,
Obserwuj
Polska

Zadania domowe w cieniu skandalu. "Co to jest? To jakaś manipulacja"

2 min. czytania
03.11.2025 16:20

Jestem zbulwersowana wykorzystaniem mojego nazwiska - powiedziała w TOK FM Danuta Kozakiewicz, dyrektorka szkoły podstawowej nr 103 w Warszawie, komentując rekomendacje Instytutu Badań Edukacyjnych na temat prac domowych. Podkreśliła, że nie jest członkinią zespołu eksperckiego w tej sprawie i nie jest autorką tego dokumentu, który nazwała "bublem".

Zdaniem Kozakiewicz prace domowe powinny być obowiązkowe
Zdaniem Kozakiewicz prace domowe powinny być obowiązkowe
fot. AJ PHOTO / BSIP/EAST NEWS

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego dyrektorka szkoły podstawowej nazywa rekomendacje ws. zadań domowych "bublem"?
  • Czy prace domowe powinny być obowiązkowe?
  • Co według niej należy wprowadzić do szkoły?

Danuta Kozakiewicz, dyrektorka szkoły podstawowej nr 103 w Warszawie, zaprzeczyła w TOK FM, że jest członkinią zespołu ekspertów do spraw prac domowych Instytutu Badań Edukacyjnych. - Przed chwilą wysłałam do IBE protest przeciwko użyciu mojego nazwiska i to na pierwszym miejscu. Absolutnie się na to nie zgadzam. Nie opracowywałam tych rekomendacji, z częścią zapisów absolutnie się nie zgadzam - powiedziała w magazynie "TOK 360" Kozakiewicz.

Dodała, że była dwukrotnie zaproszona jako gość na spotkanie ekspertów i przedstawiła tam swoje zdanie. - Były to krótkie spotkania online, gdzie miałam możliwość wypowiedzenia się, z wieloma wypowiedziami innych osób się nie zgadzałam i to jest cały mój udział - podkreśliła.

Zaprzeczyła, że pracowała nad rekomendacjami, zawartymi w raporcie. - Nie brałam udziału w spotkaniu, gdzie ten dokument opracowywano i absolutnie się pod nim nie podpisuję - dodała.

Bardzo krytycznie oceniła sam raport. - To jest bubel i nazywam to dokładnie w ten sposób. Nie wyraziłam zgody na używanie mojego nazwiska jako twarzy tego dokumentu - dodała. - Co to jest? To jakaś manipulacja, czy chciano mi zamknąć usta, co chciano zrobić? Absolutnie nie jest to dokument, którego jestem twórcą - mówiła zbulwersowana gościni Filipa Kekusza.

Redakcja poleca

Powtórzyła, że brała udział w dwóch spotkaniach na których "wypowiedziała się krytycznie na temat poprzedniego rozporządzenia" (dotyczącego prac domowych - przyp. red.). - Również wypowiadałam się krytycznie na temat niektórych pomysłów, które znalazły się w rekomendacjach. Przedstawiłam projekt, który w mojej szkole został opracowany i nie ma go w tych rekomendacjach, absolutnie nie wyrażam zgody na używanie mojego nazwiska na pierwszym miejscu w liście ekspertów - dodała.

Co zrobić z pracami domowymi?

Kozakiewicz powiedziała, że prace domowe dla uczniów powinny być obowiązkowe. - Uważam, że prace domowe, przemyślane przez nauczyciela, w odpowiedni sposób sformułowane, powinny być obowiązkowe dla ucznia - podkreśliła.

Krytycznie oceniła pomysł "opracowania i dokumentowania limitu prac własnych ucznia w danym tygodniu". - Jak my będziemy to liczyć, na wagę? Nie wyobrażam sobie liczenia czasu, jeden uczeń będzie pracował nad danym zadaniem 10 minut, drugi całą godzinę - powiedziała.

Dodała, że "jest to bardzo sztuczny zapis", który jej zdaniem "nie ma kompletnie sensu i absolutnie się pod nim nie podpisuje". - Myśmy próbowali w naszej szkole coś takiego robić, niestety to się nie udaje - wskazała.

Pozytywnie za to oceniła pomysł (jest jego autorką), wspólnego uzgadniania wśród nauczycieli liczby zadawanych zadań dla danej klasy. - To powrót do zespołów nauczycielskich uczących na poziomie danej klasy po to, aby w tym samym tygodniu nie zadawać prac domowych, które są bardzo czasochłonne, tylko żeby to uzgadniać pomiędzy nauczycielami - powiedziała gościni TOK FM.

Źródło: TOK FM