"Będą chcieli to wykorzystać". Ekspertka nie ma wątpliwości, co stanie się po śmierci Raisiego
Tragiczna śmierć Ebrahima Raisiego, prezydenta Iranu, który zginął w niedzielę w katastrofie helikoptera, wstrząsnęła całym krajem. W katastrofie oprócz prezydenta zginęli także szef MSZ Hossein Amir Abdollahian i kilku innych wysokich rangą przedstawicieli irańskich władz.
Kondolencje złożyli światowi przywódcy, a w tym prezydent Andrzej Duda. Irańska konstytucja stanowi, że w przypadku śmierci prezydenta pierwszy wiceprezydent - którym jest obecnie Mohammad Mochber - obejmie to stanowisko za zgodą Najwyższego Przywódcy Alego Chameneia, a po upływie 50 dni zorganizowane zostaną wybory prezydenckie.
Prezydent Iranu nie żyje. Zginął w katastrofie helikoptera
- Śmierć prezydenta to z jednej strony problem dla władz, ale z drugiej strony szansa - mówiła na antenie TOK FM prof. Agata Skowron-Nalborczyk, iranistka, arabistka, islamistka z Zakładu Islamu Europejskiego UW. Jak podkreśliła, Ebrahim Raisi typowany był na następcę Chameneia, więc teraz władze będą musiały wybrać kogoś innego. Jednak na ten moment trudno przewidzieć, kogo będą typować zarówno na prezydenta, jak i na kolejnego Najwyższego Przywódcę.
Posłuchaj:
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
- Widać już, że przywódcy Iranu będą chcieli wykorzystać śmierć prezydenta do zdobycia jeszcze większej popularności. Ogłosili żałobę narodową, a wcześniej, zanim znaleziono szczątki śmigłowca, było wezwanie do wspólnej modlitwy o zdrowie Raisiego - mówiła Skowron-Nalborczyk w audycji "OFF Czarek".
Jej zdaniem pogrzeb prezydenta i wszystkie uroczystości żałobne będą miały "otoczkę mistyczną", która nawiązuje do szyickiej odmiany islamu w Iranie. - Niewątpliwie będą próbować grać na uczuciach Irańczyków i wzbudzić ich współczucie - dodała gościni Cezarego Łasiczki.
W ocenie ekspertki trzeba jednak z dużą dozą ostrożności podchodzić do przekazywanych przez władze Iranu danych dotyczących liczby osób, które będą brały udział w uroczystościach pogrzebowych. - Z pewnością będzie spora grupa osób, które z własnej woli wyjdą na ulicę, by pożegnać prezydenta, ale część wyjdzie na ulice, by nie mieć problemu i nie być "na radarze władzy" - wyjaśniała.
- Na szczęście władze Iranu od początku tłumaczą katastrofę bardzo złymi warunkami pogodowymi. Nikt nie szukał winny na zewnątrz, mówiąc, że był to zamach - wyjaśniła naukowczyni.
Wzajemne ataki Izraela i Iranu to tylko 'anomalia'? Wrócą do 'bicia się pod kołdrą'
Wielkiej rewolucji nie będzie. Iran pokazał swoją słabość
Gościni TOK FM podkreśliła, że w związku z niespodziewanymi wyborami nie należy się jednak spodziewać wielkiej rewolucji w Iranie. - Choć trudno teraz prognozować, to na fotel prezydenta zostanie wybrany raczej ktoś o konserwatywnych poglądach, bo taki też jest obecny parlament Iranu, który składa się z twardogłowych konserwatystów - dodała. Ekspertka oceniła też szanse większego otwarcia Iranu na Zachód jako nikłe. - Nawet ci przywódcy, którzy byli uważania za bardziej liberalnych, niczego samodzielnie nie mogli przeprowadzić. Dlatego nadzieje w nich pokładane okazywały się płonne i zawiedzione - dodała Skowron-Nalborczyk.
Ekspertka zwróciła uwagę na jeszcze jeden aspekt. Katastrofa śmigłowca pokazała słabość Iranu.
- Śmigłowiec, którym lecieli oficjele to maszyna zaprojektowana w latach 60. Ze względu na zachodnie sankcje nałożone na Iran sprzęt nie jest odpowiednio serwisowany, nie można też kupić do niego nowych części - mówiła gościni Cezarego Łasiczki. Jak dodała, przeczy to wizerunkowi silnego państwa, który Iran próbuje pokazać światu. - Z jednej strony widzieliśmy, że potrafią wystrzelić 300 dronów w stronę Izraela jako odwet za zabicie wysokich rangą urzędników podczas ataku na ambasadę w Damaszku, a z drugiej strony nie są w stanie zapewnić swoim przywódcom bezpiecznego transportu - skwitowała.