,
Obserwuj
Świat

Trump nazwał Rosję "agresorem". Będzie przełom? "Nie chce wejść w buty Bidena"

3 min. czytania
15.09.2025 21:04

Czy Stany Zjednoczone rządzone przez Trumpa zmienią kurs wobec Putina? - Nie wykluczam scenariusza, w którym Stany Zjednoczone, w końcu zajmą bardziej stanowcze stanowisko, ale też z pewną ostrożnością interpretuję pojedyncze wypowiedzi prezydenta - mówił w TOK FM dr Marcin Fatalski z Uniwersytetu Jagiellońskiego. 

Władimir Putin i Donald Trump
Władimir Putin i Donald Trump
fot. Julia Demaree Nikhinson/Associated Press/East News

Donald Trump w końcu nazwał Rosję "agresorem" w wojnie z Ukrainą - podał portal Politico. Określenie padło, gdy Trump mówił, że "osiem tysięcy żołnierzy zginęło w tym tygodniu, z obydwu państw". - Trochę więcej z Rosji, ale gdy jesteś agresorem, tracisz więcej - powiedział prezydenta USA.

- Nie wykluczam scenariusza, w którym Stany Zjednoczone kierowane przez prezydenta Trumpa w końcu zajmą bardziej stanowcze stanowisko w tej całej kwestii, ale też z pewną ostrożnością interpretuję pojedyncze wypowiedzi prezydenta - komentował w TOK FM dr Marcin Fatalski z Instytutu Amerykanistyki i Studiów Polonijnych Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Przypomniał w tym kontekście, że zaledwie kilka tygodni temu, kiedy Biały Dom znów zaangażował do rozmów ws. wojny w Ukrainie Keitha Kellogga zamiast Steve'a Wiktoffa, to wszyscy powiedzieli: "O następuje zwrot w polityce amerykańskiej", "Mamy do czynienia z powrotem człowieka, który wie, o co chodzi w tym konflikcie, a nie tego słabo znającego się na Rosji przedsiębiorcy budowlanego". - I cóż z tego? Później przychodzi Alaska. Mamy do czynienia z sygnałami, ale nie ma tu żadnej ciągłości - podkreślił w "Wywiadzie politycznym", przypominając wizytę rosyjskiego dyktatora w USA.

Inna rzecz, że wcześniej Trump mówił też o tym, że "Ukraina nie może walczyć z jedną ręką związaną i trzeba dać jej możliwości działania na obszarze Rosji". - I znów były wokół tego spekulacje, co to będzie oznaczało z punktu widzenia polityki amerykańskiej. Ale zasadniczego zwrotu nadal nie mamy - dopowiedział gość TOK FM.

"Konsekwencji politycznych nie widać"

Tymczasem w sobotę prezydent Stanów Zjednoczonych zadeklarował, że jest gotów nałożyć silne sankcje na Rosję, ale pod warunkiem, że wszystkie kraje Sojuszu przestaną kupować rosyjską ropę. Jednocześnie przekonywał też, że nałożenie przez wszystkie pozostałe kraje NATO ceł na Chiny w wysokości od 50 do 100 proc. to kolejny czynnik, który pomoże zakończyć wojnę w Ukrainie. Zdaniem amerykańskiego prezydenta Chiny "mają silną kontrolę, a nawet wpływ na Rosję, a te potężne cła złamią tę zależność".

W ocenie gościa TOK FM w efekcie Stany Zjednoczone, paradoksalnie, tu i teraz wywarły nacisk nie na Chiny, które kupują rosyjską ropę, ale na Indie. - Te zostały skłonione do zainicjowania odwilży w stosunkach z Chinami, co nie jest na rękę Stanom Zjednoczonym - dopowiedział.

A to tym bardziej, jak dodał, że zaledwie kilka tygodniu temu odbył się "szczyt przywódców osi antyamerykańskiej". Chodzi o wrześniowe spotkanie przywódców Rosji, Chin i Korei Płn., o którym to spotkaniu sam prezydent Trump powiedział, że to "knucie przeciwko Stanom Zjednoczonych". - Tyle tylko, że i z tych słów prezydenta niestety nikt nie wyciąga wniosków. Konsekwencji politycznych jak nie było, tak nie ma - podkreślił rozmówca Karoliny Lewickiej. 

Redakcja poleca

"Trump nie chce wejść w buty Bidena"

Co jeszcze można wyczytać z ostatnich wystąpień Donalda Trumpa? 

Zdaniem dr. Fatalskiego, pokazują one, że Trump zachowuje "pewną powściągliwość, mimo że jest bojowy w kwestii ceł", po drugie - widać granice potęgi amerykańskiej. - Choć Europa panicznie bała się ceł, uległa pod wieloma względami prezydentowi Trumpowi w tym zakresie. Tyle, że z drugiej strony prezydent nie jest w stanie zmusić Europy do zaakceptowania swoich warunków negocjacyjnych ze wstępnych rozmów ukraińsko-rosyjskich. Ostatecznie przyjął perspektywę europejską, a przynajmniej pogodził się z nią milcząco - podkreślił. 

Redakcja poleca

Ekspert przypomniał, że sam Donald Trump zaledwie kilka tygodni wcześniej powiedział na konferencji prasowej, że ma wątpliwości co do skuteczności ceł wtórnych. - On ma świadomość, że musiałby przeorientować swoją politykę, użyć innych instrumentów, a nie chce ich używać. Dlaczego? Bo nie chce wejść, mówiąc obrazowo w buty prezydenta Bidena. Dla niego to jest cały czas jego wojna - podsumował gość "Wywiadu politycznego"

Źródło: TOK FM