,
Obserwuj
Świat

"Fala migracyjna to błogosławieństwo dla Niemiec". Jak zaczął się marsz AfD po władzę?

oprac. Katarzyna Rogowska tokfm.pl
6 min. czytania
04.04.2026 16:01

Jak AfD z partii ekonomistów przeobraziła się reprezentanta prawicowego ekstremum na niemieckiej scenie politycznej? - Przed 2015 rokiem zaczęła się fala uchodźcza (...). Pojawiły się obawy. Ci, co bardziej pragmatyczni i z nosem do polityki z AfD, zobaczyli, że to właśnie migracja rozpala emocje bardziej niż euro - tłumaczył w podcaście tokfm.pl "Półka z książkami" Łukasz Grajewski, autor reportażu "Alternatywa dla Niemiec czy zagrożenie dla świata? Kulisy marszu AfD po władzę".

Wiec AfD w Düsseldorfie w Niemczech, 14 września 2025 r.
Wiec AfD w Düsseldorfie w Niemczech, 14 września 2025 r.
fot. YING TANG / NURPHOTO / NURPHOTO VIA AFP
  • AfD początkowo była znana z tylko jednego postulatu, niemającego nic wspólnego z migracją. - (...) Gospodarka hulała, a jedynym problemem była Grecja i kryzys w strefie euro - opowiadał w podcaście Anny Sobańdy Łukasz Grajewski;
  • Zmiany w profilu partii nastąpiły przed 2015 rokiem, gdy rozpoczęła się fala uchodźcza i zaczęto organizować pierwsze marsze PEGIDY;
  • Jak wskazał gość "Półki z książkami", najwięcej wyborców partii żyje w biedniejszej, wschodniej części Niemiec.

8 marca w Niemczech odbyły się wybory do parlamentu kraju związkowego Badenia-Wirtembergia. Zgodnie z oficjalnymi wynikami wygrali Zieloni, uzyskując 30,2 proc. głosów. Na drugim miejscu znalazła się chadecka CDU (29,7 proc.), a na trzecim - Alternatywa dla Niemiec (AfD; 18,8 proc.). Dla AfD - partii uznanej przez Federalny Urząd ds. Ochrony Konstytucji za organizację ekstremistyczną i stanowiącą zagrożenie dla demokracji - jest to najlepszy wynik w wyborach landowych w zachodnich Niemczech. Dotychczas najwyższe poparcie partia uzyskała w wyborach w Hesji, na wschodzie kraju, w 2023 roku, gdy zdobyła 18,4 proc. głosów.

Wbrew temu, co może się wydawać, AfD nie miała swoich źródeł w rozgoryczeniu mieszkańców biedniejszych Niemiec Wschodnich, a w salce spotkań przy kościele ewangelickim w Oberursel w zachodniej części kraju. - AfD założyli dystyngowani profesorzy ekonomii, felietoniści renomowanych gazet - klasa średnia i wyższa z zachodu Niemiec. To też pokazuje, jaką ewolucję przyszła ta partia - wskazał w podcaście "Półka z książkami" Łukasz Grajewski, dziennikarz, korespondent polskich mediów z Niemiec, a także autor reportażu "Alternatywa dla Niemiec czy zagrożenie dla świata? Kulisy marszu AfD po władzę".

Partia powstała w 2013 roku, w czasie drugiej kadencji ówczesnej kanclerz Angeli Merkel. - Niemcom obiektywnie powodziło się dobrze, gospodarka hulała, a jedynym problemem była Grecja i kryzys w strefie euro. Wszystkie główne partie w Niemczech mówiły: "Musimy unijnie, razem pomóc Grekom". A założyciel AfD Bernd Lucke, który był ekonomistą, stwierdził: "Nie, euro nie pomoże Grecji i nie pomoże nam. Musimy wyjść ze strefy euro i wrócić do marki". Ten temat grzał tak mocno, że AfD powstało z tym jednym postulatem. Na początku to była partia jednego postulatu - podkreślił rozmówca Anny Sobańdy.

Zmieniło się to wraz z pojawieniem się stowarzyszenia PEGIDA (Patriotyczni Europejczycy przeciwko Islamizacji Zachodu). Od października 2014 roku jej członkowie organizowali cotygodniowe demonstracje przeciwko islamizacji, radykalizmowi religijnemu oraz polityce imigracyjnej Niemiec i UE. - Przed 2015 rokiem zaczęła się fala uchodźcza, już wcześniej była wojna w Syrii i tych uchodźców w Niemczech było coraz więcej. Dla mieszkańców wschodnich Niemiec to był szok, pojawiły się obawy. (...) Ci co bardziej pragmatyczni i z nosem do polityki z AfD zobaczyli, że to właśnie migracja rozpala emocje bardziej niż euro - mówił Grajewski.

"Angela Merkel wcale nie chciała być królową migrantów"

"Damy radę" - stwierdziła Angela Merkel w odpowiedzi na pytanie dziennikarza, czy Niemcy poradzą sobie z setkami tysięcy migrantów zmierzających z Węgier do Niemiec. Te słynne słowa z sierpnia 2015 roku są jej wypominane do dziś. Jednak, jak zwrócił uwagę Łukasz Grajewski, Merkel nigdy nie miała zamiaru być "królową uchodźców". - Warto przypomnieć, że Angela Merkel jeszcze na kilka tygodni przed tym symbolicznym "otwarciem granic", przez dwie kadencje ani razu nie odwiedziła ośrodka dla uchodźców, bo uważała, że tym nie wygra dodatkowych punktów dla swojej partii. Latem 2015 jakaś dziewczynka z Palestyny zapytała Merkel, czy może zostać w Niemczech. A Merkel wtedy mówi: "Nie możemy wszystkim pozwolić, bo wszyscy przyjdą i nie mamy takich możliwości". Dziewczynka się rozpłakała, a Angela Merkel - która nie słynie z bycia emocjonalną - świadoma, że to jest nagrywane, podeszła do tej dziewczynki i zaczęła ją pocieszać. To pokazuje, że Angela Merkel wcale nie chciała być królową migrantów, a cały świat ją na tym stanowisku usadził - wyjaśnił dziennikarz.

