Co naprawdę wydarzyło się w Czerwonym Borze? "Osoby ciemnoskóre przechodziły przez wioskę"
Ośrodek dla cudzoziemców w Czerwonym Borze to jeden z tzw. ośrodków otwartych. Migranci, którzy są w tzw. procedurze (ubiegają się o ochronę międzynarodową) i są w Polsce legalnie, czekają tu na decyzje szefa Urzędu do Spraw Cudzoziemców.
To placówka bez krat, z której można wychodzić. Ośrodek w Czerwonym Borze mieści się w lesie, do najbliższego sklepu trzeba przejść ok. dwóch kilometrów. I właśnie w czwartek kilkuosobowa grupa osób z Afryki wybrała się na zakupy. Gdy wracali, mieli zostać zaatakowani przez Polaków z kijami bejsbolowymi i metalowymi prętami.
O tym zdarzeniu opowiedzieli m.in. Małgorzacie Rycharskiej z inicjatywy Hope & Humanity. To społeczniczka, która pomaga migrantom i migrantkom dostać się do Polski i złożyć wniosek o status uchodźcy na przejściu granicznym w Terespolu. - Jeden z napastników chciał uderzyć jednego z Afrykańczyków w głowę, ale ten zasłonił się rękami. Został uderzony w nadgarstek, widziałam potem jego rękę. Osoby, które wracały ze sklepu, zaczęły uciekać. Udało im się dotrzeć do ośrodka w Czerwonym Borze. W rozmowie ze mną opowiadały, że pracownik ośrodka powiedział im, żeby następnym razem w takiej sytuacji dzwonić na numer 112. Nie wiedziały, czy ośrodek zawiadomił o tym zdarzeniu policję - mówi nasza rozmówczyni.
Tłum pod ośrodkiem dla cudzoziemców w Czerwonym Borze. 'Bali się, że zechcą podpalić'
Rzecznik podlaskiej policji Tomasz Krupa przekazał TOK FM, że takiego zgłoszenia w czwartek nie było. - Natomiast sprawdzaliśmy informacje, które pojawiły się w internecie. I takiego zdarzenia nie potwierdziliśmy - powiedział nam rzecznik. Nie odpowiedział na pytania, czy policja próbowała porozmawiać z cudzoziemcami, którzy mieli paść ofiarą ataku albo z pracownikami ośrodka w Czerwonym Borze. - Nie znam dokładnego przebiegu ustaleń policjantów, którzy wykonywali w tej sprawie czynności. Ale to się nie potwierdziło - powiedział nam rzecznik.
RPO chce znać szczegóły
O sprawie wie Rzecznik Praw Obywatelskich. Jak przekazał TOK FM główny koordynator w Biurze RPO Maciej Grześkowiak, wpłynęły skargi dotyczące tego, co dzieje się w Czerwonym Borze. Skargi złożyli aktywiści z organizacji pozarządowych. - Badamy sprawę, chcemy poznać jak najwięcej szczegółów - mówi nasz rozmówca.
Wiadomo, że migranci napisali poruszający list. 'Od naszego przyjazdu odczuwamy niepokój. Ze względu na odległość do sklepu i brak samochodu jesteśmy zmuszeni pokonywać trasę pieszo, co zajmuje nam w obie strony cztery godziny. Podczas tej drogi narażeni jesteśmy na zagrożenia, w tym groźby i ataki ze strony zamaskowanych mieszkańców uzbrojonych w broń białą. Mieszkańcy wsi bez naszej zgody robią nam zdjęcia i publikują je w mediach społecznościowych. W postach pojawiają się fałszywe oskarżenia dotyczące m.in. gwałtów, kradzieży, napaści oraz szpiegostwa' - napisali cudzoziemcy.
Ośrodek w Czerwonym Borze - jako placówka o charakterze otwartym - nie podlega Straży Granicznej, a Urzędowi do Spraw Cudzoziemców. Próbowaliśmy rozmawiać z kierowniczką ośrodka. Nie chciała odnieść się do naszych pytań, odesłała nas do rzecznika prasowego urzędu.
