Nowa posłanka zdziwiona, że oczy świata nie są skierowane na Polskę. "Państwo nie zdało egzaminu"
Alicja Łepkowska-Gołaś z zawodu jest archiwistką. Od dawna wspiera migrantów i migrantki, uchodźców i uchodźczynie. Przez 10 lat - razem z Fundacją Ocalenie - prowadziła świetlicę dla dzieci cudzoziemskich. Startowała do Sejmu z drugiego miejsca na liście Koalicji Obywatelskiej na Podlasiu. Otrzymała 13511 głosów i zdobyła mandat.
W Sejmie chce pracować przede wszystkim na rzecz migrantów i migrantek, ale też wielokulturowości Podlasia. - Niehumanitarne traktowanie ludzi na polsko-białoruskiej granicy to dla mnie rzecz skandaliczna i niedopuszczalna. To nigdy nie powinno mieć miejsca. I dziwię się, że oczy świata nie są skierowane w tę stronę. Wszyscy zapomnieli, co się u nas dzieje - mówi.
W rozmowie z TOK FM nowo wybrana posłanka podkreśla, że bezpieczeństwo Polek i Polaków jest najważniejsze. - Ale jesteśmy przecież zobowiązani do przestrzegania Konwencji Genewskiej, a co za tym idzie - do tego, by nie wypychać ludzi za granicę, nie stosować push-backów - mówi stanowczo. - Uważam, że państwo polskie nie zdało egzaminu w tej kwestii. (...) Jeśli cudzoziemiec chce złożyć w Polsce wniosek o status uchodźcy, taki dokument powinien być od niego przyjęty, a potem rozpoznany przez Urząd do Spraw Cudzoziemców. Tak się jednak nie dzieje - dodaje.
Łepkowska-Gołaś wspomina, że - prowadząc świetlicę dla dzieci cudzoziemskich - poznała wiele rodzin, również muzułmańskich. Z częścią z nich się zaprzyjaźniła. - Uważam, że zyskałam dzięki temu nową rodzinę. Przez 10 lat nawiązaliśmy taką więź, której czasami nie nawiązuje się nawet z bliskimi. W naszej świetlicy dzieci cudzoziemskie miały poczucie, że to jest ich świat, że tu nikt ich nie ocenia - podkreśla.
Poza tym Łepkowska-Gołaś podejmowała wiele działań integracyjnych, organizowała półkolonie i kolonie dla dzieci cudzoziemskich. Była też zaangażowana w zajęcia wielokulturowe i antydyskryminacyjne w szkołach. Prowadziła warsztaty dla Urzędu Wysokiego Komisarza do spraw Uchodźców.
- Działania służb na polsko-białoruskiej granicy - szczególnie w odniesieniu do dzieci - w mojej ocenie świadczą o zdehumanizowaniu migrantów i migrantek. Nie wyobrażam sobie, by ktokolwiek z nas mógł uważać, że dzieci zasługują na takie traktowanie. Jako matka nie wyobrażam sobie, że mogłabym przejść obojętnie nad losem jakiegokolwiek dziecka. Zwyczajnie, po ludzku, tak nie można - przekonuje nasza rozmówczyni.
'Koszmar, gdy ktoś ci mówi, że wynajmie mieszkanie tylko białym'
Pytana o mur na polsko-białoruskiej granicy, przekonuje, że "powinien zostać wzmocniony, ale tylko dlatego, żeby nie dochodziło do push-backów". W jej opinii - gdy migranci będą wiedzieli, że granica jest szczelna, nie będą próbowali dostać się tą drogą do Polski i tym samym nie będą narażali swojego życia. - Natomiast ci migranci, którzy już są w Polsce, potrzebują, by humanitarnie ich traktowano i zastosowano procedury do tego przewidziane. Nie rozumiem, dlaczego polscy pogranicznicy nie przyjmowali i dalej nie przyjmują od wielu cudzoziemców wniosków o udzielenie im ochrony międzynarodowej - dodaje Łepkowska-Gołaś.
Pytana, czy widziała film "Zielona granica" Agnieszki Holland, odpowiada, że jeszcze nie. Jak mówi, nie czuła się na siłach, by pójść do kina. - Doświadczyłam różnych sytuacji w związku z kryzysem na polsko-białoruskiej granicy i jeszcze nie mam odwagi. Emocjonalnie to dla mnie zbyt ciężki temat. Potrzebuję jeszcze trochę czasu, zanim pójdę, by ten film obejrzeć. Ale bardzo się cieszę, że powstał - przyznaje pani Alicja.
'Zielona granica' z kolejnym sukcesem. W 10 dni film obejrzało ponad 424 tys. widzów
Kryzys humanitarny na Podlasiu trwa już ponad dwa lata. Migranci m.in. z Iraku, Syrii, Konga i wielu innych krajów próbują dostać się do Polski przez lasy i bagna Puszczy Białowieskiej. W przetrwaniu pomagają im aktywiści, wolontariusze, mieszkańcy okolicznych wiosek. Według obecnych władz państwa i Straży Granicznej - ludzie ci są "nielegalni". Służby niejednokrotnie stosują wobec nich push-backi, czyli wyrzucają ich z powrotem na Białoruś, w tym rodziny z małymi dziećmi.