Redakcja poleca

Znacznie bardziej entuzjastycznie do migrantów podchodziły wtedy niemieckie media. - Społeczeństwo niemieckie do dziś zastanawia się, jakim są narodem w odniesieniu do historii i potrzebowali symbolicznych momentów, żeby odpowiedzieć sobie na to pytanie. I wrzesień 2015 roku to był taki moment, że pomimo tej historii, jesteśmy otwartym, fajnym narodem, który może pomagać innym. I dziennikarze, którzy w większości w Niemczech są, jak na polskie warunki, lewicowo-liberalni, czuli te same emocje. Na pierwszej stronie "Die Zeit" napisano, że fala migracyjna to błogosławieństwo dla Niemiec. Zabrakło tutaj obiektywnego spojrzenia na pewne ryzyka, z którym wiąże się przyjazd bardzo dużej ilości obcych osób do kraju - zwrócił uwagę Grajewski.

Stosunkowi Niemców do własnej historii gość "Półki z książkami" poświęcił nieco więcej czasu. - Niemcy to chyba jedyny kraj, który buduje część swojej tożsamości na poczuciu skruchy za to, co zrobił w czasie II wojny światowej. Większość państw podkreśla sukcesy wojenne - armia w USA czy we Francji to świętość. My w Polsce przede wszystkim podkreślamy naszą heroiczną walkę. U Niemców nie ma podkreślania wygranych bitew czy wojen. Holokaust jest i pewnie będzie głównym składnikiem tej tożsamości i w szkołach, w dyskusjach, w debacie publicznej to cały czas jest. (...) To się zmienia, bo Niemcy są coraz bardziej wielokulturowym, wieloetnicznym państwem. Są kolejne pokolenia i to też powoduje, że temat, który myśleliśmy, że już nie powróci, czyli na przykład kwestia wypędzeń i byłych ziem niemieckich, coraz bardziej wraca w mediach społecznościowych i kanałach wokół AfD. Więc Niemcy co do ogółu mają to poczucie (winy - red.), ale nic nie jest dane raz na zawsze - powiedział autor "Alternatywa dla Niemiec czy zagrożenie dla świata? Kulisy marszu AfD po władzę".

Większość elektoratu AfD mieszka, co nie powinno dziwić, we wschodnich Niemczech. - Warto podkreślić, że Niemcy są wciąż bardzo podzielone wokół dawnego muru berlińskiego i jest to podział głębszy, niż jakikolwiek podział w Polsce. Jeszcze dziesięć, kilkanaście lat temu establishment polityczny nie zwracał uwagi na tę traumę transformacji, która nastąpiła po zjednoczeniu i która dotknęła wielu ludzi. Nie da się tego zasypać pieniędzmi na infrastrukturę, to w ludziach siedzi. I wystarczy, że pojawi się partia, która znajdzie guzik, żeby do nich dotrzeć, by poczuli się docenieni - wyjaśniał Łukasz Grajewski.

Redakcja poleca

AfD a sprawa polska. "W tej partii jest troszkę Polaków"

W maju 2025 roku Federalny Urząd ds. Ochrony Konstytucji (BfV) uznał AfD za organizację ekstremistyczną. Partia natychmiast złożyła pozew do sądu w Kolonii, co doprowadziło do wstrzymania publicznych oświadczeń BfV o ekstremizmie partii do czasu prawomocnego wyroku. W lutym 2026 r. sąd administracyjny w Kolonii utrzymał tymczasowy zakaz klasyfikacji AfD jako "potwierdzonej organizacji ekstremistycznej", mimo uznania dowodów na antydemokratyczne działania.

Na jakiej podstawie BfV podjęła taką decyzję? - W prawodawstwie niemieckim, żeby uznać partię za skrajnie ekstremistyczną, musi być jakieś zagrożenie dla przepisów wynikających z Konstytucji. Mówimy o hasłach, które są sprzeczne z zasadami demokracji, które są ksenofobiczne, które mogą doprowadzić do jakiegoś rozkładu państwa niemieckiego. Taka decyzja umożliwia też służbom niemieckim większą infiltrację i sięgnięcie po dodatkowe środki, jeżeli chodzi o obserwację tej partii - tłumaczył Łukasz Grajewski.

Czy Alternatywy dla Niemiec powinniśmy obawiać się w Polsce? Jak wskazał gość tokfm.pl, mimo że AfD podtrzymuje kontakty z Konfederacją, to z jego rozmów z działaczami wynika, że "Polską na razie nie bardzo się interesują". - W tej partii jest troszkę Polaków czy osób z polskimi korzeniami, którzy dobrze orientują się w kwestiach polskiej polityki, ale oni nie grają tam najważniejszych ról. Ci, którzy rządzą, na razie zajmują się albo problemami stricte niemieckimi, a z zagranicznych tylko wojną w Ukrainie - ocenił rozmówca Anny Sobańdy.

Źródło: tokfm.pl, PAP