Urząd do Spraw Cudzoziemców potwierdził nasze informacje, że w czwartek 3 kwietnia kilkunastu mieszkańców ośrodka w Czerwonym Borze (z Afryki - przyp. red.) złożyło podania z prośbą o przeniesienie do innego ośrodka dla cudzoziemców. 'Cudzoziemcy poczuli się zaniepokojeni faktem, iż lokalna społeczność robi im zdjęcia oraz publikuje je na różnych forach społecznościowych. 17 cudzoziemców zostało przeniesionych do innego ośrodka' - przekazało nam Biuro Szefa UdSC.
Urząd przyznał, że w miniony czwartek 'jeden z mieszkańców poinformował pracowników ośrodka, iż podczas biegania po lesie został zatrzymany przez nieznanych mu czterech mężczyzny, którzy wymachiwali przed nim kijem i chcieli go przestraszyć'. 'Cudzoziemiec nie zgłosił pracownikom pobicia' - napisano w udzielonej TOK FM odpowiedzi.
Urząd zapewnia, że mieszkańcy ośrodka w Czerwonym Borze i w innych częściach Polski mają zapewnione bezpieczeństwo. 'Nad bezpieczeństwem czuwają kwalifikowani pracownicy ochrony fizycznej, zatrudnieni przez wykonawcę uprawnionego do wykonywania działalności gospodarczej w zakresie ochrony osób i mienia, tj. posiadającego ważną koncesję(...). Ochrona zapewniona jest 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu w systemie zmianowym. Zawarta umowa daje możliwość wezwania w każdej chwili patrolu interwencyjnego. Dodatkowo Urząd do Spraw Cudzoziemców współdziała i ściśle współpracuje z lokalnymi podmiotami, w tym z policją w ramach lokalnych zespołów współdziałania' - czytamy w odpowiedzi.
"Nie pamiętamy takich incydentów"
Jednocześnie Urząd ds. Cudzoziemców zaprzecza, by wcześniej kiedykolwiek dochodziło do agresji czy przestępstw ze strony przebywających w ośrodku migrantów. 'Policja nie dostała zgłoszeń o naruszeniach prawa przez cudzoziemców zakwaterowanych w ośrodku w Czerwonym Borze (...) Na bieżąco monitorujemy sytuację. W każdym ośrodku działa ochrona i zainstalowany jest monitoring. W ośrodkach kwaterowani są wyłącznie cudzoziemcy, którzy nie stanowią zagrożenia dla bezpieczeństwa państwa lub porządku publicznego. Wszyscy mają zweryfikowaną tożsamość i wydane dokumenty zapewniające im legalny pobyt na czas rozpatrywania wniosków o udzielenie ochrony międzynarodowej' - czytamy we wpisie UdSC.
2 kwietnia w ośrodku w Czerwonym Borze było 116 cudzoziemców, w tym 26 dzieci. 'Tak, wiemy, że cudzoziemcy odróżniają się kolorem skóry, wyglądem i czasem ubiorem od większości okolicznych mieszkańców. Wiemy, że czasem mogą nie znać lokalnych zwyczajów, dlatego wszystkich zaznajamiamy z normami prawnymi i obyczajowymi obowiązującymi w Polsce i mamy możliwość efektywnej reakcji na niewłaściwe zachowania, łącznie z możliwością umieszczenia cudzoziemca w ośrodku strzeżonym. Te działania sprawiły, że w dwudziestotrzyletniej, nieprzerwanej historii funkcjonowania ośrodka nie pamiętamy prawdziwych incydentów związanych z kontaktami z okolicznymi mieszkańcami' - napisano na Facebooku.
"Szczucie na migrantów"
- Widać, że wpływ na to, co się aktualnie dzieje, ma podżeganie do nienawiści, również ze strony polityków - szczególnie Konfederacji, szczucie na migrantów. W mediach społecznościowych pojawiają się wpisy różnych osób o jakichś niebezpiecznych, agresywnych grupach cudzoziemców, co jest nieprawdą. Ale tak właśnie podgrzewa się atmosferę i nawołuje do nienawiści - mówi Rycharska.
Takie działania podjął m.in. radny PiS z Zambrowa Sebastian Mrówka (Czerwony Bór leży na terenie powiatu zambrowskiego). 'W ostatnim czasie możemy zauważyć grupy migrantów spacerujące po okolicznych wsiach, co budzi niepokój wśród mieszkańców Czerwonego Boru, Bacz Mokrych i Zbrzeźnicy. Co więcej, ośrodek znajduje się w bliskiej odległości od jednostki wojskowej, co rodzi pytania o bezpieczeństwo mieszkańców i całego kraju. Z nieoficjalnych informacji wynika, że do Czerwonego Boru przywieziono około 70 migrantów. Czy wszyscy zostali dokładnie sprawdzeni? Kto wydał tak absurdalną decyzję? Co zrobili decydenci w sprawie zapewnienia bezpieczeństwa okolicznym mieszkańcom?' - pisał na swoim profilu na Facebooku. Temat podjęły i podgrzały też prawicowe media.
Trzaskowski nie chce w Polsce migrantów. 'Jeśli będzie trzeba, zabezpieczymy też zachodnią granicę'
- Radny opublikował zdjęcie osób ciemnoskórych, które przechodziły przez wioskę. Ruszyła narracja podszyta strachem, że to może właśnie ci ludzie będą dla mieszkańców Podlasia zagrożeniem. Poszła interpelacja radnego do wojewody. To wywołało mnóstwo zamieszania. Ośrodek w Czerwonym Borze działa od lat. Dziś stał się miejscem agresji - mówi dziennikarz Piotr Czaban, twórca kanału na YouTube "Czaban robi raban".
Teraz radny Mrówka chwali się, że Rada Powiatu przyjęła w poniedziałek stanowisko w sprawie migrantów. To sprzeciw wobec "paktu migracyjnego". 'Koronnym argumentem przemawiającym za szkodliwością tego rozwiązania jest fakt, że we wszystkich miastach Zachodniej Europy, które masowo przyjmowały nielegalnych imigrantów, wzrosła przestępczość oraz spadło poczucie bezpieczeństwa mieszkańców' - napisali radni. I zaapelowali do rządu, by zablokował działania, które - rzekomo - miałyby doprowadzić 'do relokowania nielegalnych imigrantów na teren powiatu zambrowskiego'.
Czerwony Bór. Protest, politycy i media społecznościowe
- Ludzie nie mogą być nielegalni. Tego typu narracja, odczłowieczająca i poniżająca, doprowadza do tragedii. Do ataków, agresji, brutalności - mówi bez ogródek Piotr Czaban. W jego ocenie przykładają się też do tego wypowiedzi polityków z pierwszych stron gazet, w tym m.in. premiera. Donald Tusk zamieścił film na portalu społecznościowym X - pod hasłem "Przejścia nie ma. Polska granica jest szczelna". Pokazał na nim zdjęcia zatrzymanych, leżących na ziemi cudzoziemców. - Rozumiem, że są procedury Straży Granicznej, ochrona granicy, ale polski premier zamieszczający obrazek upokorzonych ludzi, dolewa oliwy do ognia - mówi Czaban.
W niedzielę przed ośrodkiem w Czerwonym Borze (w którym nie było już Afrykańczyków - przyp. red.) protestowała grupa blisko stu osób. Na miejscu była policja - funkcjonariusze dowiedzieli się o pikiecie z mediów społecznościowych, na których ludzie "skrzykiwali" się, by przyjść pod ośrodek i wyrazić swój sprzeciw wobec migracji. Policja twierdzi, że było spokojnie, nikogo nie wylegitymowano.
W Czerwonym Borze od wielu dni regularnie pojawiają się politycy prawicy. Był m.in. Janusz Kowalski z Robertem Bąkiewiczem. Z kolei Jarosław Kaczyński w niedzielę w Wysokiem Mazowieckiem mówił, że w Czerwonym Borze - rzekomo - skończyło się poczucie bezpieczeństwa. "Co się dzieje na zachodzie Europy, to wszyscy państwo wiedzą, nie trzeba tego tłumaczyć. Czy ma się tak dziać także w naszym kraju? No ku temu, proszę państwa, idzie" - stwierdził Kaczyński.