"Niebieski poniedziałek" i zwycięstwo nacjonalistów w Austrii. "Wiele kart jest na stole"
Według oficjalnych wyników niedzielne wybory parlamentarne w Austrii wygrała nacjonalistyczna Wolnościowa Partia Austrii, która zdobyła 28,8 proc. głosów. Do Rady Narodowej wejdzie pięć ugrupowań. Frekwencja wyborcza wyniosła 78 proc.
- Mamy niebieski poniedziałek, jak mówi austriacka prasa, czyli zwycięstwo skrajnie prawicowej partii, która już od wielu lat jest na austriackiej scenie politycznej, ale która nigdy wcześniej nie osiągnęła takiego sukcesu - komentował w TOK FM Łukasz Ogrodnik z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.
Przypomniał, że sztandarowe hasło, z którym ugrupowanie szło do władzy, to "Twierdza Austria", rozumiana m.in. jako restrykcyjna polityka migracyjna i społeczeństwo homogeniczne. - Partia głosi też ambiwalentne podejście do wojny rosyjsko-ukraińskiej, więc tutaj też można się spodziewać zmiany, w tym ograniczenia i tak niezbyt już hojnej pomocy ze strony Austrii wobec Ukrainy - dopowiedział w rozmowie z Wojciechem Muzalem.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Wybory w Austrii. "Wiele kart na stole"
Zgodnie z austriacką konstytucją prezydent federalny (obecnie Alexander van der Bellen związany z partią Zielonych) ma dużą swobodę przy powoływaniu i odwoływaniu rządu. Oznacza to, że będzie mógł wskazać dowolnie wybranego przez siebie kandydata na kanclerza.
W ocenie gościa TOK FM niekoniecznie będzie to lider Wolnościowej Partii Austrii, Herbert Kickl. Tym bardziej, jak mówił, że wcześniejsze deklaracje Alexandera van der Bellena sugerują, że ten, dosyć radykalny nawet jak na samą Austrię, nie zaskarbił sobie do tej pory zaufania głowy państwa.
- Jeżeli jednak przyjmiemy scenariusz, że Kickl ma tekę kanclerza, to oznaczałoby to wzmocnienie eurosceptycznych nurtów w ramach Unii Europejskiej. Przypomnę, że po ostatnim triumfie FPÖ, a nie było to tak dawno, bo wybory do Parlamentu Europejskiego wygrała również skrajna prawica w Austrii, w PE uformowano frakcję "Patrioci dla Europy" - dodał Łukasz Ogrodnik
Wskazał też od razu, że po wczorajszym wieczorze wyborczym jednymi z pierwszych, którzy pospieszyli z gratulacjami wobec Herberta Kickla, był Viktor Orban, premier Węgier i Andrej Babisz, były premier Czech, którzy współtworzą ową frakcję unijną.
- Wiele kart jest na stole. To, co jest pewne, to to, że rząd koalicyjny musi powstać. Po drugie, zdolność koalicyjna wspomnianej partii chadeckiej jest wysoka, także dlatego, że współrządzi ona od 1987 roku nieustannie - z drobną przerwą na gabinet techniczny eksperckiej Brigitte Bierlein, pierwszej pani kanclerz w historii Austrii - zwrócił też uwagę.
W jego ocenie chadecja pomimo porażki też ma dosyć mocne karty. - Stąd może być albo parterem mniejszym, albo pokusić się o obejście obecnych układów i zawiązanie koalicji np. chadecko-socjaldemokratyczno-liberalnej, a wtedy byłaby wielką partią opozycyjną - skwitował w TOK FM.
Po co kanclerz Austrii pojechał do Putina? Ekspertka krytykuje. 'Wiemy, jak to się kończy'