Drogowcy kontra zima 50 lat temu. "Maszyna potężna, głośna i bezkompromisowa w walce ze śniegiem"
Zanim utrzymanie dróg stało się procesem wspieranym przez nowoczesny sprzęt i automatykę, opierało się na pracy ludzi i prostych narzędzi. Drogowcy ręcznie kosili pobocza, łatali ubytki w nawierzchni, odśnieżali drogi i zliczali przejeżdżające pojazdy. Izba Pamięci Drogownictwa w Skwierzynie (woj. lubuskie) przywołuje ten świat sprzed lat, pokazując codzienność pracy, która miała bezpośredni wpływ na bezpieczeństwo i funkcjonowanie regionu, choć rzadko była zauważana.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Kto wpadł na pomysł Izby Pamięci Drogownictwa?
- Czym wyróżniał się ZiŁ-157?
- Jak dawniej mierzyło się ruch drogowy?
Historia miejsca, w którym dziś gromadzone są pamiątki po drogownictwie, zaczęła się w Skwierzynie od osobistej inicjatywy jednego człowieka. Jak podkreśla Monika Ratajczak, drogomistrz obwodu drogowego w Skwierzynie, impulsem do stworzenia kolekcji był dawny kierownik obwodu, Stanisław Brzeziński. - To właśnie on przywiózł i ustawił przed obwodem pierwszy kamień milowy. Pochodził z dawnej trasy Berlin-Poznań. Wtedy była to droga numer 3, dziś znamy ją jako drogę numer 24 - opowiada Monika Ratajczak.
Ten symboliczny gest uruchomił lawinę wspomnień. Gdy dawni pracownicy Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad zobaczyli, że w Skwierzynie zaczyna powstawać miejsce poświęcone historii ich zawodu, sięgnęli do własnych archiwów. - Zaczęli przynosić stare narzędzia pracy, sprzęt, książki, dokumenty. Każdy chciał dołożyć coś od siebie. Tak naprawdę to wszystko rosło oddolnie, z potrzeby zachowania pamięci - zaznacza drogomistrz.
W ten sposób, bez formalnych planów i wielkich założeń, powstała przestrzeń która dziś opowiada historię drogownictwa. Nie przez daty i przepisy, lecz przez konkretne przedmioty i ludzi, którzy przez lata dbali o drogi regionu.
Mundury i maszyny
W Izbie Pamięci Drogownictwa w Skwierzynie pierwsze zaskoczenie przychodzi szybko. To nie maszyny, lecz dawne mundury drogowców najmocniej przyciągają uwagę odwiedzających. - Dla wielu osób to odkrycie, że ludzie zajmujący się utrzymaniem dróg byli kiedyś formacją mundurową - mówi z uśmiechem Monika Ratajczak.
Dzieci zatrzymują się głównie przy narzędziach. Ręczne kosy, ciężkie i dziś już niemal zapomniane, budzą ciekawość i niedowierzanie. Jednak prawdziwym punktem przyciągającym wzrok jest coś znacznie większego. - To nasz najnowszy nabytek, wirnikowy pług odśnieżny ZiŁ-157 - podkreśla drogomistrz. - Maszyna potężna, głośna i bezkompromisowa w walce ze śniegiem. Robi wrażenie na wszystkich, bez względu na wiek - dodaje.
ZiŁ-157 ma 50 lat, pochodzi więc z czasów, gdy zima oznaczała prawdziwą walkę o przejezdność dróg. Dzięki wirnikowi o ogromnej sile potrafił odrzucać zwały śniegu na kilka metrów, a jego surowa konstrukcja łączyła prostotę z niezawodnością. Maszynę napędzał sześciocylindrowy silnik o pojemności 5,5 litra i mocy ponad stu koni mechanicznych. Przy spokojnej jeździe zużywał około czterdziestu litrów paliwa na sto kilometrów, ale podczas ciężkich akcji odśnieżania spalanie rosło nawet do "stu na sto" i więcej. Sam dźwięk pracy tej maszyny był słyszany z daleka i budził respekt jeszcze zanim pług pojawił się na drodze.
Ciężka robota
Praca drogowców sprzed kilkudziesięciu lat bardziej przypominała rzemiosło niż nowoczesną obsługę infrastruktury. Jak podkreśla Monika Ratajczak, różnica między "dawniej" a "dziś" jest ogromna. - Dzisiaj wszystko jest zautomatyzowane, tak jak w wielu innych branżach. Kiedyś większość prac wykonywano ręcznie, przy użyciu bardzo prostych narzędzi. Choćby koszenie poboczy. Dziś robimy to kosiarkami spalinowymi, a dawniej używano zwykłych kos ręcznych - wyjaśnia.
