Jak żyć po apokalipsie? "Istotne są zapasy, umiejętności i zachowania"
- Rośnie popularność filmów i seriali o życiu po apokalipsie;
- Zdaniem Krzysztofa Lisa, choć szansa na wystąpienie tego typu zjawisk jest marginalna, to jest to "świetny wskaźnik" jakości przygotowań na różnego rodzaju sytuacje kryzysowe;
- Jak się więc przygotować na kryzys? A co koniecznie kupić? I co mieć spakowanie?
Filmy i seriale o życiu po apokalipsie od zawsze fascynują widzów swoją mroczną i przerażającą wizją świata. Często oparte są na brutalnych scenariuszach, gdzie ludzkość musi stawić czoła różnym wyzwaniom, by przetrwać w świecie, który dotknęła np. katastrofa nuklearna lub naturalna czy też nieznana pandemia zmieniająca ludzi w mordercze potwory. Ale czy tego rodzaju dzieła popkultury mogą w jakiś sposób przygotować nas do realnych zagrożeń? Jakie umiejętności i strategie możemy wynieść z tych narracji?
Jak zastrzegł w TOK FM Krzysztof Lis, choć szansa na wystąpienie tego typu zjawisk jest marginalna, to jest to "świetny wskaźnik" jakości przygotowań na różnego rodzaju sytuacje kryzysowe. - Jeśli mamy poczucie, że poradzimy sobie, kiedy nie ma niczego w sklepach, w kranie i w gniazdkach, a jeszcze do tego ktoś próbuje nas na każdym kroku zabić i nie możemy nikomu zaufać, to poradzimy sobie w każdej łatwiejszej sytuacji. Czytaj: po utracie pracy, podczas ciężkiej choroby, kiedy rzeczywiście życie rodziny wywróci się do góry nogami - mówił ekspert ze Stowarzyszenia Obrony i Rozwoju "Przyszłość" im. Kazimierza Pużaka.
"Wreszcie wymienię puszkę konserw za kobietę"
W ocenie gościa TOK FM pomocne w tym kontekście mogą się okazać strony, filmy instruktażowe i testy np. co byłoby najlepsze do walki z zombie, które bez problemu można znaleźć w sieci. Przy czym, jak podkreślił, debaty te nie mają charakteru akademickiego.
- Są ludzie, którzy są przekonani, że to prędzej czy później nastąpi i do pewnego stopnia to rozumiem. Weźmy np. oś fabularną jednego z seriali, w którym grzyb zamienia ludzi w zwierzęta, które polują na innych ludzi. Czym to się tak naprawdę różni od wścieklizny, która przecież już teraz atakuje ludzi? Tyle tylko, że w ograniczonym zakresie. Ale co stoi na przeszkodzie, żeby wirus zmutował i zaczął przenosić się między ludźmi i prowokował do bardziej agresywnych zachowań? - pytał retorycznie.
Inna rzecz, jak dodał Krzysztof Lis, że bywa, że część osób już teraz jest przygotowana na wszelki kataklizm. A pcha ich do tego, jak dodał, racjonalizacja: oto teraz jest mi w życiu ciężko, bo z różnych względów nie osiągam sukcesu, ale jak się to wszystko posypie, to wtedy będę kimś. - W końcu będę żył jak pączek w maśle, będę mógł wymieniać moje zasoby na inne zasoby. Czasami czytam nawet komentarze, po ludzku przykre, "Wreszcie będę miał możliwość wymiany puszki konserw za kobietę" - dodał rozmówca Anny Piekutowskiej.
Coraz więcej Polaków chce mieć własny schron. 'Uwaga na betonowe trumny'
Jak się przygotować na apokalipsę? Zapasy i umiejętności
- A jak się w ogóle przygotować na apokalipsę, biorąc przykład z filmów i seriali poświęconych temu tematowi? - dopytywała prowadząca.
- Zrobić zapas żywności. Przy czym on się przyda nie tylko, kiedy nie będzie jej w sklepach, ale też np. kiedy stracę pracę. Ale racjonalnym jest zrobić większy zapas tego, co jadłem na co dzień także po to, żeby się nagle nie okazało - jak w pandemii - że w sklepach nie ma np. drożdży. Każdy chciał zacząć piec chleb dla siebie - odpowiedział Krzysztof Lis.
Inna rzecz, jak zastrzegł, że istotne są nie tylko o zapasy, ale też określone umiejętności i zachowania. - Oprócz tradycyjnych umiejętności przetrwania, np. zgubię się w głuszy i muszę rozpalić ogień, liczy się też np. umiejętność improwizacji, naprawienia czegoś albo zamiany dwóch niedziałających urządzeń w jedno sprawne - wskazał.
Zastrzegł przy tym od razu, że kluczowe będą także umiejętności miękkie, bo "bardzo dużym zagrożeniem w każdym kryzysie są inni". Jak wskazał, w tym przypadku niekoniecznie chodzi o to, że będą chcieli nas zabić, ale np. mogą chcieć nas oszukać.
- Nie wystarczy się więc odizolować, mieszkać pod miastem, niemalże z dzikimi zwierzętami, nazbierać zapasów i być niezależnym. Prędzej czy później takiego samotnego wilka wyłącza z gry coś tak trywialnego jak skręcenie kostki czy np. grypa. Nagle się okaże, że nie ma kto chronić dobytku, albo przenieść z lasu opału, by ogrzać dom - przekonywał gość audycji "W zasięgu".
Zapewnił przy tym, że zacznie lepiej sprawdza się, co pokazują też liczne świadectwa z Jugosławii, współpraca, łączenie się "w bandy" i formowanie straży sąsiedzkich, by bronić zasobów nie tylko wspólnych, ale przede wszystkim zdrowia i życia. - Trzeba się umieć odnaleźć w takiej sytuacji, a nie zachowywać, jakbym był pępkiem świata i teraz wszyscy mają się dookoła mnie ustawiać, bo mam np. puszki z konserwami czy też broń w sejfie w piwnicy - podkreślił.
80-90 proc. kryzysów
A co warto mieć pod ręką na wypadek kryzysu? Jak wskazał Krzysztof Lis np. nowe wiadro. - Ani kosz na śmieci, ani miska do mycia podłogi nie są czyste i nie nadają się do przeniesienia wody, jeśli ta będzie rozwożona beczkowozem. A przecież niesamowicie trudno zrobić zapas wody na więcej niż kilka dni. Dalej: żywność. Popatrzmy, co z rzeczy, które jadamy, można przechować bez lodówki przez dłuższy czas i kupmy tego więcej, jeśli będzie okazja. Głównie makaronu, kasz, sosów w słoikach - wyliczył.
Radził też mieć pod ręką gotówkę, na wypadek gdyby nie działała bankowość internetowa albo ktoś włamał się na konto i je wyczyści.
- Miejmy też coś do przygotowania posiłków i ogrzania domu, dlatego, że z tym będzie najtrudniej. Można oczywiście ugotować coś na ognisku pod blokiem, kiedy nie będzie prądu i gazu, ale znacznie łatwiej jest wyjąć kuchenkę, z którą jeździmy np. na ryby. Tylko też trzeba sprawdzić, na jak długo wystarczy kartuszy, czytaj: ile realnie ugotujemy na niej obiadów. I na koniec dobrze by też było spakować rzeczy, które zabierzemy z domu, gdyby się w nim paliło. Tak przygotowani będziemy już zabezpieczeni na 80-90 proc. kryzysów - skwitował w TOK FM.
Schron w Warszawie idzie na sprzedaż? Radni PiS i 'Miasto Jest Nasze' biją na alarm