,
Obserwuj
Zachodniopomorskie

"Nie rozważam już powrotu, tu jest mój dom". W niemieckim Löcknitz jedna piąta mieszkańców to Polacy

Robert Bochenko
4 min. czytania
21.02.2023 10:18
- Wszystko, łącznie z pracą, jest stabilniejsze i bardziej przyjazne - mówi nam Urszula Wieczorek, która dwa lata temu wyjechała do niemieckiego Löcknitz. Okazuje się, że coraz więcej mieszkańców Pomorza Zachodniego decyduje się na przeprowadzkę na tereny byłego NRD. - Jest taniej i bezpieczniej - mówią.
|
|
fot. CEZARY ASZKIEŁOWICZ

Löcknitz to niewielkie, liczące około 3000 mieszkańców, miasteczko położone około 25 kilometrów od Szczecina. Oficjalne dane mówią, że mniej więcej jedna piąta jego mieszkańców to Polacy. To zresztą widać. Jadąc od granicy w Lubieszynie, już w pierwszej wiosce - Bismarck - na parkingach przy blokach stoją samochody z polskimi tablicami rejestracyjnymi. Głównie ze Szczecina i okolic. To nie goście. To mieszkańcy - Polacy, którzy zdecydowali się tu przeprowadzić na stałe. Dalej - w Löcknitz i innych bliskich granicy miejscowościach Meklemburgii Pomorza Przedniego oraz Brandenburgii - to samo widać na domofonach. Urządzenia są niemieckie, ale nazwiska coraz częściej polskie.

Dom w cenie garażu

- Moja niemiecka historia zaczyna się w 2007 roku - opowiada pani Joanna. - Po studiach zaczęłam szukać mieszkania w Szczecinie, ale z uwagi na wysokie ceny zaczęłyśmy z siostrą interesować się nieruchomościami po niemieckiej stronie granicy. Okazało się, że za 18 000 euro [co przy ówczesnym kursie euro dawało około 60 000 złotych - red.] w Grünberg, czyli około 60 kilometrów od Szczecina, możemy kupić dom, w zupełnie niezłym stanie, z kompletnym wyposażeniem - mówi.

Jak dodaje, zdecydowały się na zakup z uwagi na cenę i fakt, że bez żadnych nakładów dało się tam wprowadzić. - Dziś już z mężem mamy drugi dom w Battinsthal, a w tym pierwszym mieszkają rodzice - informuje.

Pani Joanna przyznaje, że początkowo przeszkadzały jej godzinne dojazdy do pracy do Polski, ale od kiedy przeszła na pracę zdalną, to nie jest już problemem. - Teraz widzę same plusy tego rozwiązania. Mamy przestrzeń, mamy spokój, a z niemieckimi sąsiadami udało się zaprzyjaźnić - cieszy się. - To, co nas zaskoczyło na początku, to swoista lokalna sjesta popołudniowa. Między godziną 13 a 15 nie wolno w naszej wiosce hałasować, czyli na przykład kosić trawnika czy prowadzić remontów. No i zaskoczył nas abonament telewizyjny. Tu jest to restrykcyjnie egzekwowane bez względu na to, czy mamy telewizor, czy nie. Kontroler pojawił się z blankietem opłat zaraz po naszym wprowadzeniu - wspomina.

- Bardzo podoba mi się też tutejsza segregacja śmieci i ogólnie taki niemiecki "Ordnung", czyli dbamy o swoją wioskę i najbliższe otoczenie. Nie rozważam już powrotu do Polski, tu jest mój dom - podsumowuje.

Nie trzeba kupować, można wynajmować

Urszula Wieczorek od dwóch lat mieszka w Löcknitz. Jako samodzielna mama trójki dzieci podkreśla, że w Niemczech jest jej po prostu łatwiej. - Przede wszystkim ekonomia. Wynajem czteropokojowego mieszkania to koszt dla nas 450 euro - mówi. - To tak zwane Kaltmiete [czynsz], do tego jeszcze dochodzą opłaty za media. Ale w Szczecinie nie miałabym szans zamieszkać w 90-metrowym mieszkaniu za te pieniądze - przekonuje.

I podkreśla, że w Niemczech - pomimo inflacji - nie ma aż tak lawinowych podwyżek za prąd czy ogrzewanie jak w Polsce. - Wszystko, łącznie z pracą, jest stabilniejsze i bardziej przyjazne. Kiedy na przykład dzieci chorują, pracodawca wykazuje wobec tego większe zrozumienie. Cenię sobie także, że mamy polsko-niemiecką szkołę, gdzie dzieci uczą się dwóch języków - podkreśla.

Jeśli chodzi o rady dla tych, którzy myślą o przeprowadzce, pani Urszula mówi krótko: 'przede wszystkim nauka niemieckiego'. - Da się oczywiście bez niego funkcjonować, ale znajomość języka ułatwia liczne sprawy urzędowe, wizyty lekarskie czy w końcu pozwala na lepszą pracę na miejscu - mówi. - Zauważyłam też, że Niemcy, szczególnie ci starsi, doceniają też to, że mówimy w ich języku - dodaje. Polacy, po przeprowadzce, mogą liczyć na dofinansowane albo i darmowe kursy niemieckiego.

Pytana o minusy przeprowadzki, Urszula wymienia kłopoty z opieką zdrowotną. - Löcknitz jest małym miastem, więc nie mamy tu zbyt wielu lekarzy specjalistów. Bywa tak, że po poradę trzeba wybrać się do szpitala gdzieś dalej albo do Polski. Oczywiście na wizytę prywatną - uśmiecha się. - Z uwagi na wielkość miejscowości cierpimy także na brak miejsc do rozrywki czy rekreacji. Jest jezioro i sporo lasów, ale chcąc wybrać się do kina, na koncert czy do teatru, pozostaje pojechać do Szczecina. Ale to w sumie bliżej niż dalej - dodaje.

Polacy w Niemczech. Zaczynają życie od nowa

Do wyprowadzki zachęca zajmujący się sprzedażą i wynajmem mieszkań w Niemczech Grzegorz Szalkiewicz. - Wiele osób, którym z różnych powodów nie powiodło się w Polsce, zaczyna swoje nowe życie tutaj - mówi. Przekonuje, że w większości Niemcy są do nowych mieszkańców przyjaźnie nastawieni, bo widzą że przeprowadzający się Polacy 'ratują' opuszczone przez byłych mieszkańców NRD miejscowości.

- Kiedyś bywało inaczej. Znane były przypadki niszczenia polskich aut czy groźnych haseł, które pojawiały się w przestrzeni publicznej. Teraz tego nie ma. Odżywają więc szkoły, domy i osiedla zyskują nowych mieszkańców, na ulicach widać w końcu ludzi. Polacy coraz częściej, oprócz pracy u kogoś, decydują się na otwieranie w Niemczech własnych działalności. Obowiązują nas te same warunki jak obywateli RFN. Specjaliści nie narzekają na brak zajęcia - opowiada.

I w końcu koszty mieszkania. - Tanio już było - uśmiecha się mój rozmówca. - Ale w przygranicznych miejscowościach Meklemburgii i Brandenburgii nadal cena oscyluje w granicach 4500-5000 złotych za metr. W Szczecinie to mniej więcej dwa razy tyle - wylicza Szalkiewicz. - Moich klientów zachęcam też do tego, co w Niemczech jest bardziej popularne niż u nas, czyli wynajmu, a nie zakupu. To nie Berlin, gdzie wynajmujący organizują castingi na najemcę. Tu zwyczajnie można wybrać sobie mieszkanie, a potem zamieszkać. Miewam ciekawe oferty, na przykład dwa pokoje za 220 euro plus opłaty. Po polskiej stronie w tej kwocie można wynająć co najwyżej pokój w mieszkaniu studenckim - mówi.