Dlaczego lokalne śledztwa stoją w miejscu? Jak układy z władzą blokują prokuraturę
„Prezesi miejskich spółek przekazywali koperty z pieniędzmi burmistrzowi na biurko. Przegrał wybory i śledztwo momentalnie ruszyło z miejsca" – opowiada Sławomir Skomra, dziennikarz "Jawnego Lublina", w podcaście "Rzeczpospolita Lokalna".
To tylko jeden z przykładów tego, jak silna potrafi być sieć powiązań między lokalną władzą a prokuraturą. Powiązań, które niejednokrotnie prowadzą do decyzji o umorzeniu sprawy, odmowie wszczęcia postępowania albo przeciąganiu śledztwa w nieskończoność. Czy to efekt strachu przed utratą stanowiska? A może lojalność wobec danej partii? I co mają z tym wspólnego statystyki?
W najnowszym odcinku "Rzeczpospolitej Lokalnej" przyjrzymy się temu, dlaczego niektóre sprawy nigdy nie ruszają z miejsca, a śledztwa w sprawach wpływowych osób ciągną się latami lub są umarzane. Czy państwo nie widzi problemu w bliskich relacjach prokuratury i małej władzy? A może nie chce ich widzieć? O relacjach lokalnych władz z organami ścigania posłuchasz tutaj: