,
Obserwuj
Świat

Ponad 600 tys. zarejestrowanych wyborców za granicą. Czy ich głosy uda się policzyć?

4 min. czytania
11.10.2023 12:59
"Himalaje hipokryzji" - tak przedstawiciele Polonii określają stanowisko Państwowej Komisji Wyborczej z wtorku, 10 października. Wynika z niego, że w komisjach za granicą nie powinno być problemu z policzeniem głosów, jeśli komisje zastosują się do wytycznych PKW. - Kiedy czytamy takie rzeczy z innymi przewodniczącymi komisji w Londynie, to czujemy, że próbuje się z nas robić idiotów - mówi przewodniczący z jednej z komisji.
|
|
fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Wyborcza.pl

Z danych z systemu ewybory wynika, że do głosowania 15 października w 417 komisjach wyborczych na całym świecie zarejestrowało się nieco ponad 608 tysięcy wyborców. Tych, którzy zgłoszą się do komisji, może być jednak więcej, bo będą to m.in. również turyści z zaświadczeniami o prawie do głosowania. - W poprzednich wyborach (prezydenckich) mieliśmy taką sytuację, że przyjechał do nas pełen autokar turystów z zaświadczeniami. A wiadomo, że zaświadczenia trzeba zapisać, sprawdzić, a to komisji zajmuje dużo więcej czasu niż ktoś, kogo nazwisko widnieje od początku w spisie wyborczym. Teraz takich sytuacji też się spodziewamy - mówi Karolina Głodowska, członkini komisji z hiszpańskiej Walencji.

Dziś już wiadomo, że jest sporo komisji, w których zapisało się około trzech tysięcy wyborców, a nawet więcej. To dużo, bo - jak wyliczała w swoim eksperymencie Polonia - najbezpieczniej jest tam, gdzie do policzenia będą dwa tysiące głosów. Wtedy komisja powinna się wyrobić w ciągu 24 godzin, bo taki czas przewidział ustawodawca. Gdy wyborców będzie więcej, to po pierwsze, przed lokalem wyborczym będą kolejki, a po drugie może być problem z liczeniem.

Jak mówi Agnieszka Wierzbicka z komisji wyborczej na hiszpańskiej Majorce, w Polakach za granicą jest ogromna determinacja do tego, by wziąć udział w tych wyborach. - Czy jest obawa o to, że komisje nie zdążą przeliczyć wszystkich głosów? Oczywiście, takie obawy są. Zrobimy wszystko, by tak się nie stało, ale jest takie zagrożenie. Część osób z obawy przed tym, że ich głosy się zmarnują, organizuje wyjazdy do Polski, właśnie na wybory. Wiem, że jadą grupy m.in. z Belgii czy z Niemiec, bo boją się, że komisje mogą nie policzyć ich głosów - mówi Wierzbicka.

Co na to Państwowa Komisja Wyborcza?

PKW właśnie wydała stanowisko w sprawie głosowania za granicą. Zdaje się nie dostrzegać zagrożenia, o którym od dawna alarmuje Polonia. W ocenie PKW głosy zostaną policzone.

"Państwowa Komisja Wyborcza pragnie zwrócić uwagę, że w ramach sprawowanego nadzoru nad przestrzeganiem prawa wyborczego wskazała w swojej uchwale dotyczącej zasad i trybu przekazywania wyników głosowania i protokołów głosowania z obwodów utworzonych za granicą w wyborach do Sejmu i do Senatu oraz referendum, że w razie przedłużającego się oczekiwania na dane z obwodu głosowania konsul podejmuje stosowane działania w celu ich uzyskania". Czas ustalania wyników głosowania za granicą będzie zatem pod stałym nadzorem konsulów, Okręgowej Komisji Wyborczej w Warszawie I i Państwowej Komisji Wyborczej" - czytamy w oświadczeniu PKW.

Komisja wskazuje, że konsul, widząc, że komisja może się nie wyrobić, "może uzupełnić skład liczbowy obwodowej komisji wyborczej spośród wyborców zamieszkałych na obszarze właściwości terytorialnej konsula do 13 osób". Tyle że jak słyszymy od Polaków za granicą - w wielu największych komisjach już jest 13 osób, więc nie ma mowy o zwiększeniu liczebności.

PKW wskazuje też, że "jeżeli obwodowe komisje wyborcze w obwodach utworzonych za granicą będą wykonywały poszczególne czynności w sposób i w kolejności określonych w przepisach prawa i wytycznych Państwowej Komisji Wyborczej, nie będzie problemów z ustaleniem wyników głosowania i przekazaniem ich w ustawowym terminie".

- PKW zasłania się urzędniczym bełkotem, że "wystarczy robić według naszych" wytycznych, a to bzdura i zwalenie winy za porażkę na nas. Można liczyć zgodnie z wytycznymi i liczyć trzy dni - mówi Kamil Arendt, Polak z Londynu, przewodniczący jednej z komisji w tym mieście. - PKW pisze, że w razie przedłużania się prac podejmie "wszelkie działania", by policzyć na czas. Będą przypalać pięty członkom komisji, by liczyli szybciej? Jeśli PKW ma podjąć działania, niech zrobi to teraz i niech powie komisjom, jak dokładnie pracować, by przestrzegać art. 69 par. 3b, a jednocześnie zdążyć na czas. I niech nam da do tego narzędzia, albo pozwoli użyć własnych - dodaje Arendt.

Zgodnie z art. 69 ar. 3b, "niedopuszczalne jest wykonywanie czynności (...) przez grupy członków obwodowych komisji wyborczych lub przez pojedynczych ich członków oddzielnie, lub tworzenie z członków obwodowych komisji wyborczych grup roboczych, które wykonywałyby oddzielnie czynności po zakończeniu głosowania". Mówiąc wprost, przy większości czynności związanych z liczeniem głosów musi być obecne dwie trzecie członków komisji wyborczej, a to zdecydowanie wydłuży głosowanie.

"Państwowa Komisja Wyborcza przypomina przy tym, że podczas wyborów do Sejmu i do Senatu Rzeczypospolitej Polskiej w 2019 r. największą liczbę wyborców uprawnionych do głosowania, tj. 5 996 objął obwód nr 268 utworzony w Londynie, a protokoły głosowania z tego obwodu zostały wysłane przez obwodową komisję wyborczą w poniedziałek 14 października 2019 roku o 12:23" - czytamy w stanowisku PKW. - No tak, ale wtedy nie było art. 69 par. 3b - alarmuje Kamil Arendt.

- Pisanie, że wystarczy, by obwodowe komisje liczyły zgodnie z przepisami i wytycznymi, by była gwarancja policzenia na czas, to jest Everest kłamstwa. Po pierwsze, nigdzie w wytycznych nie ma nic na temat tempa liczenia czy czasu w ogóle. Nie ma żadnych porad, jak usprawnić pracę. A na dodatek jest dokładnie odwrotnie, niż mówi PKW - mówi nasz rozmówca.

- Kiedy czytamy takie rzeczy z innymi przewodniczącymi komisji w Londynie, to czujemy, że próbuje się z nas robić idiotów i kozły ofiarne, ale jednocześnie, że próby te są tak nieudolne, że pozostaje się tylko śmiać lub płakać. Nadal jesteśmy pozostawieni sami sobie, a aparat państwa stawia nam niemożliwe do spełnienia wymagania, jednocześnie twierdząc, że spełnienie ich jest takie proste. W praktyce wiele komisji będzie miało tragiczny wybór przed sobą: liczyć zgodnie z prawem, albo liczyć na czas. PKW nie pokazała, jak można osiągnąć jedno i drugie - dodaje Kamil Arendt.