"Przerażające" doniesienia z granicy. Ci, "którzy mieli jakieś pojęcie, odeszli ze służby"
"Setki tysięcy drzew poszły pod topór na całym granicznym z Białorusią odcinku Bugu. Ma to zapobiec przedostawaniu się migrantów do Polski przez rzekę. Tyle że to nie jest łatwa droga i migranci wybierają zwykle inne szlaki" - poinformował w poniedziałek portal OKO.press. Drzewa przy granicy z Białorusią mając zostać zastąpione przez 1800 słupów kamerowych, 4500 kamer, 200 km kabli zasilających oraz tyle samo transmisyjnych.
Wiceminister obrony narodowej Cezary Tomczyk zapewniał w TOK FM, że wzbudzająca coraz większe protesty dewastacja przyrody nie ma nic wspólnego z rządową Tarczą Wschód. - Wycinka, która dzieje się na granicy, w jakimś zakresie dotyczy działalności Straży Granicznej, budowy perymetrii - elektronicznej zapory na granicy polsko-białoruskiej - mówił wiceszef resortu.
170 kilometrów wycinek nad Bugiem. 'W szaleństwie, bez pomyślunku'
Jak wskazał w TOK FM Adam Wajrak z "Gazety Wyborczej", mieszkaniec tamtych terenów, wycinka drzew na granicy z Białorusią to największa ingerencja w przyrodę, z jaką miał do czynienia w ciągu 30 lat swojej pracy dziennikarskiej.
- Skala zniszczeń jest gigantyczna. Nie chodzi tylko o to, że nie będzie drzew. Zmieni się cała dynamika rzeki, od temperatury wody poprzez spływanie do niej różnego rodzaju zanieczyszczeń, na przykład z pól itd. To jest robione w jakimś szaleństwie, bez pomyślunku - komentował dziennikarz w "Poranku Radia TOK FM".
Wycięli setki tysięcy drzew na brzegu Bugu. 'To się ociera o sabotaż'
Czy właśnie obnażyliśmy się przed Białorusią? Gość TOK FM nie ma wątpliwości
We środę na łamach "GW" ukazał się tekst pt. 'Wkrótce nie będzie w Polsce czego bronić', w którym Adam Wajrak wyjaśnia, że masowa wycinka drzew na granicy nie tylko niszczy przyrodę, ale i nie spełnia swojego celu, którym - według ekipy Donalda Tuska - ma być ochrona naszych granic.
- To jest najgłupsza rzecz, jaką można zrobić. Białoruskie, a może nawet i rosyjskie służby graniczne, dokładnie wiedzą, gdzie są nasze urządzenia obserwacyjne i nasze służby. I teraz odsłonięcie tego pasa przybrzeżnego spowoduje, że oni będą już doskonale wiedzieć, gdzie ten polski patrol jeździ. Mamy dwa płoty naszpikowane kamerami i czujnikami. Ale ci ludzie i tak przechodzą, bo wiedzą, że przechodzą w miejscach, których nikt nie pilnuje. W naszym interesie byłoby więc schowanie zarówno instalacji, które obserwują granicę, jak i patroli, które tę granicę pilnują - tłumaczył rozmówca Jacka Żakowskiego.
Gość TOK FM nie pozostawił suchej nitki także na polskich służbach. - One doznały bardzo poważnej degrengolady i wydaje mi się, że to nie jest degrengolada tylko na poziomie kadrowym, ale i intelektualnym. Jako przykład podam płot, który podobno był zaprojektowany przez Straż Graniczną. Nie trzeba wielkiej wiedzy, żeby zdawać sobie sprawę, że jak się postawi taki płot prawie że na granicy, to będzie on kontrolowany przez drugą stronę. Białoruskie służby będą mogły do niego podejść, zrobić co chcą i się wycofać, a nasze służby nie będą mogły odpowiedzieć. Wyraźnie widzę, że duża część ludzi, którzy mieli jakieś pojęcie o granicy, po prostu odeszło ze służby, a ta część, która jakoś ogarnia, siedzi cicho. To jest przerażające - mówił Adam Wajrak.
Niepokojące doniesienia z granicy. 'Rząd oszukuje nas wszystkich'
KE po cichu pozwala na pushbacki. 'Ludzie powinni być sprawdzani'
W czwartek Komisja Europejska opublikowała dokument wspierający państwa członkowskie w obronie bezpieczeństwa unijnych granic. Umożliwia on państwom UE, w wyjątkowych okolicznościach, podejmowanie działań wykraczających poza unijne prawo wtórne, w tym zawieszenie prawa do azylu i pushbacki, pod warunkiem że takie środki będą wyjątkowe, proporcjonalne i tymczasowe.
Jak jednak wynika z obserwacji Adama Wajraka, na pushbackach korzystają głównie przemytnicy.
- Sam spotkałem człowieka, który siedział na pieńku i czekał, aż polskie służby go wypchną, bo był przemytnikiem, który czekał na następną grupę. Bo jak on ma wrócić na drugą stronę tego płotu? Dając się złapać i zostając wypychanym. Tacy ludzie nie powinni być wypychani, powinni być sprawdzani - powinniśmy wiedzieć, kto tę granicę przechodzi. I dotąd tego nie ma. Być może dlatego, że nasi rządzący zorientowali się, że może te nasze służby nie są w stanie takich ludzi sprawdzać - mówił Adam Wajrak w rozmowie w TOK FM.