Kto wygra wybory w Rumunii? Oto możliwe scenariusze
Antyukraiński radykał...
Wygrana Simiona byłaby złą wiadomością dla Ukrainy. 38-letni lider Związku Jedności Rumunów (AUR) określany jest przez wielu komentatorów jako polityk prorosyjski. Na pewno można powiedzieć, że jego plany sprzyjają Moskwie - bo Simion to zadeklarowany przeciwnik pomocy wojskowej dla Ukrainy. Rozmawiałem z nim o tym w Bukareszcie.
- Nie sądzę, że cała broń świata jest w stanie pokonać Putina - mówił mi przed pierwszą turą wyborów Simion. - Rozwiązaniem jest czekanie. Putina pokonają w końcu przyczyny naturalne - twierdził.
Takie podejście popiera wielu Rumunów.
- Wojna jest w Ukrainie, a Ukraina jest daleko - mówił AFP rumuński rybak, który prowadzi pensjonat przy granicy z Ukrainą. - My jesteśmy w Rumunii. Co wojna ma wspólnego z nami? Nas to w ogóle nie dotyczy. Simion ma rację. Powinniśmy dbać o swój interes - przekonywał.
... i eurosceptyczny trumpista
Dotychczas Rumunia była postrzegana jako kraj prozachodni, wiarygodny członek wschodniej flanki NATO, wspierający władze w Kijowie. Wygrana Simiona oznaczałaby, że Bukareszt mógłby dołączyć do grupy takich krajów jak Węgry Viktora Orbana czy Słowacja Robeta Fico. Byłby to także problem dla Unii Europejskiej, którą Simion - jak inni prawicowi populiści - chciałby zmieniać na swoją suwerenistyczną modłę.
Simion wzoruje się na Donaldzie Trumpie. Mówi, że jego partia w stu procentach zgadza się z ideologią MAGA, czyli Make America Great Again. Mogłoby się wydawać, że powinien być za uczynieniem wielką Rumunii, ale nie - jest tak protrumpowy, że nawet nie chce odpowiadać na cła nakładane przez prezydenta USA.
Rumunia ma dwóch Trumpów. Jeden z nich jest faworytem wyborów [NIEBEZPIECZNE ZWIĄZKI]
Proeuropejski jest za to burmistrz Bukaresztu Nicusor Dan. To polityk centrowy, cichy matematyk, który ukończył Sorbonę, podobnie jednak jak Simion - jest spoza duopolu rządzącego dotychczas Rumunią. Dan ostrzega, że wygrana Simiona oznaczałaby między innymi odwrócenie się od Rumunii zagranicznych inwestorów.
Kandydat centrum wraca do gry
- W Bukareszcie obserwuję zmianę nastawienia. Ludzie mówią, że musimy być racjonalni, że Rumunia nie może wrócić do rosyjskiej strefy wpływów - mówiła TOK FM Cristina Cileacu z rumuńskiej telewizji Digi24.
W podobnym tonie wypowiada się politolożka Oana Zamfir. - Obecny trend jest na korzyść Dana. Simion miał bardzo dużą przewagę, ale ostatnio pojawił się sondaż, w którym Dan go wyprzedził - tłumaczyła mi ekspertka. W jej opinii Simion nie miał dobrej kampanii wyborczej. - Wziął udział tylko w jednej debacie z Danem, potem nie chciał już występować - zaznacza. - W pierwszym starciu Simion nie poradził sobie dobrze. Pokazał, że ma skłonności do tracenia panowania nad sobą, że lubi obrażać, że jest niekompetentny - bo inaczej niż ogólnikami nie potrafił odpowiedzieć na wiele pytań - twierdziła Zamfir.
Największy przegrany - establishment
Simion liczy, że przejmie głosy antysystemowego, proputinowskiego Calina Georgescu. To on wygrał listopadowe wybory w Rumunii, które zostały anulowane przez domniemaną rosyjską ingerencję. Poparcie dla Georgescu wystrzeliło po tej decyzji do ponad 40 procent.
Teraz Simion liczy, że elektorat Georgescu zagłosuje na niego. Ale nie jest to takie pewne, bo Simion - choć młody - działa już w polityce od kilku dobrych lat i nie ma takiego efektu antysystemowej nowości jak Georgescu. Wynik Dana zależy z kolei od mobilizacji elektoratu, który nie chce radykała u władzy.
Przed niedzielnymi wyborami jedno jest pewne - największym przegranym tego głosowania jest polityczny establishment w Rumunii. Ani w listopadzie, ani teraz do drugiej tury nie dostał się kandydat socjaldemokratów z PSD i centroprawicy z Partii Narodowo-Liberalnej.