,
Obserwuj
Świat

Wielka defilada wojskowa na urodziny Donalda Trumpa. Protestowały wielotysięczne tłumy

PAP
5 min. czytania
15.06.2025 08:14
W centrum Waszyngtonu w sobotę przeszła defilada wojskowa z okazji 250. rocznicy powstania sił lądowych USA (US Army). W obchodach brał udział prezydent USA Donald Trump, który tego dnia obchodził 79. urodziny. Defilada została wybuczana, a w USA trwały protesty.
|
|
fot. Keiichi Nakane / AP Photo / East News

Wielka defilada wojskowa w Waszyngtonie

Wydarzenia związane z rocznicą powstania US Army rozpoczęły się już rano, a sama defilada ruszyła ulicami miasta przed godz. 18.30 czasu lokalnego (godz. 0.30 w niedzielę w Polsce).

Jak stwierdzili organizatorzy, w paradzie uczestniczyło 6,7 tys. żołnierzy w historycznym i współczesnym umundurowaniu. Przez stolicę przejechały m.in. czołgi Abrams, bojowe wozy piechoty Bradley, haubice samobieżne Paladin, systemy artylerii HIMARS. Nad Waszyngtonem latały śmigłowce Black Hawk, a na koniec zaplanowano pokaz fajerwerków. Był też pokaz spadochroniarzy.

Rocznica powstania US Army zbiega się z 79. urodzinami Trumpa, który od dawna myśli o zaprezentowaniu potęgi sił zbrojnych USA w Waszyngtonie. Trump mówił, że chciał zorganizować paradę od 2017 r., gdy obserwował defiladę wojskową we Francji, która zrobiła na nim ogromne wrażenie.

Gdy prezydent wszedł na scenę z pierwszą damą Melanią Trump, w tłumie rozległy się oklaski i okrzyki. Można było usłyszeć: "Kochamy Was!".

Ochłodzenie na linii Trump-Netanjahu. Prezydent USA 'nie jest zadowolony z eskalacji'

Krytyka defilady. 'Niepotrzebny pokaz siły'

Obchody, które odbywały się na terenie National Mall w Waszyngtonie, były krytykowane przez wielu Amerykanów, którzy m.in. podkreślają, że środki wydane na defiladę powinny być przeznaczone na wsparcie weteranów i oceniają, że jest to niepotrzebny pokaz siły militarnej. Tego samego dnia w całych Stanach Zjednoczonych trwały protesty pod hasłem "Dnia bez królów". Według organizatorów ma to być wyraz "odrzucenia autorytaryzmu" i przeciwwaga dla "urodzinowej parady" Trumpa.

Kevin z Wirginii, w typowej czerwonej czapce MAGA i w koszulce z wizerunkiem prezydenta, mówi PAP: "jestem tu bo kocham Trumpa, co chyba widać!". Podkreślił, że sam służył w armii przez 20 lat, dlatego sobotnie obchody traktuje też jak swoje święto. "To jest część mnie!" - zaznaczył. Protesty przeciwko Trumpowi, które odbywają się w całym kraju, ocenił jako "obrzydliwe". "Przepraszam, że to mówię, ale ich wszystkich powinni pozamykać" - rzucił na koniec około sześćdziesięcioletni mężczyzna.

'Urodzinowa' parada Trumpa

26-letnia Karoline z Waszyngtonu powiedziała PAP, że przyszła na paradę z szacunku dla amerykańskich żołnierzy. "Nie jestem zwolenniczką Trumpa, ale przyszłam tu, bo to wydarzenie ważne dla mojego narodu, chcę zobaczyć wojskowych i przelot samolotów. Przed moim domem był protest antytrumpowski, moi znajomi tam poszli, ale ja wolałam być tutaj" - podkreśliła kobieta w czapeczce w kształcie Statui Wolności. "Oczywiście Trump mówi, że to jest jego urodzinowa parada, ale nie jestem tu dla niego" - dodała.

Po drodze na wydarzenie na licznych stoiskach można było kupić patriotyczne gadżety, czapki i koszulki MAGA (Make America Great Again) i inne przedmioty związane z prezydentem. Ze względu na wysoką temperaturę wojskowi rozdawali wachlarze z napisem US Army. Kolejka chętnych do wejścia na teren obchodów ok. godz. 17 sięgała aż do Kapitolu. Ludzie stali też w kolejkach całymi rodzinami, by zrobić sobie zdjęcia z pojazdami wojskowymi.

Prezydent Trump jak "mały chłopiec"

Ok. 70-letni John z Alaski w rozmowie z PAP również ostro skrytykował amerykańskiego przywódcę, nazwał go m.in. dzielącym kraj demagogiem i ocenił, że prezydent "zachował się jak mały chłopiec: chcę mieć paradę, to będę ją miał". Rozmówca PAP zaznaczył, że jego ojciec też był w armii, więc przybył na defiladę dla uczczenia amerykańskich sił zbrojnych. Mężczyzna podkreślił, że wspiera żołnierzy i pokój oraz jest załamany sytuacją w USA. "Pani jest z Polski? Wspaniale, Polacy są super!" - dodał z uśmiechem.

Koszt defilady: 45 mln dolarów

Tego typu pokazy sprzętu wojskowego zdarzają się rzadko w Stanach Zjednoczonych. Poprzednio żołnierze przemaszerowali ulicami stolicy w 1991 roku. Koszty organizacji defilady szacowane są na nawet 45 mln dolarów. Ok. 30 proc. tej sumy ma pokryć wydatki związane z naprawą ulic stolicy. Według Armii obchody finansuje ponad 20 korporacji i fundacji.

Grupa protestujących wybuczała uczestników defilady

Grupa protestujących wybuczała osoby, opuszczające sobotnią defiladę w Waszyngtonie. "Wolna Palestyna", "Tak wygląda demokracja", "Wstydźcie się" - wykrzykiwano w stronę wychodzących z obchodów ludzi. Między stronami dochodziło do słownych przepychanek.

Na zakończenie defilady krótkie przemówienie wygłosił prezydent USA Donald Trump, obchodzący tego dnia 79. urodziny. Trump powiedział, że "wszystkie inne kraje świętują swoje zwycięstwa", więc "najwyższy czas, by Ameryka też to zrobiła".

Trump chwalił amerykańskie wojsko. - Wiele razy wrogowie Ameryki przekonali się, że jeśli grozisz Amerykanom, nasi żołnierze przyjdą po ciebie. Twoja porażka będzie pewna. Twoja klęska będzie ostateczna. A twój upadek będzie całkowity i absolutny - mówił ze sceny Trump.

Osoby opuszczające teren wydarzenia spotkały przy jednym z wyjść grupę kilkudziesięciu protestujących. Demonstranci buczeli na uczestników obchodów i skandowali: "Wolna Palestyna", "Wstydźcie się", "Tak wygląda demokracja". Trzymano transparenty z hasłami" "Jeb*ć Trumpa", "Trump deportowałby Jezusa", "Trump musi odejść", "Stop faszyzmowi".

Niektórzy uczestnicy defilady nie pozostawali dłużni demonstrantom, między dwiema stronami doszło do słownych przepychanek. Demonstrantom pokazywano środkowe palce i krzyczano: "Znajdźcie pracę", "USA", "Donald Trump". Na miejscu obecnych było wielu policjantów.

Wielotysięczne tłumy na protestach przeciwko Trumpowi w całym kraju

Tłumy Amerykanów maszerowały w sobotę ulicami miast, miejscowości i miasteczek w całych Stanach Zjednoczonych protestując przeciwko Donaldowi Trumpowi i jego "autorytarnym ekscesom". Protesty pod hasłem "No Kings" ("żadnych królów") odbywały się w urodziny prezydenta.

Według organizatorów "Dnia bez królów", demonstracje odbywały się w ponad 1800 miejscach w całym kraju, a swój udział zgłosiło ponad 1,5 mln ludzi.

"W Ameryce nie tolerujemy ludzi, którzy chcieliby zostać królami. NO KINGS to narodowy dzień akcji i masowej mobilizacji w odpowiedzi na rosnące autorytarne ekscesy i korupcję Trumpa i jego sojuszników" - zapowiedzieli organizatorzy.

100 tys. tłum w Los Angeles

Jedno z największych zgromadzeń zebrało się w Los Angeles, miejscu gwałtownych protestów przeciwko obławom na imigrantów, dokąd Trump wysłał 4,7 tys. żołnierzy Gwardii Narodowej oraz Marines i gdzie ogłoszono godzinę policyjną. Lokalny oddział telewizji ABC oszacował rozciągnięty na kilometry tłum na co najmniej 100 tys. osób, twierdząc że to największa demonstracja w mieście od czasu antypolicyjnych protestów z 2020 r. po zabiciu przez policję George'a Floyda. Mimo wcześniejszych napięć, nie odnotowano żadnych incydentów.

Duże demonstracje trwały również m.in. w Nowym Jorku, Filadelfii, Chicago i Houston. Demonstranci wznosili hasła i nieśli transparenty wzywające prezydenta do ustąpienia, nazywające go dyktatorem, domagające się zakończenia obław na imigrantów, czy potępiające jego sympatię dla Władimira Putina i innych autokratów.

Organizatorzy odwołali wszystkie marsze w Minnesocie, gdzie w sobotę doszło do zamachu na parę lokalnych polityków Demokratów i gdzie wciąż przebywający na wolności zabójca miał mieć plany ataku na demonstrację. Mimo to, tłum zjawił się pod budynkiem stanowego Kapitolu w St. Paul.

Oficjalnej demonstracji nie organizowano też w Waszyngtonie. Jak wyjaśnił dziennikowi "USA Today" jeden z organizatorów, Ezra Levin, chodziło o to, by uniknąć narracji, że demonstranci są przeciwko weteranom i wojsku.

Trump sugerował we wtorek, że może użyć wojska przeciwko "ludziom, którzy nienawidzą kraju" i którzy będą protestować przeciwko paradzie, choć później Biały Dom tłumaczył, że chodziło tylko o demonstrantów stosujących przemoc.

Mimo to, w stolicy USA zgromadziło się w ciągu dnia kilka mniejszych spontanicznych protestów. W jednym z nich kongresmen Demokratów Eric Swalwell wzywał do impeachmentu Trumpa.

Strzelanina na proteście w Salt Lake City,  jedna osoba postrzelona

Jedna osoba została poważnie ranna podczas strzelaniny na proteście przeciwko prezydentowi USA Donaldowi Trumpowi w Salt Lake City. Sprawca został zatrzymany. Okoliczności strzelaniny są dotąd nieznane. Organizatorzy protestu powiedzieli lokalnemu oddziałowi telewizji NBC, że sprawcą prawdopodobnie był "agitator", a ofiarą uczestnik protestu.

Posłuchaj: