"Rosnąca brutalizacja wojny" w Ukrainie. "Drony coraz częściej atakują pociągi pasażerskie"
Władze Ukrainy apelowały o zawieszenie broni na czas świąt, tymczasem Rosja przeprowadziła kolejne ataki. - Za Bidena bardziej się obawiano, Trumpa na początku wyczuwano. Teraz zdaje się Kreml uznał, że czego by nie zrobił, to i tak Trump jakoś przesadnie nie zareaguje. W związku z tym ta brutalizacja wojny pewnie się będzie pogłębiała - mówił w TOK FM Michał Potocki z "Dziennika Gazety Prawnej".
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak wyglądają obecnie ataki Rosji na Ukrainę?
- W jaki sposób zaangażowanie USA na Bliskim Wschodzie doprowadziło do zamrożenia rozmów pokojowych?
- Co Ukraina stara się przekuć w szansę, oferując państwom arabskim swoje zaawansowane technologie dronowe?
Co najmniej trzy osoby zginęły, a osiem zostało rannych w wyniku rosyjskich nalotów bombowych na obwód doniecki i żytomierski - poinformowały w piątek tamtejsze władze. Wojska rosyjskie zaatakowały Ukrainę 542 dronami i 37 rakietami - podały Siły Powietrzne.
- Ten dzisiejszy atak na Kijów i inne miasta ukraińskie jest dosyć nietypowy, jeśli patrzeć w skali wszystkich tych czterech lat pełnowymiarowej wojny. Ale staje się dość typowy, patrząc przez pryzmat ostatnich tygodni - mówił w audycji “Zapytam Inaczej” w TOK FM Michał Potocki z "Dziennika Gazety Prawnej".
Rozmówca Anny Piekutowskiej zwrócił uwagę, że “do tych ataków dochodzi w dzień i to jest jakimś rodzajem nowości”. - Wcześniej zwykle Rosjanie drony wysyłali nad ukraińskie miasta nocą - wskazał.
Jak dodał, "drony coraz częściej i coraz bardziej demonstracyjnie atakują również pociągi pasażerskie". - Od pewnego czasu ukraiński przewoźnik państwowy zaczął reagować na alarmy powietrzne. Jeżeli na mapach radarowych pojawia się dron rosyjski w odległości mniejszej niż 50 km, to te pociągi pasażerskie są zatrzymywane i pasażerowie są z nich wypraszani. Muszą się oddalić na kilkadziesiąt metrów, najlepiej ponad sto metrów od pociągu. I dopiero kiedy zagrożenie minie, są zapraszani z powrotem do składu. To jest coś nowego, co oczywiście dodatkowo utrudnia życie obywatelom - powiedział Potocki.
W jego ocenie to "pokazuje rosnącą brutalizację wojny i malejące przejmowanie się przez Rosję, że ktoś może na to zareagować - przede wszystkim USA". - Za Bidena bardziej się obawiano, Trumpa na początku wyczuwano. Teraz zdaje się Kreml uznał, że czego by nie zrobił, to i tak Trump jakoś przesadnie nie zareaguje. W związku z tym ta brutalizacja wojny pewnie się będzie pogłębiała, będą się pewnie też pogłębiały celowe ataki na cele cywilne - alarmował dziennikarz.
Szansa Ukrainy po wybuchu wojny w Iranie
Tymczasem wojna na Bliskim Wschodzie doprowadziła do utraty przez Amerykanów zainteresowania rozmowami pokojowymi w sprawie Ukrainy. Odwołano planowane spotkania trójstronne ukraińsko-rosyjsko-amerykańskie. - Pretekstem było to, że one były planowane na Bliskim Wschodzie i chodziło o względy bezpieczeństwa. Ale prawda jest taka, że i Rosjanie, i Ukraińcy po prostu zorientowali się, że w tym teatrze jednego widza, jakim były rozmowy pokojowe, w sytuacji, w której widz opuszcza salę, nie ma sensu kontynuować spektaklu. Tym jedynym widzem był Donald Trump - relacjonował Potocki.
Jak jednak dodał, przed Ukrainą pojawiła się także pewna szansa nawiązania obopólnej współpracy z państwami arabskimi. - Ukraińcy mają się czym pochwalić, od czterech lat zmagają się z dronami produkcji irańskiej lub produkcji rosyjskiej, ale wzorowanej na irańskiej technologii i chętnie się nią podzielą z partnerami znad Zatoki Perskiej. Oczywiście w zamian oczekując czegoś ekstra - wsparcia dyplomatycznego, być może pomocy finansowej, być może dostaw innego rodzaju broni - powiedział rozmówca Anny Piekutowskiej.
I wskazał, że w zamyśle wzmacnia to Ukrainę w oczach Stanów Zjednoczonych. - Chodziło o to, żeby pokazać, że jednak Ukraina ma karty w ręku, a mianowicie skuteczne i tanie technologie zwalczania dronów - podsumował Potocki w TOK FM.
Źródło: TOK FM