Izrael ruszy z inwazją na Liban? "Jastrzębie chcą otworzyć drugi front"
Sztab Generalny Izraela zatwierdził plan wojenny dla frontu północnego. Jak informuje wojsko, trwa seria nalotów na południowy Liban, których celem jest osłabienie Hezbollahu. Wcześniej doszło do serii skoordynowanych wybuchów pagerów i urządzeń elektronicznych w różnych częściach Libanu. Zginęło w nich co najmniej 37 osób, a ok. 3 tys. zostało rannych. Hezbollah oskarżył Izrael o przeprowadzenie tych ataków i zapowiedział odwet.
- Być może jesteśmy w przeddzień większej operacji Izraela na terenie południowego Libanu - mówił w TOK FM prof. Jarosław Jarząbek z Instytutu Studiów Międzynarodowych i Bezpieczeństwa na Uniwersytecie Wrocławskim.
Jak dodał, wcześniejszy atak z użyciem pagerów mógł bardzo poważnie osłabić system łączności Hezbollahu i być przygotowaniem do rozpoczęcia operacji lądowej w południowym Libanie. - Miałoby to na celu stworzenie strefy buforowej, w której wojska izraelskie kontrolowałyby sytuację i uniemożliwiałyby ataki rakietowe, jakie Hezbollah przeprowadzał w ostatnich miesiącach, uderzając w północy Izrael - tłumaczył ekspert.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Rozmówca Wojciecha Kowalika zwrócił uwagę, że gdyby Izrael rozpoczął operację lądową w Libanie, otworzyłby drugi front. - To byłoby bardzo ryzykowne dla Izraela (?) W 2006 roku dokonał już takiego ataku, czyli wkroczył do południowego Libanu, żeby tam osłabić Hezbollah. Ta operacja zakończyła się porażką Izraela. Jego wojska nie odniosły żadnych sukcesów, odnotowały ciężkie straty i musiały się wycofać. Być może nauczyły się czegoś i teraz mają inny plan. Ale te wcześniejsze doświadczenia Izraela nie wyglądały dobrze - podkreślił gość TOK FM.
W Izraelu trwa przeciąganie liny? "Jastrzębie chcą otworzyć drugi front"
Prof. Jarosław Jarząbek zwrócił uwagę na ostatnie wystąpienie lidera Hezbollahu, który serię wybuchów urządzeń elektronicznych w Libanie nazwał
'bezprecedensową masakrą' i deklaracją wypowiedzenia wojny.
Grzmiał też o przekroczeniu 'czerwonych linii' przez Izrael. - To brzmi poważnie - stwierdził.
Jak jednak zaraz zaznaczył, Hasan Nasrallah powiedział też, że sieć łączności jego organizacji pozostała nietknięta, a wspomniana operacja Izreala nie przyniosła zamierzonych rezultatów. - Można to odczytywać jako próbę deeskalacji. Mówienie: 'Oni tak naprawdę nic nam nie zrobili', co zapewne nie jest prawdą, bo to było mocne uderzenie w Hezbollah - stwierdził ekspert, po czym dodał, że lider Hezbollahu być może próbuje w ten sposób 'załagodzić sytuację' i zniechęcić swoich bojowników do 'twardej odpowiedzi' Izraelowi.
Wybuchły krótkofalówki Hezbollahu. 'Izrael daje znać, że może dosięgnąć niemal wszędzie'
W ocenie eksperta niejednoznaczna sytuacja jest też po stronie Izraela. - Mam wrażenie, że tam w kierownictwie politycznym i wojskowym trwa przeciąganie liny. Z jednej strony mamy 'jastrzębi' z premierem Netanjahu na czele, którzy chyba rzeczywiście chcieliby ten drugi front otworzyć i będą do tego parli. Z drugiej: jest duża grupa wyższych oficerów wojskowych, którzy nie chcą tego robić, bo zdają sobie sprawę, że to dla ich kraju ogromne ryzyko przy wciąż trwającej wojnie w Strefie Gazy. Więc to może się zakończyć militarną porażką Izraela. Wydaje mi się, że w samym kierownictwie Izraela jeszcze nie zapadła decyzja (ws. ataku na Liban – przyp. red.) - podsumował rozmówca Wojciecha Kowalika.