,
Obserwuj
Kultura

Żulczyk i Strachota o trzeźwości. Przypominają historię znanego aktora. "Zawsze musisz być czujny"

oprac. Katarzyna Rogowska tokfm.pl
6 min. czytania
30.11.2025 19:44

"Ogólnie ci wolno. Wolno ci czuć głód. Wolno ci mieć nawrót. Wolno ci się złamać. Wolno ci zrobić coś niemądrego. Powiem teraz największą herezję - ej, wolno ci nawet zapić i zaćpać. Nie musisz tego robić. Masz te dwadzieścia cztery godziny przed sobą, i lepiej, abyś bez względu na okoliczności przeżył je na trzeźwo. Ale, k***a, wolno ci! I to nie będzie koniec świata (...)". Prezentujemy fragment książki pt. "Co ćpać po odwyku" autorstwa Jakuba Żulczyka i Juliusza Strachoty.

fot. Hubert Bierndgarski- REPORTER/Adam Stępien / Agencja Gazeta

Poniższy fragment pochodzi z książki pt. "Co ćpać po odwyku" autorstwa Jakuba Żulczyka i Juliusza Strachoty wydanej 15 września 2025 roku nakładem wydawnictwa Newhomers.

Trzeźwa higiena

Strachota Zabrzmi to jak herezja, ale ciężko mi z pełną powagą po tych nastu latach zajmować się trzeźwością w rozumieniu takim, że nieustannie zagraża mi alkohol. "Trzeźwe życie" jest jednak dobrym określeniem życia, które chcę prowadzić. No i tu mam zestaw różnych rzeczy, które mi w tym pomagają. W tym roku wprowadziłem na przykład wielkie zmiany, które sprawiają, że z pewnym pobłażaniem patrzę na swoją dotychczasową ścieżkę duchową. Bo, k***a, jaki debil przez lata medytuje, a nie suplementuje kwasów omega-3 czy witaminy D. No ja.

Mimo to medytacja to moje pierwsze i podstawowe narzędzie kontaktu z tym, co naprawdę jest. A co do tych kwasów omega-3, to jakiś czas temu musiałem zrobić rewizję swojego postępowania, bo ciągle byłem zmęczony i czułem się chory. Wprowadziłem ileś zmian i efekty przyszły bardzo szybko. Takie rewizje swojego postępowania to też jest dla mnie trzeźwe życie. Bo przecież co chwilę ląduję w jakichś koleinach.

Sprawdź, czy wiesz, co ważnego wydarzyło się w mijającym tygodniu. Tylko najbardziej zorientowani udzielą więcej niż 8 dobrych odpowiedzi...

Quiz: Myślisz, że jesteś na bieżąco? Sprawdź się w quizie o najważniejszych wydarzeniach ostatniego tygodnia!

Ukończ quiz i odbierz nagrodę do -40% na TOK FM Premium!

Zniżka zależy od uzyskanego wyniku.

Poprawnych odpowiedzi Zniżka
  • 100% -40%
  • 81-99% -30%
  • 61-80% -25%
  • 41-60% -20%
  • 0-40% -10%
  • Promocje nie łączą się.

    Progi nagród Strzałka rozwiń
    1/10 Na początku coś prostego. Jaki afrykański kraj odwiedzili w tym tygodniu przywódcy państw Unii Europejskiej, w tym Donald Tusk?

    Żulczyk Kurczę, jakiś wiarus z AA mógłby ci teraz wytknąć pychę. Bo alkohol grozi ci zawsze i wszędzie! Mało to było takich historii, że komuś gacie pękły po dwudziestu pięciu latach, bo akurat przechodził obok monopolowego i flaszkę kupił, jak szedł na imieniny do brata? A pamiętasz historię wybitnego aktora Philipa Seymoura Hoffmana? Zaćpał się heroiną po dwudziestu latach abstynencji, co więcej, miał skitraną tę heroinę przez dwadzieścia lat, policjanci rozpoznali na samarze znaczek asa pik, popularny w latach dziewięćdziesiątych. Okropne, co nie? Zawsze musisz być czujny, nie znasz, k***a, dnia ani godziny!

