Niemcy znów wyglądają jak chory człowiek Europy. Jadą na tym populiści
Potoczne wyobrażenie Niemców, zwłaszcza w naszym kraju, jest, i to wiadomo z badań, raczej takie, że to kraj dobrze zorganizowany, z ogromną i silną gospodarką oraz stabilną sceną polityczną. W rzeczywistości jednak Niemcy znowu wyglądają jak chory człowiek Europy.
To znaczy Niemcy już nim były, potem ozdrowiały, a teraz słabują ponownie, tylko mocniej. Karierę robi termin polikryzysu – czyli niewydolności państwa na każdym poziomie, od gospodarki, przez system socjalny, politykę migracyjną, energetyczną, aż po stan Bundeswery i infrastruktury. Co prawda Bundeswera i infrastruktura mają zostać dofinansowane na skalę wprost niebywałą, mówi się o bilionie euro łącznie na te dwa obszary, ale cała reszta wymaga bolesnych cięć i poważnych decyzji.
Weźmy taką opiekę socjalną. Do 2036 roku z zasobów niemieckiej siły roboczej wycofa się jakieś 16,5 mln baby-boomersów, czyli pokolenia urodzonego po II wojnie światowej, ale wejdzie na rynek pracy tylko 12,5 mln młodych. To oznacza, że presja budżetowa wzrośnie, a już teraz jest ogromna – wydatki na emerytury to 44 proc. wszystkich wydatków socjalnych, o dziesięć procent więcej niż na zdrowie.
A jeśli dodać do tego także inne benefity niemieckiego welfare state – np. dochód gwarantowany, który pobiera 5,5 mln mieszkańców, z czego połowa to obcokrajowcy, to już robi się naprawdę poważnie. Skądinąd w praktyce wygląda to tak, że czteroosobowa rodzina, dwoje dorosłych i dwoje dzieci w wieku pięciu i czternastu lat, dostaje miesięcznie 2750 euro i to jest zaledwie 660 euro mniej, niż wynosiłaby minimalna krajowa dla jednej osoby.
Polikryzys w Niemczech. Jadą na tym populiści
Nic więc dziwnego, że jadą na tym populiści. AfD w niedawnych wyborach lokalnych w landach zachodnich – w Nadrenii Północnej i Westfalii – potroiła swoje poparcie, stając się trzecią siłą polityczną. A to już nie są wschodnie Niemcy, tylko zachód, który do tej pory jawił się jako odporny na populistyczne bredzenie.No dobrze, ale do jakiego stopnia to jest bredzenie? I na ile AfD ma tylko do zaproponowania emocjonujący język, a na ile jednak proponuje – być może – rozwiązania, które i tak Niemcy muszą wdrożyć, przynajmniej w jakimś zakresie.
Debata z niemieckim establishmentem jest trudna, również dlatego, że opiera się na założeniach, że wszystko co Niemcy robią i czego nie robią – jest po prostu najlepsze, optymalne, przedyskutowane wzdłuż i w poprzek.A skoro tak, to jaki polikryzys i jakie reformy? Po prostu model wymaga lekkiego tuningu i wszystko pojedzie, niezawodne jak BMW, Volkswagen i Mercedes razem wzięte. O ile oczywiście zapomnimy, choćby na chwilę, że te ostatnie też wymagają reformy.
Źródło: TOK FM