,
Obserwuj
Świat

Wojewoda zdjął krzyż w sali urzędu w Lublinie. Żałuje? ''Jest kategoria decyzji, na które nie ma dobrego czasu"

3 min. czytania
06.01.2024 10:21
- Jako społeczeństwo nie mamy problemu z przeniesieniem krzyża, ale z rozpędzonym wagonem kipiącej nienawiści i hejtu, który był reakcją zupełnie nieadekwatną do ciężaru gatunkowego mojej decyzji. Za to, że zdecydowałem się przenieść krzyż, wypisywano do mnie, że powinienem "zdechnąć" - mówi wojewoda lubelski, Krzysztof Komorski.
|
|
fot. Anna Gmiterek-Zabłocka/ Radio TOK FM

Od dwóch tygodni Lubelszczyzna ma nowego wojewodę. To Krzysztof Komorski z Platformy Obywatelskiej. Jedną z jego pierwszych decyzji były zmiany w reprezentacyjnej sali Urzędu Wojewódzkiego - Sali Kolumnowej. Wojewoda zdecydował, że w sali mają się pojawić unijne flagi, ale podjął również decyzję o zdjęciu wiszącego w niej krzyża. Stało się to tuż przed Świętami Bożego Narodzenia i wywołało ogromne poruszenie - niektórzy zarzucili wojewodzie 'barbarzyństwo' czy atak na Kościół. 

Dziś, pytany, czy nie żałuje tamtego postanowienia, odpowiada, że są decyzje, na które nigdy nie ma dobrego czasu. Jak wskazuje, zdjęcie krzyża w Sali Kolumnowej miało tylko jeden powód - wojewoda chciał, by główna sala w urzędzie była wolna od symboli religijnych, bo odbywają się w niej narady czy spotkania również z przedstawicielami innych religii i Kościołów. - Nie uważam, by podobna sama decyzja, podjęta w innym czasie, wywołała inne konsekwencje medialne. Przypomnę, że chodziło nie o usunięcie krzyża, ale o jego przeniesienie. Zawisł w innej sali Urzędu Wojewódzkiego - mówi Krzysztof Komorski. 

Jak dodaje, dziś jest pewien jednego. - Jako społeczeństwo nie mamy problemu z przeniesieniem krzyża, ale z rozpędzonym wagonem kipiącej nienawiści i hejtu, który był reakcją zupełnie nieadekwatną do ciężaru gatunkowego mojej decyzji. Wypisywanie do mnie, że powinienem 'zdechnąć', że 'powinno się mnie powiesić, 'że moją rodziną się ktoś zajmie' - to wszystko świadczy o tym, że to nie ja mam problem, tylko chyba my wszyscy. Ta sytuacja obnażyła, że na ten temat powinno się mieć więcej refleksji - tłumaczy Komorski. Jak dodaje, nie podjął decyzji radykalnej o usunięciu wszystkich krzyży z urzędu, ale o przeniesieniu jednego z nich. - W mojej opinii była to decyzja o charakterze kosmetycznym. Oczywiście, przyznaję, że zawsze można wszystko zrobić lepiej, zawsze można wszystko poprawić. Jeśli ktoś się poczuł tą decyzją urażony, to już wielokrotnie za to przepraszałem. Nie mam problemu z uderzeniem się w pierś - dodaje gość TOK FM. 

Inne decyzje wojewody?

Krzysztof Komorski od pierwszych dni urzędowania prowadzi rozmowy z przewoźnikami, którzy protestują na polsko-ukraińskiej granicy. Jak mówi, wierzy, że kryzys uda się zakończyć. Na razie zdecydowano o zapewnieniu stojącym w ogromnej kolejce przewoźnikom ciepłych posiłków i napojów, zwłaszcza że najbliższe dni mają być mroźne, z temperaturami poniżej minus 10 stopni Celsjusza. 

Wojewoda dokonał też pierwszych zmian kadrowych - dyrektorką jego biura została Anna Glijer. To działaczka Platformy Obywatelskiej, która w związku z objęciem funkcji zrezygnowała z działalności w partii. - To osoba, której ufam, z którą współpracowałem chociażby przy organizacji Obywatelskiej Kontroli Wyborów. Ta decyzja wydaje mi się naturalną, bo każdy chciałby mieć w gronie najbliższych współpracowników osoby już wcześniej sprawdzone - mówi Komorski. Na dyrektora Wydziału Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego powołał z kolei Jarosława Szymczyka, który przed 'dobrą zmianą' był dyrektorem generalnym Urzędu Wojewódzkiego w Lublinie. 

- Absolutnie nie ma mowy o żadnej miotle w urzędzie. Nie interesuje mnie to, kogo urzędnicy prywatnie popierają czy jakie mają poglądy. Dla mnie najważniejsza jest ich praca. Zresztą, na spotkaniu ze wszystkimi pracownikami powiedziałem wprost, że interesuje mnie przede wszystkim ich zaangażowanie w pracy i merytoryka - dodaje nasz rozmówca. 

Krzysztof Komorski pozostał w gabinecie po byłym wojewodzie, Lechu Sprawce. Czy coś w nim zmienił? - Mam tu taki duży zegar, który co godzinę wybijał aktualny czas i niejednokrotnie przerywał nasze spotkania czy narady. To nieco przeszkadzało, poprosiłem, by wyciszono te dźwięki - mówi Komorski. Zegar dalej działa, ale już go nie słychać. W gabinecie pojawiło się też kilka zdjęć rodziny wojewody. - Nie mam potrzeby niczego urządzać po swojemu. Skupiamy się przede wszystkim na merytoryce i na bieżącej działalności wydziałów. To jest na pierwszym miejscu - tłumaczy gość Radia TOK FM.