"To musiało rozpaść się jak domek z kart". Muska "w ogóle nie powinno tam być"
- Elon Musk kończy pracę w administracji USA. O swojej decyzji poinformował w mediach społecznościowych;
- "To kiedyś musiało rozpaść się jak domek z kart i zdaje się, że ten moment właśnie nastąpił. Niestety poczyniono szkody prawdopodobnie nieodwracalne" - oceniała w TOK FM prof. Małgorzata Zachara-Szymańska z Instytutu Amerykanistyki i Studiów Polonijnych UJ;
- Według ekspertki Departament Efektywności Rządowej (DOGE), na którego czele stał miliarder, w rzeczywistości szkodził Amerykanom i stabilności rządu.
Elon Musk poinformował w środę, że odchodzi z administracji Stanów Zjednoczonych, w której pełnił funkcję jednego z głównych doradców prezydenta Donalda Trumpa oraz stał na stanowisku szefa Departamentu Efektywności Rządowej (DOGE). Miliarder, szef firm SpaceX i Tesla, miał być sfrustrowany walką z biurokratyczną machiną federalnej administracji.
"Ten projekt godził w interes samych Amerykanów"
- Wydaje się, że nastąpiło to, co było nieuniknione, czyli starcie osobowości i interesów. Obydwaj panowie są nastawieni na model czerpania korzyści doraźnych, które będą wspierały ich marki osobiste i zasoby kręgów zgromadzonych wokół nich. To kiedyś musiało rozpaść się jak domek z kart i zdaje się, że ten moment właśnie nastąpił. Niestety poczyniono szkody prawdopodobnie nieodwracalne - komentowała w audycji "TOK360" prof. Małgorzata Zachara-Szymańska z Instytutu Amerykanistyki i Studiów Polonijnych UJ.
Według niej Muska w rządzie USA "w ogóle nie powinno być". - On był postacią, która otrzymała gigantyczną możliwość wpływu, która nie pochodziła z wyboru i która tak naprawdę nie był szefem tego tak zwanego departamentu oszczędności - oceniła.
Gościni Filipa Kekusza stwierdziła, że "ten projekt godził w interes samych Amerykanów, w interes stabilności rządu". - Elon Musk zapowiedział gigantyczne oszczędności na biurokracji, a potem okazało się, że to jak on chce oszczędzać, budzi wątpliwość i że ta szarża, która zmierzała do osiągnięcia szybkich politycznych efektów na rzecz Donalda Trumpa, sama powoduje koszty. Wywołała lawinę procesów, z którymi borykają się instytucje rządowe - mówiła ekspertka.
Sąd zawiesił niemal wszystkie cła Trumpa. 'To osłabia pozycję prezydenta'
Po drugie - kontynuowała - te działania "godziły w prestiż państwa amerykańskiego. Wiele agencji, które cieszyły się poważaniem i decydowały w pewien sposób o postrzeganiu Stanów Zjednoczonych na świecie, zostało właściwie zlikwidowanych".
"Kreatywna księgowość" Muska
Początkowo Musk planował redukcję rządowych wydatków o 2 bln dolarów, lecz ostatecznie udało mu się zmniejszyć tę kwotę do 150 mld. Spotkał się przy tym ze zdecydowanym oporem ze strony innych członków administracji Trumpa, którzy sprzeciwiali się jego reformom.
Czy to przekłada się na taką samą kwotę więcej w budżecie państwa? - Nie sądzę. Nie wiem, jaką księgowość stosuje Elon Musk, ale wydaje mi się, że jego wyliczenia zahaczają o pewną kreatywną księgowość - odparła zapytana o to prof. Zachara-Szymańska. Wskazała, że "potrzeba chociażby czasu na oszacowanie kosztów związanych z odszkodowaniami dla pracowników administracji federalnej, którzy zostali zwolnienie bezpodstawnie, których miejsca pracy były chronione, a tej ochrony nie uzyskali i których prawa zostały złamane".
- Należałoby wycenić koszty, które sprowadzają się do postrzegania USA jako państwa i administracji Donalda Trumpa. To koszty wizerunkowe, które przekładają się się na funkcjonowanie w wielu dziedzinach - dodała specjalistka.