    A ja myślę, że jest alternatywa dla tej czujności, dla tego ciągłego lęku, rozkminiania, czy ja się przypadkiem gdzieś nie odpalę, nie na***ię, zwłaszcza w tej Trudnej Sytuacji, która na pewno się prędzej czy później wydarzy. Tą alternatywą jest oczywiście medytacja, o której mówisz, czyli zderzanie się z samym sobą w wersji sauté. Do tego robota nad sobą, analizowanie tego, skąd się wziął ten mój ból, bycie w nim, patrzenie mu w oczy. Dalej: ersatze używek, działania, które mają cię uspokoić, wyciszyć, zbić ci kortyzol. Gdy zaczyna mi od*****ać, gdy zaczynam się bać, to idę na trening albo piekę się w saunie. Albo na pół godziny kładę się na macie z kolcami, z relaksującą muzyką w uszach. Od razu jest mi lepiej - dopamina, oksytocyna, kot na kolanach, zero potrzeb.

    Na koniec, oczywiście, potrzebne jest samo zrozumienie mechanizmu uzależnienia: że ja latam z wywieszonym ozorem za ulgą, czymkolwiek ta ulga jest.

    Wszystko to wydaje mi się nawet ważniejsze niż ten mityczny HALT, który oczywiście też jest ważny.

    "Co ćpać po odwyku", Jakub Żulczyk, Juliusz Strachota
    fot.

    Newhomers

    Strachota Ta pycha, którą, jak twierdzisz, wytknąłby mi wiarus z AA, to po prostu dobre nawyki. To tak jak z jeżdżeniem samochodem: na początku myślałem o każdym ruchu, spojrzeniu, antycypowałem zmianę biegu, a po dość krótkim czasie zauważyłem, że to wszystko odbywa się w tle. I nie znaczy, że wynika z tego jakiś problem, że to jest zepchnięte do pewnego automatyzmu. Więc jaka pycha, stary wiarusie, jak ja od dwunastu lat nie chodzę na imprezy, nie zadaję się z czynnymi alkoholikami, ruguję ich z życia, jak się da, śpię prawie osiem godzin, medytuję, jem regularnie i tak dalej. Tu nic się nie poluzowało przez lata.

    A że nie znam dnia ani godziny, to oczywiście racja, ale dotyczy to w równym stopniu uzależnienia i przechodzenia przez ulicę. Trzeba uważać, jasne. A czy jak ktoś mi nagle umrze albo dostanę raka, to mnie nie przeciągnie na tamtą stronę? No, stary wiarusie z AA: k***a, nie wiem.

    Nie od rzeczy zresztą w AA jest program dwudziestu czterech godzin - polegający na skupieniu się na obecnym dniu abstynencji, bez myślenia o przyszłości lub przeszłości; o tym zresztą napisał nasz wspaniały Łukasz Tchórzewski, autor książki "Nie pij dziś!" Higiena zawsze dotyczy bieżącego dnia.

    Natomiast co do medytacji: ostatnio mam taką obserwację, że bez HALT-u i paru innych rzeczy to właśnie ona bywa ucieczką. Może być relaksem. Może dawać wgląd. Może cię przywracać do tu i teraz. Ale medytacja, tak jak ja ją rozumiem, to tylko wycinek pewnego programu. W AA jest dwanaście kroków. W buddyzmie osiem. Medytacja to tylko jeden z nich.

    Myślę, że na każdego działa coś innego, ale bez pewnej dozy swobody, luzu skazujemy się na nieustanne poczucie zagrożenia.

    Redakcja poleca

    Żulczyk  A to nieustanne poczucie zagrożenia wprowadza cię w ciągłe napięcie, a na ciągłe napięcie to najlepiej iść się na****ć albo wszamać xana, prawda?

    Ja się z tobą w pełni zgadzam, tylko chciałem zauważyć, że możemy mówić w podcastach i pisać w tej książce różne rzeczy, które będą odebrane jako herezje.

    No bo jak to będzie odebrane - Jezu, mnie alkohol już nie grozi?

    Tak, bo mnie nie grozi alkohol. Mnie grozi mój lęk przed własnymi emocjami. Mnie grozi moja niegotowość na prawdę, nieakceptowanie natury życia. Mnie grożą moje emocjonalne koleiny, które łatwo mogą wepchnąć mnie na błędny tor pod tytułem "o ja bidny maluśny, jak ten Jezusek w żłóbeczku". W anglosaskim AA mają to świetne powiedzonko: "Poor me, poor me, pour me a drink".

