,
Obserwuj
Świat

"Mieli jeden wybór: spalić się żywcem albo skoczyć". Poruszające wspomnienia światka zamachów na WTC

oprac. Anna Siek tokfm.pl
3 min. czytania
11.09.2026 21:19
Obserwuj nas na Google

- Usłyszałem olbrzymi wybuch, podniosłem oczy do góry i nad moją głową ukazała się olbrzymia kula ognia - tak Marcin Tuliński wspominał w TOK FM zamachy na WTC. Był świadkiem wydarzeń, bo pracował tuż obok World Trade Center. 

11 września 2001 roku doszło do zamachów na WTC
11 września 2001 roku doszło do zamachów na WTC
fot. Levine-Roberts/Sipa USA/East News

W zamachach, do których doszło dokładnie 25 lat temu w USA, zginęło 2996 osób. 11 września 2001 roku terroryści z organizacji Al-Kaida uprowadzili cztery samoloty. Dwa wbiły się w wieże World Trade Center w Nowym Jorku, trzeci uderzył w gmach Pentagonu. Ostatni rozbił się w Pensylwanii dzięki interwencji pasażerów, którzy próbowali przejąć kontrolę nad maszyną. 

Marcin Tuliński to jeden ze świadków tamtych tragicznych wydarzeń. Mieszkał wówczas w Nowym Jorku, pracował w banku inwestycyjnym Merrill Lynch, który miał siedzibę w  World Financial Center po drugiej stronie ulicy od WTC. 

Gdy doszło do zamachu Tuliński jechał metrem do pracy. Kiedy dojechał do stacji końcowej i wysiadł z wagonu, to usłyszał, jak ludzie mówili, żeby nie wychodzić w podziemia, bo jest tam bomba.

- Tłum biegł w moją stronę i nie pozwolił mi zrobić niczego innego, jak tylko odwrócić się i biec razem z nim - wspominał w TOK FM. 

Rozmówca Adama Ozgi mówił, że o tym, co się dzieje, dowiedział się dopiero po uderzeniu drugiego samolotu. Chciał dodzwonić się do rodziny i wszedł do restauracji. - Tam zobaczyłem w telewizorach dwa samoloty uderzające w WTC, trzeci w Pentagon i czwarty zaginiony. Jak (wcześniej) usłyszałem głosy przechodniów, że samolot uderzył w wieżę, to nie byłem w stanie tego pojąć (...). Myślałem, że to wybuch gazu, cokolwiek innego. Nie było to dla mnie realne, żeby to był samolot - przyznał.

- Usłyszałem olbrzymi wybuch, podniosłem oczy do góry i nad moją głową ukazała się olbrzymia kula ognia i odłamki, które spadały w naszą stronę - powiedział gość "TOK 360".  

Redakcja poleca

- Pierwszy odruch to jest ucieczka. Po chwili, kiedy się trochę uspokoiłem, chciałem (...) sprawdzić, czy wszyscy moi koledzy wyszli z budynku, czy jest ok. I idąc w stronę biura, widziałem dwie płonące wieże, widziałem skoczków (ludzi uwięzionych w budynkach WTC, którym uderzenie samolotów i pożar odcięły drogi ucieczki). Przy pierwszym żołądek podszedł mi pod samo gardło. To jest makabryczny widok. Mieli jeden wybór: spalić się żywcem albo skoczyć do swojej śmierci. Widziałem parę; kobietę i mężczyznę, którzy trzymali się za ręce i skoczyli razem - wspominał Marcin Tuliński. 

Mężczyzna cały czas był nieopodal WTC, gdy wieże zaczęły się walić. Gdy zaczął uciekać, to - jak mówił - "nagle zrobiło się ciemno, jak w nocy". W tym momencie pierwsza z wież zaczęła się walić.

- Nade mną usłyszałem samolot. bałem się, że to jest ten czwarty (uprowadzony), który był zaginiony. Ale to były na szczęście F-16, które patrolowały strefę (...). Było ciężko oddychać, przez chwilę nie było nic widać. Myśmy w panice wbiegliśmy do jednego z budynków, żeby się schronić (...). Manhattan jest zawsze strasznie głośny, wtedy był cichy (...). Wszystko było pokryte pyłem, to było jak kosmiczny obraz - powiedział gość Adama Ozgi. 

Całej rozmowy z Marcinem Tulińskim można wysłuchać w aplikacji TOK FM. 

Źródło: TOK FM