Igrzyska w cieniu polityki. Tygodniowy, autorski przegląd prasy Aleksandry Karasińskiej
Na początek "New York Times" i zimowe igrzyska olimpijskie. To co mnie uderzyło, w trzech osobnych artykułach tej gazety, to fakt, że choć organizatorzy igrzysk starają się unikać napięć politycznych, to słabo się to udaje. Aleksandra Karasińska zaprasza na autorski przegląd prasy zagranicznej.
Z tego artykułu dowiesz się:
- O czym piszą zagraniczne media
- Dlaczego to ważne artykuły
"New York Times" pisze, że sami Amerykanie nie mogą na igrzyskach uciec od krajowej polityki. Kilkoro sportowców z ich reprezentacji dystansowało się od działań administracji Trumpa. Gazeta przypomina, jak Huner Hess, freestylowy narciarz, powiedział reporterom, że ma mieszane uczucia reprezentując Stany Zjednoczone. - To, że noszę flagę, nie oznacza, że reprezentuje to wszystko , o dzieje się w USA -powiedział sportowiec. Najwyraźniej zdenerwowało to samego prezydenta Donalda Trumpa, który na swojej platformie napisał, że Hess jest "prawdziwym przegrywem" i że nie powinien być w reprezentacji.
W drugim tekście "New York Times" donosi o skandalu wokół dyskwalifikacji ukraińskiego skeletonisty, Władyslawa Heraskewycza, za pojawienie się na treningach w kasku z wizerunkami poległych ukraińskich sportowców. Działacze MKOL najpierw wydali ostrzeżenie, a kiedy sportowiec pojawił się w tym samym kasku na drugim treningu, wykluczyli go za naruszenie zakazu wypowiadania się na tematy polityczne. Więcej o sprawie w rozmowie Adama Ozgi z Mieszko Rajkiewicz z Polskiego Instytutu Dyplomacji Sportowej.
W trzecim tekście, zatytułowanym "Czas, gdy Rosja była sportowym pariasem, może dobiegać końca", NTT pisze o tym, że organizatorzy igrzysk sygnalizowali wcześniej gotowość złagodzenia sankcji nałożonych na Rosję. Dziennik przypomina, że rosyjska reprezentacja jest oficjalnie wykluczona ze startów, ale od czasu igrzysk w Paryżu MKOL umożliwił Rosjanom i Białorusinom udział w imprezie, pod warunkiem, że nie stosują dopingu i nie mają powiązań z armią. Mogą wtedy startować jako zawodnicy indywidualni i neutralni. Mimo tych zasad, na włoskich arenach, na trybunach, pojawiają się rosyjskie symbole narodowe. Brytyjski "The Guardian" komentuje: nie ma wątpliwości, że zawieszenie Rosji na igrzyskach jest dla Kremla bolesne. Rosja od lat wykorzystuje sport do politycznej propagandy w kraju i zagranicą.
Czytając te teksty myślę sobie, że MKOL powinien mieć bardziej przejrzyste i konsekwentne zasady i że rządzący nim działacze, niczego tak bardzo nie boją się, jak zajmowania stanowiska. A patrząc na to co dzieje się na świecie, sądzę, że coraz trudniej będzie zachować taką szwajcarską neutralność.
Politico Europe: USA i gwarancje bezpieczeństwa
A teraz przechodzę do serwisu: Politico Europe, który zapowiada kolejną rundę negocjacji ukraińskich i rosyjskich dyplomatów w przyszłym tygodniu w Genewie. Cieniem na tych rozmowach kładzie fakt, że odbędą się tuż przed czwartą rocznicą inwazji Rosji na Ukrainę. Ze źródeł dziennikarzy Politico wynika, że administracja Trumpa dała Ukraińcom jasno do zrozumienia, że nie da żadnych gwarancji bezpieczeństwa, dopóki nie zostanie osiągnięte porozumienie kończące wojnę.
- To źle wróży dla Ukrainy i nie przybliża nas do końca wojny - mówiła mi niedawno ukraińska prawniczka i laureatka Pokojowej Nagrody Nobla Ołeksandra Matwijczuk. -Jak zatrzymać Putina? Nie tylko, żeby zrobił pauzę, żeby się przegrupował i znowu zaczął pełnoskalową wojnę. Ale żeby zrozumiał, że nie może okupować całego kraju, Nie może się posunąć dalej. Dlatego głównym problemem, który powinniśmy dyskutować w tych negocjacjach są gwarancje bezpieczeństwa. A ich nie widzimy. Dlatego nie jestem optymistką, jeśli chodzi o osiągnięcie trwałego pokoju, bez gwarancji bezpieczeństwa - mówiła mi noblistka na konferencji w Davos.
Jej obawy potwierdza wczorajsze zachowanie Marco Rubio, amerykańskiego sekretarza stanu, który w czasie konferencji w Monachium nie pojawił się na spotkaniu z europejskimi liderami właśnie w sprawie wojny w Ukrainie. Mieli w nim uczestniczyć politycy z Niemiec, Polski, Finlandii i Komisji Europejskiej. Zdaniem "Financial Times" pokazuje to słabnące zainteresowanie Waszyngtonu w toczącym się bez większych sukcesów procesie negocjacyjnym.
A Anne Applebaum na swoim blogu w tym tygodniu pisze: pobłażliwość Trumpa wobec prezydenta Rosji przedłuża tę wojnę. Trudno się z nią nie zgodzić.
Na koniec o wojnie kulturowej w USA i kto ją wygrywa.
Chodzi oczywiście o głośny występ amerykańskiego muzyka Bad Bunny'ego w przerwie SuperBowl, największej i najpopularniejszej imprezie sportowej USA- którą oglądało ok.125 milionów widzów. Bad Bunny zaśpiewał po hiszpańsku, a jego występ miał też wyraźny wymiar polityczny. Muzyk którego rodzice byli imigrantami z Portoryko powitał się tradycyjnym "God Bless America", ale następnie wymienił wszystkie kraje Ameryki Północnej, Środkowej i Południowej, jasno podkreślając, że jego Ameryka to dwa kontynenty i wielka wspólnota kultur.
Prezydent Trump określił występ Bunny'ego jako "całkowicie fatalny” i "policzek wymierzony Ameryce" oraz "obrazą wielkości Ameryki". Trump skrytykował również fakt, że występ nie był po angielsku, twierdząc, że "nikt nie rozumie ani słowa z tego, co ten facet mówi”. Od siebie dodam, że dla ponad 40 milionów obywateli USA hiszpański jest pierwszym językiem.
W "Vanity Fair" czytamy, że ten występ był "radosnym aktem oporu i celebracją kultury latynoskiej w mrocznych czasach ucisku”. Jeszcze dobitniej komentuje występ "New York Times" w artykule pod tytułem: "Wojna kulturowa się skończyła. Wygrał ją Bad Bunny".
Wybrałam ten temat, bo to nie tylko ciekawostka ze świata show biznesu, ale wydarzenie, które pokazuje szersze zjawisko. Dziś USA radykalnie zmieniają porządek świata i jak widzimy nawet w oficjalnej Strategii Obrony, świat ma być podzielony na strefy wpływów. Waszyngton zdaje się mówić: Ameryka Łacińska to to nasze podwórko i możemy tu robić co nam się podoba. Na przykład porwać prezydenta innego kraju i pozwolić jego juncie nadal rządzić, jeśli tylko zgodzi się iść nam na rękę. Bad Bunny przypomniał, że Ameryka to coś więcej niż tylne podwórko Waszyngtonu.
To ważny temat do przemyśleń dla Polski, bo jeśli Waszyngton ogranicza swoją strefę do obu Ameryk, to co z Europą? Czy tu znów Waszyngton rozwinie czerwony dywan przed Rosją i potraktuje jako lokalne supermocarstwo? Tak samo zaniepokojeni mogą być Tajwańczycy, bo w tej logice- ich demokracja należy do strefy wpływów Chin. Dlatego warto patrzeć na wojnę kulturową w USA. Mnie w występie na SuperBowl najbardziej podobał się wielki bilbord, który widać było za plecami Bad Bunny'ego a na nim hasło: "Jedną rzeczą potężniejszą od nienawiści - jest miłość". I niech to będzie przesłaniem tego walentynkowego poranka.
Autor: Aleksandra Karasińska
POSŁUCHAJ PODCASTU!