,
Obserwuj
Świat

Przyszłość miast: Jak dane miejskie kształtują nasze życie?

materiał promocyjny
6 min. czytania
28.11.2024 08:00

Rozwój technologii budzi w ludzkości tyle samo nadziei, co i obaw. Przedstawiciele społeczeństw całego świata zastanawiają się, czy nie grozi im przyszłość rodem z filmów i seriali o dystopiach science-fiction, gdzie świat opanowały maszyny. Niepotrzebnie! Wystarczy tylko odrobinę zagłębić się w temat, by wszelkie lęki okazały się nieuzasadnione. Na przykład - odnośnie do wykorzystywania danych miejskich, bezpieczeństwa naszych danych czy współpracy polskich przedsiębiorców z zagranicznymi gigantami.

|
|
fot. foto: materiały promocyjne Huawei Polska

Jak jednak zwraca uwagę Ryszard Hordyński, dane miejskie można wykorzystywać nie tylko po to, by ulepszyć, nomen omen, miasta. Dyrektor do spraw Strategii i komunikacji Huawei Polska był jednym z uczestników Kongresu Open Eyes Economy Summit (OEES) w Krakowie. Trudno o lepszą okazję, by podzielić się z szerszą publicznością najświeższymi nowinkami technologicznymi.

Do czego więc możemy wykorzystać dane miejskie, tak, aby przynosiły one jak najwięcej pożytku danej społeczności? Tak naprawdę trudno wyobrazić sobie dobre funkcjonowanie miast, miasteczek, gmin czy obszarów wiejskich bez możliwie najsprawniej i najszerzej zbieranych danych. Jak przedstawiciele lokalnych władz mają dowiedzieć się o potrzebie przeciwdziałania zanieczyszczeniu powietrza, jeżeli nie będą zdawać sobie sprawy z narastających problemów w tym zakresie? A to tylko przykład pierwszy z brzegu!

W miastach dane można zbierać, przetwarzać i z tego wyciągnąć wnioski o wszystkim. O ruchu miejskim, o zanieczyszczeniu powietrza, o różnych usługach komunalnych, takich na przykład wywóz śmieci czy też na przykład – poborze prądu lub bezpieczeństwie – wylicza Ryszard Hordyński.

Sprawne zbieranie danych pozwala także na praktycznie natychmiastową weryfikację, czy wdrożone rozwiązania są skuteczne, a tym samym, na bieżąco prowadzić korektę niedociągnięć. No dobrze, ale jak właściwie przebiega sprawdzanie, np. w jakim tempie mieszkańcy danego osiedla zapełniają kubły ze śmieciami? I czy naprawdę potrzebujemy to wiedzieć? Odpowiedź na drugie pytanie brzmi: jak najbardziej! Nawet mieszkańcy większych aglomeracji często zapominają, że poszczególne sektory to tzw. naczynia połączone, a poprawa jednego elementu wydajnie ułatwi życie tysiącom!

Weźmy na tapet wspomniany już wywóz śmieci. Odpowiadając na zadane wyżej pytanie, kamery czy czujniki przy śmietnikach nie służą wyłącznie poprawie bezpieczeństwa mieszkańców. To podstawowe narzędzia do zbierania danych odnośnie tego, z jaką częstotliwością i starannością mieszkańcy napełniają pojemniki na odpadki. Oraz – pierwszy stopień do czystszego środowiska! Gdy ekipy sprzątające nie są zmuszone osobiście robić "rundy" po wszystkich altanach w okolicy, zużywają mniej paliwa, co przekłada się na mniejszą ilość spalin w atmosferze oraz zwiększenie ludzkiej efektywności.

To nie przypadek, że właśnie przedstawiciel polskiego oddziału Huawei jest prawdopodobnie jedną z najlepiej poinformowanych w kraju osób, jeśli chodzi o kwestię efektywnego wykorzystywania danych miejskich. I nie, nie chodzi wcale o to, że firma miałaby wykorzystywać dane miejskie w swoich projektach. A przynajmniej – nie bezpośrednio.

Huawei to marka, która przeciętnemu użytkownikowi prawdopodobnie w głównej mierze kojarzy się z telefonami komórkowymi. Jest to oczywiście jak najbardziej trafne, jednak nie wolno nam zapominać, że odpowiada także za produkcję niezliczonych rodzajów sprzętów elektronicznych. Niemałą ich część stanowią właśnie urządzenia, przez które przepływają dane miejskie. Choćby: anteny 5G, znajdujące się nawet na dachu Centrum Kongresowego ICE Kraków, gdzie odbywał się OEES.

Zresztą grubym niedopowiedzeniem byłoby uznać, że zbieranie danych służy tylko ułatwianiu życia mieszkańcom danych miejscowości. Bez sprawnych systemów nie mogłyby działać choćby coraz liczniejsze i nieomal w pełni zautomatyzowane porty, w których ludzki wkład ogranicza się do używania określonych przycisków i monitorowania, czy wszystko działa bez zarzutu. Szczęśliwsi są więc przedsiębiorcy, mogąc zatrudnić mniej liczny, ale za to lepiej wykwalifikowany personel, a także sami pracownicy, mogąc pracować w bardziej komfortowych warunkach.

Dość jednak o teorii, a co z praktyką? Jak przytacza Ryszard Hordyński, tam, gdzie odważono się na "scedowanie" odpowiedzialności za ruch drogowy na maszyny zbierające dane, płynność przepływu zwiększyła się aż o... 50 procent! Warto przypomnieć sobie te statystyki, gdy znowu będziemy wystawać w korkach.

No dobrze, ale jak wzrost korzystania z urządzeń do zbierania danych miejskich ma się do troski o środowisko naturalne. Oczywiście, wyciągając wnioski np. o skażeniu powietrza, możemy sprawniej przeciwdziałać dalszej degradacji. Czy jednak tak wysoki poziom zużycia energii elektrycznej nie okaże się w ostatecznym rozrachunku bardziej szkodliwy?

Po pierwsze, musimy pamiętać o coraz większym upowszechnianiu się alternatywnych źródeł energii, z naciskiem na: odnawialne. Jeśli dołożyć do tego możliwości, które dla ekologii niesie za sobą zbieranie danych miejskich, otrzymujemy prosty rachunek: koszty ponoszone przez środowisko w związku z użyciem określonych technologii będą znikome, gdy zestawić je z korzyściami wdrożenia środków zaradczych dla bardziej "palących" problemów.

Co jednak z bezpieczeństwem danych, które są zbierane na potrzeby tych czy innych rozwiązań? Żyjemy przecież w rzeczywistości, gdzie sztuczna inteligencja coraz lepiej "radzi sobie" z zastępowaniem żyjącego i oddychającego człowieka. Na dodatek media regularnie ostrzegają przez kolejnymi, coraz bardziej skutecznymi metodami oszustw z wykorzystaniem nowych technologii. To prawda, że żyjemy w rzeczywistości, która kilka dekad temu nie śniła się najbardziej przewidującym naukowcom czy pisarzom powieści z gatunku fantastyki naukowej. Nie oznacza to jednak, że powinniśmy dać się zwariować! Prawda, musimy stale "aktualizować" wiedzę w kwestii zagrożeń wirtualnych, dotyczy to jednak wszystkich dziedzin życia, a nie tylko techniki. Mylne wrażenie wynika z faktu nieporównywalnie większego dostępu do informacji, niż mogli liczyć nasi dziadkowie czy nawet rodzice.

Oddajmy jednak głos ekspertowi od nowych technologii. Jak zauważa Ryszard Hordyński, bezpieczeństwo danych to obecnie jedno z priorytetowych zagadnień dla gigantów technologicznych w rodzaju Huawei. Dlatego też bardzo ważnym jest merytoryczne przygotowanie osób odpowiedzialnych za przetwarzanie danych czy tworzenie zabezpieczeń. Dość wspomnieć o regularnie organizowanych testach i egzaminach, m.in. z RODO. Jedna z głównych zasad, które są stosowane przez firmę, to tzw. minimalizacja. Na czym ona polega?

Staramy się, jeżeli w ogóle już musimy mieć dostęp do jakichś danych, żeby tych danych było jak najmniej i zakres był jak najmniejszy. [...] Są oczywiście kolejne sprawy, czyli techniczne zabezpieczenia, związane z bezpieczeństwem sieci i sprzętu, bezpieczeństwem data center – tłumaczy Ryszard Hordyński

Jest to tym istotniejsze, że mowa o firmie, która jest jednym z liderów w swojej branży. Stanowi więc ważny głos, gdy przychodzi do decydowania o rozwiązaniach korzystnych nie tylko dla danego koncernu czy nawet branży, ale też – klientów. W końcu zadowolenie tych ostatnich finalnie stanowi dla każdego przedsiębiorcy "być albo nie być".

Huawei akurat w tej sprawie ma dużo do powiedzenia, bo jesteśmy firmą, która działa w 170 krajach na świecie, jesteśmy obecni w ponad 100 z 1500 sieci telekomunikacyjnych – zaznacza pan Hordyński.

Wśród Polaków coraz więcej mówi się o konieczności wspierania "polskich przedsiębiorców". Na żywności pojawiają się oznaczenia mówiące, że dany towar został wyprodukowany w kraju, zaczynamy też zwracać uwagę na metki i adnotację "MADE IN...". Niestety, wciąż zbyt rzadko wspomina się o tym, ile obopólnych korzyści może przynieść współpraca rodzimych firm z globalnymi koncernami właśnie w rodzaju Huawei.

Wspomniany wyżej stereotyp finalnie przynosi gospodarce więcej szkody niż pożytku. A przecież prawie każdy zna przysłowie, że lepiej uczyć się na cudzych niż własnych błędach. Ta zasada ma też zastosowanie właśnie w przypadku czerpania garściami z doświadczeń większych graczy na rynku technologicznym, szczególnie jeśli są oni pionierami w swoich specjalizacjach. Wówczas taka współpraca z polskim przedsiębiorcą pozwoli temu drugiemu na zaktualizowanie własnego stanu wiedzy, zdobycie nowych umiejętności oraz pozyskanie bezcennych kontaktów.

Weźmy na przykład Chiny, których gospodarka od lat rywalizuje z USA o palmę pierwszeństwa na świecie. Zdajemy sobie sprawę z tego, jak wielką konkurencją dla polskich firm są "zalewające" rynek tańsze produkty z Azji. Zbyt rzadko jednak pamiętamy, że większość technologii i rozwiązań, które tam są już na porządku dziennym, prędzej czy później trafi też do Polski. Zamiast "obudzić się" za późno, lepiej już zrobić solidne rozeznanie w terenie oraz badania zapotrzebowania na rodzimym rynku. Niech za podsumowanie posłuży kolejny cytat z rozmowy z Ryszardem Hordyńskim, dotyczący... taksówek bez kierowców. Oczywiście chińskich.

Co roku widzę ogromny postęp, teraz ostatni "krzyk mody" [...] to samochody elektryczne i to samochody elektryczne autonomiczne. W Chinach już są taksówki, które jeżdżą bez kierowców.

Nie ma co się łudzić, w Polsce prędzej czy później także zaczniemy jeździć taksówkami bez kierowców. Od nas tylko zależy, czy damy się zaskoczyć zagranicznym graczom, czy zawczasu sami wyciągniemy do nich rękę, by nauczyć się wszystkiego, co będzie dla nas najlepsze.