Prigożyn zaatakuje Kijów z terytorium Białorusi? Prof. Legucka nie wierzy w intrygę. "Car jest nagi"
W sobotę wieczorem szef Grupy Wagnera Jewgienij Prigożyn po upływie około doby zdecydował o odwrocie z marszu na Moskwę. Nagły zwrot akcji oraz to, że Władimir Putin pozwolił Prigożynowi wyjechać na Białoruś a podległych mu buntowników nie ukarał, wzbudziło podejrzenia, że jednodniowy pucz mógł być zaplanowaną w porozumieniu z Kremlem ustawką. Były szef sztabu generalnego armii brytyjskiej generał Richard Dannatt ostrzegł w niedzielę, że przywódcy Ukrainy muszą strzec się przed możliwym atakiem Prigożyna na Kijów z terytorium Białorusi.
W taki scenariusz nie wierzy prof. Agnieszka Legucka z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. - Szczerze mówiąc, byłaby to intryga bardzo grubymi nićmi szyta. Prigożyn mógł spokojnie się tam pojawić bez niej i organizować swoje oddziały z namaszczeniem Alaksandra Łukaszenki, który i tak jest podporządkowany Putinowi. Więc jeśli wagnerowcy chcieli to zrobić z przychylnością Putina, to spokojnie mogli to zrobić wcześniej, bez tej inscenizacji "marszu sprawiedliwości" - wyjaśniła gościni "Magazynu Radia TOK FM".
Analityczka PISM zastrzegła przy tym, że oczywiście żadnego scenariusza nie można do końca wykluczyć. - Natomiast ten wydaje mi się mało prawdopodobny, szczególnie że on także zakłada, że na swoim terytorium Łukaszenka daje możliwość działalności Prigożynowi z całą grupą wagnerowców, którzy teraz urządzili taki rajd przeciwko Kremlowi. Więc mogliby stanowić też zagrożenie rewolucji w samej Białorusi - argumentowała rozmówczyni Przemysława Iwańczyka.
Jednodniowy pucz Prigożyna. 'Nie można wykluczyć ustawki'
"Car jest nagi"
Jak przyznał dziennikarz, aż "nie chce się wierzyć, że Władimir Putin nie mógł Prigożyna zlikwidować, jeśli twórca Grupy Wagnera był tak wielkim zagrożeniem". - Nie chce się wierzyć, że Prigożyn wraz ze swoimi ludźmi mógł pokonać kilkaset kilometrów, zdobywając kolejne miasta, nie oddając ani jednego strzału - dodał.
Tak samo trudno uwierzyć, że Rosja od półtora roku prowadzi wojnę i nie jest w stanie odnosić znaczących sukcesów i pokonać armii ukraińskiej. - Ciągle na Rosję patrzymy przez pryzmat potęgi Związku Radzieckiego. A biorąc pod uwagę ostatnie działania dywersyjne np. w obwodzie biełgorodzkim, to ja jestem w stanie uwierzyć, że nie tylko armia, ale i właśnie struktury wewnętrzne Rosji nie są skuteczne - odpowiedziała gościni TOK FM.
Prof. Legucka dodała, że niezatrzymany przez rosyjskie służby marsz wagnerowców będzie miał duże konsekwencje dla rosyjskiego systemu politycznego, bo uwidocznił, że "car jest nagi". A jak podkreśliła, dla grup skupionych wokół Kremla Putin był do tej pory gwarancją bezpieczeństwa. - Społeczeństwo, a przede wszystkim elita dostały bardzo jasny sygnał, że ten system jest dziurawy. A najważniejszy przywódca, który powinien być gwarantem siły nie posiada tych elementów - wskazała analityczka.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Putin zdymisjonuje Szojgu i Gierasimowa? "To by oznaczało, że jest jeszcze słabszy"
W ocenie prof. Leguckiej, jeśli Putin przystanie na warunki Prigożyna i zdymisjonuje ministra obrony Sergieja Szojgu, tylko potwierdzi swoją słabość.
- To by oznaczało, że taki watażka nie tylko podjeżdża pod Kreml, żeby zyskać gwarancję bezpieczeństwa. Bo to, co zrobił Prigożyn było w moim przekonaniu zagraniem va banque. Mógł się obawiać utraty życia, więc zaszantażował sam Kreml. Ale jeżeli nie grałby tylko o bezpieczeństwo własne i swoich ludzi, a miałby wpływ na decyzje, kto ma stać na czele ministerstwa obrony i kto dowodzi tzw. specjalną operacją wojskową, to oznaczałoby, że Putin jest jeszcze bardziej słaby - stwierdziła ekspertka z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.
Co pokazał bunt Prigożyna? Amerykański think tank analizuje 'słabości Kremla'