    Nie pamiętam kto, chyba jakaś polska aktorka ze starszej generacji zapytana o receptę na udane, wieloletnie małżeństwo odpowiedziała: "Dobrze jest czasami popatrzeć w lustro i powiedzieć do siebie: k***a, ciebie też na loterii nie wygrali". Ja bym dodał: i podać sobie przy tym rękę. Powiedzieć: tak, zestarzejesz się, umrzesz, wszystko minie, ale gdzieś tam w środku jesteś miłością. A teraz bierz torbę i idź na trening, ty leniwa k***o.

    PS Kocham cię, leniwa k***o.

    Strachota Nazywanie siebie k***ą jako element trzeźwej higieny, to mi bardzo pasuje. Kupuję to. Część rzeczy wynosi się z terapii, część odnajduje się samemu. I trzeba je świadomie powtarzać. Trenować uwagę. W tym uwagę na to, że się zapomniałeś i znasz objawy tego, że się zapomniałeś.

    Redakcja poleca

    Żulczyk Ta k***a to był taki pieszczotliwy żart. Bo tak naprawdę nie można siebie brzydko nazywać. Mike Tyson powiedział w swoim podcaście: "Nie wyzywaj samego siebie, mózg nie wie, że żartujesz". To ma być pieszczotliwe, tak jak dla jaj wyzywa się najlepszego kumpla, gdy obaj pękacie ze śmiechu.

    Miej dla siebie jakąś łaskę. Bo często ludzie po leczeniu nagle dostają takiej czapki, że muszą wszystko robić perfekcyjnie, na medal. Poddają się wewnętrznemu terrorowi motywowani lękiem, że zaraz zapiją, zaćpają, zagrają, że się odpalą. Znowu: od******l się od siebie, jak gadał Osiatyński.

    Lubienie siebie - to jest absolutna podstawa prawdziwej trzeźwej higieny.

    Strachota Z trudem to przyznam, ale ja lubię siebie. Mimo to uprawiam taką pokazową niełaskę - lubię się powyzywać, nazwać p******m. Wtedy wszyscy zlatują się, żeby mi to p******ie odebrać. Tylko jak mówię, że jestem p******y, to mam na myśli to, że jestem geniuszem. I tylko ja to rozumiem, bo to ja jestem geniuszem.

    Bo tak realnie to mam dla siebie trochę pobłażliwości. Dlatego, że s*******ę sos pieczarkowy. I dlatego, że w sekundę zapominam, o co mnie żona poprosiła. I dlatego, że wciąż mam w sobie dużo napięcia. Do higieny trzeźwej zaliczam to, że mi wolno być spiętym. Mam z tym luz.

    Żulczyk Wolno ci być spiętym, bo jesteś geniuszem, jak każdy!

    Ogólnie ci wolno. Wolno ci czuć głód. Wolno ci mieć nawrót. Wolno ci się złamać. Wolno ci zrobić coś niemądrego. Powiem teraz największą herezję - ej, wolno ci nawet zapić i zaćpać. Nie musisz tego robić. Masz te dwadzieścia cztery godziny przed sobą, i lepiej, abyś bez względu na okoliczności przeżył je na trzeźwo. Ale, k***a, wolno ci! I to nie będzie koniec świata, to nie będzie tragedia, nie zaczniesz od zera, bo już jesteś w procesie, bo byłeś we wspólnocie, bo masz narzędzia. Mało tego - będziesz okej, nieważne, co się stanie. Jesteś okej, bo się urodziłeś.

    Życie jest jedno, krótkie, kończy się najprawdopodobniej zgaszeniem światła. Najgorsze, co można robić, to w siebie walić na odlew, zmuszać się do wszystkiego. Nikt nie wystawi nam nigdy dobrej oceny. Oprócz tych, którzy nas pokochali, wszyscy mają nas w d***e.

    To jest podstawa trzeźwej higieny. Dystans. Poczucie własnej sprawczości. Akceptacja siebie. Zdrowe jedzenie, nawadnianie się, sen, sport - one przychodzą później. Bo bez dystansu i sympatii do siebie za*****y się tymi treningami i rutynami tak, jak z********y się alkoholem.

    Posłuchaj: