"Do głosu dochodzą ludzie bez skrupułów". Walki frakcyjne na Kremlu. "Napięcie tylko stale rośnie"
W poniedziałek rakiety spadły na Kijów, Dniepr, Lwów, Charków, Odessę i wiele innych dużych miast w Ukrainie. Zdaniem gen. Mieczysława Bienka to reakcja na ostatnie zwycięstwa Ukrainy, szczególnie na sobotnie wysadzenia mostu krymskiego. - To strach, wściekłość, reakcja bezwładna, bez planowania strategicznego, bez określenia jasno celu, który miałby - z punktu widzenia operacji militarnej - osłabić zdolność bojową Ukrainy - mówił w "Popołudniu Radia TOK FM" generał w stanie spoczynku i były zastępca Dowódcy Strategicznego NATO.
Podkreślił przy tym fakt, że Rosja nie zaatakowała celów militarnych. Jego zdaniem świadczy to o tym, że armia Putina ma mocno ograniczone zarówno planowanie, jak i możliwości niszczenia celów. - Ich arsenał precyzyjnego rażenia jest kiepski i sukcesywnie się z niego wystrzeliwują. Kiedyś mówili, że trzymają go na wojną prawdziwą. Tylko, z kim chcą tą prawdziwą wojnę prowadzić?! Skoro nie potrafią wygrać teraz z państwem, które było sklasyfikowane na 22 miejscu, jeśli chodzi o potęgę militarną - pytał retorycznie gość TOK FM.
Zamiast tego, jak dopowiedział, mszczą się atakami terrorystycznymi na ludności cywilnej. - To jest bestialstwo i złamanie wszelkich prawideł wojennych, których Rosja nie przestrzega zresztą od początku wojny - dodał w rozmowie z Filipem Kekuszem.
- Co w ogóle wiadomo o rakietach, których używają? - dopytywał prowadzący. - Rosjanie używają w ostatnich tygodniach wszystkiego co mają - odpowiedział krótko gen. Bieniek. Chodzi o np. rakiety precyzyjne Iskander, ale też pociski wystrzeliwane z samolotów. - Mieliśmy też do czynienia z rakietami powietrze-powietrze, np. S-300, które przygotowali do strzelania do celów naziemnych - dodał.
"Możemy was dosięgnąć wszędzie tam, gdzie chcemy"
Zdaniem gościa TOK FM, trudno na obecnym etapie wyrokować, jak długo potrwa fala ataków z powietrza. Za to jasny jest cel działania Rosjan. - To między innymi sianie terroru. Chodzi też o złamanie woli walki, pokazanie społeczności ukraińskiej: "Możemy was dosięgnąć wszędzie tam, gdzie chcemy. Bo jesteśmy wielkim krajem" - przekonywał. Zapewnił jednak, że to tylko wzbudzi w społeczeństwie ukraińskim jeszcze większą chęć odwetu i wolę oporu. - Do tego, niestety też bezwolną wściekłości, bo przecież widzą, że niszczy im się infrastrukturę, ludzie tracą życie i cały dorobek - dopowiedział generał w stanie spoczynku.
"Putin próbuje zrzucić odpowiedzialność"
W niedzielę, jeszcze przed falą ataków na ukraińskie miasta, rosyjskie agencje informacyjne podawały, że w poniedziałek Putin zaplanował Radę Bezpieczeństwa. Według generała Bieńka na Kremlu i tak jest już bardzo nerwowo. - Konsekwencje są widoczne tu i teraz. Liczne grupy generałów zostały zwolnione, niektórzy nawet zostali odsunięci całkowicie, a niektórym grozi degradacja. Widać, że trwają frakcyjne walki, kogo oskarżyć i o co - skomentował gen. Bieniek.
Dodał przy tym, że niektórzy mówią nawet, że planowane są też dymisje generała Gierasimowa i ministra obrony Szojgu. Choć, jak zastrzegł gen. Bieniek, od samego początku nie wiadomo było, kto dowodzi rosyjską armią. Być może to sam prezydent wydaje rozkazy. - A dziś Putin próbuje zrzucić odpowiedzialność w oczach swoich ewentualnych adwersarzy na Kremlu za nieudolną operację. Dlatego mówi: "Ja tylko zarządzam, wytyczam kierunki, a nieudolni generałowie i FSB, które mi tu podrzuca różne kwity, wprowadzają mnie w błąd". Coś tam się dzieje, w tej decyzyjnej górze na Kremlu - zauważył rozmówca Filipa Kekusza.
Także zdaniem Marka Świerczyńskiego, klika oligarchiczna, nie wybaczyłaby Putinowi, gdyby pozostał bezczynny. - Dlatego teraz w Moskwie w kręgach decyzyjnych dochodzą do głosu ludzie pozbawieni jakichkolwiek skrupułów. Mówi się o kadyrowcach, o wagnerowcach - mówił szef działu bezpieczeństwa i spraw międzynarodowych Polityka Insight w "Rozmowie Politycznej". W jego ocenie, samo bombardowania infrastruktury i miast cywilnych jest też wyrazem tego, że żarty się skończyły. - Dyktator i jego otoczenie przegrywają wojnę konwencjonalną, do tego tracą sojuszników, a przyszłości Rosji maluje się w czarnych kolorach. Na Kremlu napięcie teraz tylko stale rośnie - dodał w rozmowie z Karoliną Lewicką.
"Póki co Putin opiera się apelom o użycie broni jądrowej"
Obaj goście TOK FM zwrócili przy tym uwagę, że w mediach promoskiewskich i prokremlowskich już widać krytykę nie tyle samego Putina, co jego otoczenia, generalicji i służb specjalnych, nawołujących do bardziej zdecydowanych kroków.
- Można patrząc neutralnie, a nawet cynicznie, powiedzieć: "Póki co Putin opiera się apelom o użycie broni jądrowej". Choć można też długo dyskutować, czy to w ogóle realne - zwrócił uwagę ekspert Polityki Insight.
Gen. Bieniek także wątpi, że Putin sięgnie po broń jądrową. - Chciał nią zastraszyć całe społeczeństwo, a Rosji pokazać: "My tu jesteśmy tacy, że możemy wszystko robić", ale to nie tak. Użycie broni jądrowej byłyby wyczerpanie wszystkich możliwych środków drabiny eskalacyjnej - co zresztą bardzo wyraźnie dał mu do zrozumienia przywódca Chin. Jak przekonywał, jeśli to zrobi, to nie będzie dla niego miejsca w polityce międzynarodowej - tłumaczył gen. Bieniek.
W grę wchodziłaby wtedy, jak dodał, eskalacja użycia broni jądrowej. - Byłoby to asumptem, by i inne kraje, które mają możliwości techniczne, także wkrótce ją miały. Do takich krajów możemy zaliczyć np. Japonię - skwitował w TOK FM.