,
Obserwuj
Świat

Wybory we Francji pogrążą Macrona? "Polityczny pat"

4 min. czytania
24.06.2024 18:55
W niedzielę wybory parlamentarne we Francji. - Ktokolwiek wygra, będzie musiał szukać albo sojuszników, albo decydować się na utworzenie rządu mniejszościowego - prognozuje w TOK FM Piotr Moszyński. Były dziennikarz francuskiego radia RFI podkreśla też, że zyskać może na pewno Emmanuel Macron.
|
|
fot. REUTERS/Benoit Tessier

Francję ogarnęła przedwyborcza gorączka - na niedzielę zaplanowano pierwszą turę wyborów (druga ma się odbyć 7 lipca). Sondaże wskazują na bardzo wysoką frekwencję rzędu 62 proc. Dla porównania w 2022 r. w wyborach parlamentarnych wyniosła ona 47,5 proc.

Najnowsze analizy przewidują także mocną pozycję Frontu Narodowego. Front Narodowy Marine Le Pen - partia skrajnie prawicowa, faszyzująca, populistyczna i nacjonalistyczna - może liczyć na 31,5 proc. - Tyle że do niego trzeba dorzucić jeszcze 4 proc. Erica Ciottiego, który do tej pory był przewodniczącym partii Republikanie - zauważył w TOK FM Piotr Moszyński. W sumie skrajna prawica mogłaby więc liczyć na 35,5 proc. głosów.

Drugi wielki blok to lewica i skrajna lewica, które połączyły się w tzw. Nowy Front Ludowy - w tej chwili 29,5 proc. - Plus ewentualnie skrajnie skrajna prawica - małe partyjki, które mają 1,5 proc., co daje im łącznie ok. 30 proc. - dodał były dziennikarz francuskiego radia RFI.

Posłuchaj: 

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

Obóz prezydencki (partia Emmanuela Macrona - Odrodzenie i jej sojusznicy) w najnowszym sondażu ma z kolei 19,5 proc. To zdaniem gościa TOK FM, smutna wiadomość - przed tygodniem sondaże mówiły o wzroście notowań partii prezydenckiej; z 19 na 22 proc.

7 proc. głosów może uzyskać tradycyjna prawica - partia Republikanie. W ocenie Piotra Moszyńskiego oznacza to, że prawdopodobnie pójdą po wyborach, w już ukształtowanym paramencie, razem z makronistami. - To bym dawało im w sumie wynik rzędu 27 proc. głosów - oszacował w 'Połączeniu'. 

Wybory parlamentarne we Francji. Pat polityczny 

Jednocześnie gość TOK FM zastrzegł, że dużo ważniejszy od rozważań o głosach będzie podział mandatów w Zgromadzeniu Narodowym. A ten niekoniecznie związany jest wprost z liczbą oddanych głosów - we francuskim systemie wyborczym, wybory parlamentarne to właściwie 577 głosowań na konkretne osoby, konkretnych deputowanych w 577 okręgach. - A w okręgach wyborczych mogą zachodzić sojusze, których nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Tym bardziej że prawdopodobnie w znacznej liczbie okręgów głosowania będą trójstronne. Nie dwustronne - zastrzegł gość Jakuba Janiszewskiego. Nie będzie starcia między dwoma czołowymi kandydatami dwóch partii, które uzyskały najwięcej głosów w danym okręgu. W drugiej turze wyborów ze swoim kandydatem będzie startować także trzecia partia. 

Dlatego też, jak podkreślił, przewidywanie na podstawie sondaży rozkładu mandatów graniczy z nadużyciem. Choć instytucje i takie dane przygotowały. - W najlepszym wypadku ZN, tylko jeden sondaż tak przewiduje, przy czym to maksymalnie naciągnięta granica, mógłby liczyć na 280 mandatów, podczas kiedy większość absolutna wynosi 289. Musiałby więc przeciągnąć na swoją stronę co najmniej dziewięciu-dziesięciu polityków, co wydaje się trudne. Podobnie jak trudne wydaje się osiągniecie samego wyniku 280 mandatów - ocenił, podkreślając, że ZN będzie miało prawdopodobnie 250-260 mandatów.

Co to oznacza w praktyce? Żadne ugrupowanie nie uzyska prawdopodobnie większości absolutnej. Ktokolwiek wygra, będzie musiał szukać albo sojuszników, albo decydować się na utworzenie rządu mniejszościowego. To jednak scenariusz mało realny. - Bardella, który soi na czele ZN, skrajnie prawicowego ugrupowania, powtórzył dopiero co na konferencji: jeżeli jego partia nie uzyska większości absolutnej, to on nie będzie ubiegał się o urząd premiera, a partia nie będzie się ubiegać o utworzenie rządu - przekazał Piotr Moszyński. 

Ocenił od razu, że Bardella ma rację - utworzenie takiego rządu byłoby absurdalne. Gdyby tak się stało,  przy pierwszych głosowaniach zostałby postawiony wniosek o wotum nieufności. A przy pierwszej okazji pozostałe dwa bloki z łatwością by go przegłosowały.

- Tylko że najprawdopodobniej nikt nie będzie mógł utworzyć samodzielnie rządu, w związku z tym może mieć miejsce pat polityczny. A trzeba też od razu powiedzieć, że prezydent nie ma możliwości ponownego rozwiązania paramentu i rozpisania wyborów, przed upływem roku, o tych które teraz się odbędą - zwrócił także uwagę Piotr Moszyński. 

Nieomylność zgubi Macrona? 'Będzie popełniał daleko idące błędy'

Marcon na plusie 

Prezydent Francji Emmanuel Macron zaapelował w niedzielę do obywateli, by w wyborach do parlamentu wybrali "szacunek, ambicję i sprawiedliwość". Przyznał, że sposób rządzenia krajem wymaga głębokiej zmiany. Wykluczył przy tym swoją dymisję przed końcem kadencji w 2027 r., choć w tej chwili notuje wyraźny spadek notowań we wszystkich sondażach.

Piotr Moszyński zwrócił przy tym uwagę, że Marcon w ostatnich dniach mocno się uaktywnił w kampanii.  Choć wcześniej deklarował, że nie będzie w niej brał udziału. - Obecny premier Gabriel Attal odgrywa w tej chwili rolę lidera kampanii partii prezydenckiej. Jeździ po kraju, ma kolejne spotkania. Macron odzywa się, ale z Pałacu Elizejskiego - zastrzegł przy tym gość TOK FM. 

W jego ocenie prezydent Francji nie ma się jednak w tej chwili specjalnie czym przejmować. - Po wyborach albo będzie znów główną postacią obozu rządzącego, albo stanie się prawdziwą opoką demokratów w obliczu władzy populistów. Jego sytuacja jako prezydenta po wyborach, tak czy owak, powinna być mocna, a jego popularność powinna wrócić - przewidywał też. 

Teraz, jak dodał, jest powszechnie wskazywany palcem jako przyczyna chaosu, który powstał i który może powstać. - Ale on przed upływem trzech lat, przez kolejnymi wyborami prezydenckimi, formalnie jest nie do ruszenia - skwitował.