Byłam na kobiecym evencie Trzeciej Drogi. Można pomylić z Lewicą, gdyby nie jeden szczegół
Partia Polska 2050 Szymona Hołowni, kojarzonego z Kościołem, oraz PSL z Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem na czele na ostatniej prostej kampanii nie pojechała na Marsz Miliona Serc, ale też próbuje walczyć o głosy kobiet. Na sobotnim Forum Kobiet Trzeciej Drogi "Kobiety do przodu" w Ciechanowie na sali doliczyłam się około 150 działaczek tej wyborczej koalicji. Co ciekawe, po tej imprezie można odnieść wrażenie, że koalicja tych dwóch ugrupowań próbuje zerwać ze swoim dość konserwatywnym wizerunkiem i pokazać, jak progresywne działaczki ma w swoich szeregach.
O postulatach dla kobiet nie mówili liderzy, ale same kandydatki na posłanki. To m.in. walka z luką płacową, usprawnienie ścigania sprawców przemocy domowej, lepsza ściągalność alimentów, ale także na przykład refundacja in vitro i antykoncepcji.
Ze sceny przemawiała m.in. posłanka Joanna Mucha, która wyraźnie przejęta mówiła o ofiarach przemocy domowej i gwałtów. - Chcę powiedzieć to hasło, które wszędzie na świecie już wybrzmiało: "My dress is not a yes" ("Moja sukienka nie oznacza zgody") - mówiła z dużą siłą Mucha. Największe poruszenie wywołało jednak wystąpienie Marty Cienkowskiej, kandydatki z numerem 2 na liście w Ciechanowie, która opowiedziała historię Izy z Przeworska - mamy dwuletniego Patryka, która zaszła w nieplanowaną ciążę, zostawił ją ojciec dziecka i przez brak dostępu do żłobka nie ma jak pracować i z czego opłacać nawet rachunków za prąd. - Iza się boi. Kobiety w Polsce się boją. Boją się samotne matki takie jak Iza. Ich są w Polsce dwa miliony. (...) Spotykam takie Izy, Marty, Natalie na ulicach Płońska, Ciechanowa, na ulicach Sochaczewa. I dlatego też wszystkie tutaj jesteśmy, żeby powiedzieć: Iza, widzimy cię - mówiła ze łzami w oczach. Miało je również wiele działaczek na sali.
Darmowa antykoncepcja?
Po wystąpieniu spytałam Cienkowską, co miała na myśli, gdy mówiła m.in. o refundacji antykoncepcji. Jak tłumaczyła w rozmowie z tokfm.pl, chodzi głównie o tabletki antykoncepcyjne. - Uważam, że powinny być absolutnie darmowe dla wszystkich kobiet. Dlatego że część z nas nie ma środków, żeby je kupić, mimo że niektóre kosztują naprawdę grosze. Ale jeśli mamy wybór, żeby pójść do sklepu i kupić sobie śniadanie albo tabletki antykoncepcyjne, często wybieramy to pierwsze - argumentowała. A, jak dodała, "tylko mając dostęp do antykoncepcji, możemy świadomie decydować o swoich prawach rozrodczych". - Jak najbardziej chcemy wspierać kobiety w świadomym macierzyństwie i w tym, żeby nie zachodziły w ciążę, jeśli tego nie chcą - powiedziała.
Dodała także, że ważny jest dostęp do ginekologa w każdej gminie, a także dla młodych dziewczyn, które skończyły 15 lat. - W polskim prawie jest tak, że kobieta może uprawiać seks od 15. roku życia, a nie może sama pójść do ginekologa. Jak to jest możliwe? Zupełnie tego nie rozumiem. Co wtedy z dziewczynami, które nie mają dostępu do antykoncepcji, boją się o tym porozmawiać ze swoimi rodzicami. Co one mają zrobić? Ile jest takich przypadków, że dziewczyna urodziła, a rodzice nawet nie wiedzieli, że ona jest w ciąży. To jaką ona miała opiekę, skoro sama nie mogła iść do lekarza? - pytała retorycznie kandydatka do Sejmu z list Trzeciej Drogi.
Rozmówczyni tokfm.pl zapytana o kwestię tabletki "dzień po" bez recepty zasugerowała, że nie ma tu konsensusu pomiędzy koalicjantami. - Jako Polska 2050, podkreślam, jako Polska 2050, uważamy, że tabletki te powinny być dostępne - wskazała Cienkowska. Dodała jednocześnie, że ich ugrupowanie od początku mówi o rozdziale Kościoła od państwa. - Ja np. jestem praktykującą katoliczką. Natomiast nigdy nie chciałabym, żeby ktoś zmuszał mnie do czegokolwiek w kwestiach światopoglądowych. I rozdział Kościoła od państwa to jest jeden z pierwszych postulatów Polski 2050. Totalny rozdział Kościoła od państwa, na Boga, na mojego Boga - powiedziała.
Dlaczego mamy głosować w referendum w kwestii praw kobiet?
Gdy słuchało się tego wszystkiego, można było się pomylić i uznać, że jest się na konwencji Lewicy. Jednak cieniem na prokobiecych postulatach Trzeciej Drogi od dawna kładzie się fakt, że nie opowiadają się jednoznacznie za liberalnym prawem aborcyjnym. Część kandydatek i kandydatek mówi o powrocie do tzw. kompromisu aborcyjnego. A kwestię ostatecznych przepisów Trzecia Droga chce ustalić w referendum. O to, dlaczego kwestia praw kobiet do swojego ciała ma zostać poddana głosowaniu, zapytałam posłankę Urszulę Pasławską z PSL-u.
Rozmówczyni tokfm.pl tłumaczyła, że Trzecia Droga chce w pierwszym kroku przywrócić prawo sprzed wyroku Trybunału Julii Przyłębskiej z 2020 roku, a dopiero następnie przeprowadzić referendum. - Uważam, że dziś nie ma innego skutecznego narzędzia, które załatwiłoby tę sprawę raz na wiele lat. Nie ma innej możliwości, w sytuacji gdy prezydentem jest Andrzej Duda, a w Trybunale Konstytucyjnym zasiadają osoby związane z PiS-em - mówiła.
I dodała, że sondaże wskazują z dużym prawdopodobieństwem, że Polki i Polacy zdecydują o liberalizacji tego prawa. - Ten mandat społeczny będzie wiążący nie tylko dla rządu, lecz także dla wszystkich szefów instytucji i prezydenta. Jeżeli ktoś ma lepszą propozycję, to ja chętnie jej wysłucham, bo chcę skończyć z obowiązywaniem prawa, które dzisiaj uprzedmiatawia kobiety i nie daje im wyboru. A dzisiaj żadna ustawa, która zostaje przeprowadzona przez Sejm, nie będzie obowiązywała długo, ponieważ TK w takim składzie ją z pewnością zakwestionuje - argumentowała. - Nie wyobrażam sobie, żeby politycy, którzy mają różne wrażliwości, nie wzięli pod uwagę głosu Polaków. A to jest tak delikatna sprawa i tak kontrowersyjna, że ona musi odzwierciedlać poglądy Polaków, a nie tylko 460 posłów - wskazała.
Także Marta Cienkowska odpierała zarzut, że o prawach kobiet będą w głosowaniu decydować mężczyźni. - Polskie społeczeństwo to 52 proc. kobiet i nie wyobrażam sobie, że kobiety nie pójdą zagłosować, czy mogą w tym kraju dokonywać aborcji, czy nie. To jest jedna rzecz, a druga to doświadczenie innych państw. Proszę zauważyć, jak wyglądało to w Irlandii. Tam za aborcję można było pójść do więzienia na 14 lat. I te same osoby, które o tym zdecydowały, po kampanii edukacyjnej same zagłosowały w referendum za liberalizacją tego prawa - mówiła.
Pytała także, czy o prawach kobiet powinien decydować Sejm, w którym, jak zauważyła, jest 70 proc. mężczyzn. - Do tego większość z nich to seniorzy. Więc teraz zadajmy sobie pytanie: czy chcemy zostawić tę decyzję seniorom, którzy siedzą w Sejmie, czy damy zdecydować kobietom, które pójdą do referendum. Mamy tylko dwa wyjścia - przekonywała kandydatka Trzeciej Drogi.
O kwestię aborcji zapytała potem na spotkaniu w Oświęcimiu samego Kosiniaka-Kamysza Aleksandra, sympatyczka Trzeciej Drogi. Jak mówiła, jest w pełni usatysfakcjonowana jego stanowiskiem. - Ta kwestia jest dla mnie szczególnie ważna, bo jestem lekarzem rodzinnym. Coraz częściej mówi się o aborcji w nieodpowiedzialny sposób. Przychodzą do mnie pacjentki, mówią, że usłyszały, że są jakieś tabletki "dwa dni po". Nikt nie edukuje ludzi w kwestiach antykoncepcji. A edukacja jest najważniejsza, kobiety powinny decydować w świadomy, odpowiedzialny sposób. Jeśli ma być referendum, to właśnie poprzedzone edukacją - mówiła w rozmowie z tokfm.pl.
Gdy usłyszała ode mnie o pomyśle refundacji tabletek antykoncepcyjnych, stwierdziła, że to jest dobre wyjście. - Bo faktycznie jest to regularny wydatek. Przychodzą czasem do mnie pacjentki i mówią, że bardziej im się opłaca wziąć jedną tabletkę poronną niż brać tabletki regularnie. Więc jeśli faktycznie dla kogoś miałby być to problem i z tego powodu miałby się decydować na aborcję, to uważam, że to jest super rzecz - oceniła mieszkanka Oświęcimia.