"Trump zachował się jak Rosjanie". W co gra prezydent USA? "Dyplomatyczna niezręczność"
- Zdaniem eksperta wypowiedzi Miedwiediewa wpisują się w program walki psychologicznej z Zachodem;
- Jak tłumaczył Sokała, chodzi o przypominanie o możliwości użycia tej broni po to, aby osiągnąć różnego rodzaju ustępstwa w krajach zachodnich;
- Zauważył, że samo przemieszenie okrętów niewiele zmienia, gdyż ich zdolności uderzeniowe i tak obejmują cele w Rosji.
Prezydent USA Donald Trump powiedział, że wydał w piątek rozkaz rozmieszczenia dwóch okrętów podwodnych o napędzie nuklearnym w 'odpowiednich rejonach' w reakcji na prowokacyjne groźby byłego prezydenta Rosji Dmitrija Miedwiediewa. W ostatnim wpisie na komunikatorze Telegram były rosyjski prezydent polecił Trumpowi, by "pamiętał o swoich ulubionych filmach o 'chodzących martwych', a także o tym, jak niebezpieczna może być nieistniejąca w przyrodzie 'martwa ręka' ".
Kontrolowana deeskalacja
"Martwa ręka" to potoczne określenie sowieckiego systemu odpowiedzi na atak nuklearny Perymetr. - To jest w największym uproszczeniu rosyjski program odpowiedzi nuklearnej na ewentualne zaczepki, które zgodnie z rosyjską doktryną zagrażają bezpieczeństwu Federacji Rosyjskiej, a w związku z nowelizacjami tej doktryny, Federacji Rosyjskiej zagraża praktycznie wszystko, co Kreml uzna za stosowne - powiedział w "Pierwszym programie Radia TOK FM" dr Witold Sokała, publicysta "Dziennika Gazety Prawnej" z Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach.
Zwrócił uwagę, że tzw. "martwa ręka" używana jest przez Rosjan jako straszak. Jak tłumaczył, chodzi o przypominanie o możliwości użycia tej broni po to, aby osiągnąć różnego rodzaju ustępstwa w krajach zachodnich. A także wzbudzanie lęku w opinii społecznej, "która dzięki temu, że się boi rosyjskiej akcji nuklearnej, naciska na decydentów". Sokała dodał, że Rosjanie mają "dosyć dobrze przemyślaną doktrynę" użycia broni nuklearnej. - Mówiąc bardzo ogólnie, jest ona oparta na koncepcji kontrolowanej deeskalacji, to znaczy najpierw bardzo mocne uderzenia, a potem poszukiwanie rozwiązań dyplomatycznych i różnych korzyści, w zamian za które Rosjanie są gotowi deeskalować - powiedział. Jego zdaniem wypowiedzi Miedwiediewa do tej pory wpisywały się w program walki psychologicznej z Zachodem. Podkreślił, wskazując na decyzję Donalda Trumpa, że Zachód po raz pierwszy zdecydował się odpowiedzieć na te groźby.
Posłuchaj podcastu!
Ta decyzja niewiele zmienia
Gość Piotra Jaśkowiaka powiedziała, że "uzasadnione logiczne jest to, że w ogóle któryś z amerykańskich polityków postanowił zareagować". - Trochę mnie dziwi sposób tej reakcji i wykorzystanie jako pretekstu wypowiedzi Dmitrija Miedwiediewa, pełniącego drugorzędne obecnie funkcje w rosyjskiej strukturze władzy - dodał.
Sokała przyznał, że nie wie, dlaczego Trump się zdecydował teraz odpowiedź, na powtarzane regularnie groźby Miedwiedewa. - Czy to zadziałały nerwy? Czy to jest jakaś kalkulacja oparta na tym, żeby Rosjanom przypomnieć, że "piekło istnieje"? Trudno mi ocenić - dodał.
Zwrócił uwagę, że decyzja Trumpa o przesunięciu dwóch okrętów z potencjałem jądrowym z kilkudziesięciu jakie posiada USA, bliżej Rosji niewiele zmienia. - Cała strategia pełnoskalowej wojny nuklearnej opiera na tych okrętach i nie trzeba ich specjalnie przesuwać bliżej Rosji, bo one ze swoich dotychczasowych pozycji są w stanie skutecznie razić cele wyznaczone im na terenie Federacji Rosyjskiej i innych ewentualnych przeciwników Stanów Zjednoczonych - dodał.