,
Obserwuj
Świat

Tłum pod ośrodkiem dla cudzoziemców w Czerwonym Borze. "Bali się, że zechcą podpalić"

3 min. czytania
07.04.2025 09:37
Przed ośrodkiem dla cudzoziemców w Czerwonym Borze (woj. podlaskie) w niedzielę po południu pojawił się tłum ludzi. Jak podała "Gazeta Wyborcza", byli to "bojowo nastawieni mężczyźni", jednak - jak wynika z krążących po sieci nagrań - na miejscu były także kobiety i dzieci. Podopieczni ośrodka byli "wyraźnie przerażeni" i bali się, że zgromadzeni "zaatakują budynek".
|
|
fot. Facebook.com/Małgorzata Rycharska

Tłum pod ośrodkiem w Czerwonym Borze. Podopieczni byli "wyraźnie przerażeni"

W niedzielę 6 kwietnia przed zmierzchem przed otwartym ośrodkiem dla cudzoziemców w Czerwonym Borze (woj. podlaskie) zebrała się grupa około 50 "bojowo nastawionych" mężczyzn - poinformowała "Gazeta Wyborcza".

Zdjęcie z incydentu zamieścił w mediach społecznościowych Piotr Czaban, członek Podlaskiego Ochotniczego Pogotowia Humanitarnego oraz twórca kanału "Czaban robi raban". "Chcieliście pogromów? Najazd nazioli na ośrodek w Czerwonym Borze. Zastraszanie ludzi, którzy uciekli od wojny. Każdy rząd, poprzedni i obecny, jest odpowiedzialny za podsycanie nienawiści do uchodźców i migrantów" - czytamy w poście.

Później Czaban publikował kolejne materiały. Wynika z nich, że pod ośrodek przyszli nie tylko mężczyźni, ale i także kobiety i dzieci.

Jedna z aktywistek relacjonowała "Wyborczej", że podopieczni ośrodka byli "wyraźnie przerażeni" i "bali się, że zaatakują budynek, być może zechcą podpalić". Na szczęście po przyjeździe policji zgromadzeni szybko się rozeszli.

Rzecznik podlaskiej policji Tomasz Krupa poinformował w rozmowie z "GW", że mężczyźni zebrali się około godz. 17.00, część z nich została wylegitymowana, a około godz. 18.00 "Wszyscy się rozjechali". "Policja nadal będzie tu czuwać" - zadeklarował policjant.

Burza wokół ośrodka buddyjskiego pod Warszawą. 'Boimy się, co będzie dalej'

Do ośrodka próbowali wejść Kowalski i Bąkiewicz

Z ustaleń "Gazety Wyborczej" wynika, że w grupie mężczyzn, którzy pojawili się w niedzielę przed ośrodkiem w Czerwonym Borze, znajdowali się narodowcy, w tym zwolennicy Roberta Bąkiewicza - byłego prezesa Stowarzyszenia Marsz Niepodległości, a dziś prezesa partii Niepodległość. Bąkiewicz razem z posłem PiS Januszem Kowalskim już wcześniej - 1 kwietnia - próbował wejść do ośrodka, ale bezskutecznie.

Kowalski później informował w mediach społecznościowych, że "rozmawiał z imigrantem z Jemenu, który został trzy miesiące temu do tego ośrodka przewieziony z Niemiec w ramach procedury dublińskiej". To - jego zdaniem - stanowi dowód na to, że w Czerwonym Borze przebywają "relokowani nielegalni imigranci z Niemiec".

Ośrodek w Czerwonym Borze działa od 20 lat i jest prowadzony jest przez Urząd ds. Cudzoziemców. Według relacji aktywistki Małgorzaty Rycharskiej, kilkunastu czarnoskórych podopiecznych zostało ostatnio przeniesionych do innych ośrodków po tym, jak zostali zaatakowani metalowym prętem podczas wyjścia na zakupy.

W ośrodku nadal przebywa ponad setka podopiecznych. Wśród nich są m.in. Czeczeni, Tadżycy i Afgańczycy.

Posłuchaj: