza.pl