Śladem tamtych czasów jest także walec drogowy, który można zobaczyć na placu Izby Pamięci. - Każdy widział walec drogowy, ale walec ciągnięty przez konie to już rzadkość - dodaje drogomistrz.
Równie wymagająca była walka z zimą. - Trudno porównywać dzisiejsze realia do czasów, gdy ZiŁ-157 pachniał jeszcze nowością. Dróg było mniej, miały inne parametry, ruch był znacznie mniejszy, a zimy dużo ostrzejsze - zauważa moja rozmówczyni. Do tego dochodził brak zaplecza technicznego i komunikacyjnego. Bez telefonów komórkowych, systemów ostrzegania i nowoczesnych maszyn drogowcy polegali głównie na własnym doświadczeniu i sile rąk. - Większość prac wykonywano ręcznie i bez narzędzi, które dziś uważamy za oczywiste. To była po prostu codzienna praca, wtedy nikt nie nazywał tego wyzwaniem - dodaje.
Droga i ludzie
Izba Pamięci Drogownictwa nie opowiada jednej, zamkniętej historii. To miejsce, w którym technika splata się z ludzkimi losami, a stare narzędzia stają się pretekstem do opowieści o pracy, odpowiedzialności i codziennym trudzie. - Znajduje się tu bardzo dużo pamiątek podarowanych przez moją rodzinę, która od pokoleń była związana z drogownictwem - opowiada Monika Ratajczak. - Mój dziadek, świętej pamięci Józef Gwizdała, był jednym z pierwszych dróżników na odcinku Popowo-Skwierzyna. Jego codzienna praca daleka była od dzisiejszych standardów i nowoczesnych rozwiązań. - Wykonywał prace ręczne: dbał o znaki, zasypywał ubytki w jezdni, odśnieżał drogi. Pobocza kosił kosą - tą samą, która dziś tak bardzo przyciąga uwagę dzieci odwiedzających Izbę - dodaje moja rozmówczyni.
Takie historie najmocniej zapadają w pamięć zwiedzających. Pokazują, jak bardzo zmieniła się praca drogowców i jak inne były realia jeszcze kilkadziesiąt lat temu. Jednym z przykładów, który najlepiej oddaje skalę tej zmiany, są dawne pomiary ruchu drogowego. - Kiedyś robiło się je całkowicie ręcznie - tłumaczy Monika Ratajczak. - Na drogach wyznaczano punkty, przy których pracowały kilkuosobowe zespoły. Każdy dostawał kartkę z rysunkami pojazdów i za każdym przejazdem stawiał kreskę. Dziś robią to czujniki i kamery, działające przez całą dobę - wyjaśnia.
Pamięć drogi
Drogi są stałym elementem codzienności, tak oczywistym, że zwykle przestajemy je zauważać. Izba Pamięci Drogownictwa w Skwierzynie zatrzymuje na chwilę tę rutynę i pozwala spojrzeć na drogi przez pryzmat ludzi, którzy przez lata je budowali i utrzymywali. - Warto tu przyjechać, bo zgromadzone przedmioty pokazują, jak zmieniały się narzędzia i jak wyglądała praca drogowców na przestrzeni lat - zachęca Monika Ratajczak.
To miejsce pełni funkcję edukacyjną, ale ma też wyraźny wymiar osobisty i emocjonalny, zwłaszcza dla tych, których historie zostały tu zachowane. Szczególne znaczenie ma postać inicjatora Izby, Stanisława Brzezińskiego. - To on włożył w to miejsce ogrom pracy i serca. Dzięki niemu Izba Pamięci Drogownictwa w ogóle powstała - zaznacza Monika Ratajczak.
Dzięki tej inicjatywie Izba jest czymś więcej niż zbiorem przedmiotów. To opowieść o ludziach, których codzienna praca sprawiała, że drogi po prostu były przejezdne, bezpieczne i dostępne dla wszystkich.
Sprawdź, czy wiesz, co ważnego wydarzyło się w ostatnich dniach. Tylko najbardziej zorientowani udzielą więcej niż 8 dobrych odpowiedzi...
Quiz: Jesteś na bieżąco? Quiz o najważniejszych wydarzeniach ostatniego tygodnia
źródło: TOK FM