,
Obserwuj
Ludzie

"A co ty wiosnę straszysz?". Lekarka o błędach, przez które chorujemy

4 min. czytania
27.03.2026 10:25

- Prognozy przewidują wysyp grypy jeszcze przed nami (...). Spokojniej może być dopiero za miesiąc. Tylko co z tego, skoro wtedy zacznie się borelioza - mówi w rozmowie z tokfm.pl dr Katarzyna Świątkowska. 

Pacjent podczas badania
Pacjent podczas badania
fot. Mateusz Kotowicz/REPORTER
  • Duża liczba pacjentów w przychodni to przede wszystkim efekt przeziębień, "w drugiej kolejności potwierdzonych testami: gryp i RSV"; 
  • Czym tłumaczyć wysoką liczbę chorych w ostatnich dniach?
  • Czy zmiana pogody przyniesie odwrócenie tego trendu? 
  • A jak zwiększyć odporność tu i teraz, by nie łapać infekcji? Na wszystkie te pytania w rozmowie z tokfm.pl odpowiada dr Katarzyna Świątkowska. 

Mimo cieplejszych dni przychodnie odnotowują wzmożony ruch, często porównywalny do szczytów sezonu grypowego. Trend ten potwierdza w rozmowie z tokfm.pl dr Katarzyna Świątkowska. 

- Mnóstwo jest pacjentów kaszlących, kichających, z bólem gardła, głowy i całego ciała, a także z gorączką. To głównie przeziębienia, w drugiej kolejności potwierdzone testami: grypa i RSV - mówi autorka serii książek "Mity medyczne, które mogą zabić". Choć zaznacza, że RSV można wykryć tylko przez dwa pierwsze dni od zakażenia, kiedy wirus jest wysoko w nosogardzieli. Nie jest więc wykluczone, że przypadków zachorowań może być więcej.

Lekarka przyznaje, że sama ma teraz 20-30 pacjentów dziennie. - To bardzo dużo. Lekarz nie powinien więcej przyjmować, bo po prostu się nie da. Tym bardziej, że w grafiku jest przewidziane 15 minut na jednego pacjenta. A to i tak mało, by dokładnie go zbadać, przeprowadzić szczegółowy wywiad, sporządzić dokumentację potrzebną w razie kontroli, wypisać recepty i dać zalecenia - podkreśla. 

"A co ty wiosnę straszysz?!"

Czym tłumaczyć wysoką liczbę chorych w ostatnich dniach? Dla Świątkowskiej powód jest jeden. 

- Czynnikiem sprzyjającym jest tu wyziębienie górnych dróg oddechowych: nosa i jamy ustnej. Jeżeli nagle się rozbieramy, czytaj: zrzucamy zimowe ubrania i wychodzimy na zewnątrz, a tu się okazuje, że temperatura wcale nie jest za wysoka, to będzie to sprzyjało temu, że wirusy będą nas bardziej atakować - tłumaczy. 

Dopytywana w tym kontekście, czy duże wahania temperatur między nocą a dniem też mogą wpływać na wychłodzenie organizmu i tym samym osłabienie błon śluzowych nosa i gardła, odpowiada krótko: "Nie spotkałam się z takimi badaniami".

- To nadal związane jest bardziej z tym, że nastawiamy się, że będzie ciepło lub zimno i nie trafiamy z ubiorem. Przecież część z nas już wyrzuciła czapki i szaliki. Nawet słyszę od pacjentek: "Przyszłam w czapce, ale jak mnie sąsiadki zobaczyły, to powiedziały: A co ty wiosnę straszysz?!". Zresztą, żeby nie szukać daleko, moja córka usłyszała to samo od sąsiada - dodaje. 

Zamknięte pomieszczenia nie sprzyjają

Co jeszcze wpływa na wysoką liczbę infekcji? W ocenie Świątkowskiej fakt, że nadal dużo czasu spędzamy w zamkniętych pomieszczeniach. Szczególnie trudne dla organizmu są te, w których powietrze jest suche - to sprzyja osłabieniu odporności, bo wysusza błonę śluzową nosa. 

- A co z opiniami innych lekarzy, którzy mówią, że duża liczba infekcji ma związek z osłabieniem organizmu po zimie, brakiem słońca i niższym poziomem witaminy D? - dopytuję. 

- Nie spotkałam się z takimi badaniami - odpowiada krótko lekarka. - Słońce nie ma nic do tego. Nawet w słonecznej Kalifornii, co pokazały badania prowadzone na tamtejszym uniwersytecie, siatkarze plażowi mieli jej niedobory. Jedno na drugie się nie przekłada - dodaje dr Świątkowska. 

"Spokojniej dopiero za miesiąc"

Z długoterminowej prognozy pogody wynika, że z ciepłą i bardzo słoneczną pogodą musimy się na chwilę pożegnać. Już w marcu mamy ochłodzenie, które ma się utrzymać przynajmniej do Wielkanocy. Synoptycy podkreślają, że niewykluczone są też opady mieszane, czyli np. deszcz ze śniegiem, z kolei w same święta "lokalnie napłyną arktyczne masy powietrza". 

Lekarka - pytana wprost, czy infekcji jest więcej zimą, czy wczesną wiosną - odpowiada krótko: "To zależy od roku".

- Słyszałam, że prognozy przewidują wysyp grypy jeszcze przed nami, choć najwięcej potwierdzonych zakażeń przypada przeważnie na styczeń-luty. Stąd zakładam, ale też nie na podstawie dowodów naukowych, że spokojniej może być dopiero za miesiąc. Tylko co z tego, skoro wtedy zacznie się borelioza - przyznaje moja rozmówczyni. 

Spadek infekcji o ok. 30 proc.

A jak zwiększyć odporność tu i teraz, by nie łapać infekcji? Świątkowska radzi - po pierwsze - ruszać się, bo regularna, umiarkowana aktywność fizyczna wzmacnia układ odpornościowy, co zostało też naukowo udowodnione. - Jak jesteśmy aktywni, to aktywny jest też nasz układ odpornościowy, czyli zwiększa się produkcja komórek odpornościowych, w tym limfocytów i makrofagów oraz poprawia się krążenie, co ułatwia walkę z infekcjami - zapewnia. Zastrzega, że wystarczy np. 30 minut spaceru dziennie. 

- Po drugie: często myć ręce. Były badania - bardzo ciekawe - przeprowadzone w USA, podczas których nadzorowano żołnierzy, by ci robili to co najmniej pięć razy dziennie. Okazało się, że liczba infekcji górnych dróg oddechowych spadła wtedy o ok. 30 proc. To mocne dowody - wskazuje autorka serii książek. 

Do tego radzi zadbać o układ odpornościowy, w tym także o odpowiedni poziom witamin. Ale, jak od razu dodaje, niekoniecznie kupować suplementy, bo najpierw potrzebna jest kontrola stężenia witamin we krwi.

Zwraca przy tym uwagę, że każdy ma inne zapotrzebowanie chociażby na witaminę D, przy czym w dużej mierze zależy to od ilości tkanki tłuszczowej, bo ta "więzi witaminę D". Czytaj: osoby z zwiększą ilością tkanki tłuszczowej mają na nią większe zapotrzebowanie. 

- Dalej: to przede wszystkim wysypianie się, unikanie wyziębienia i stresu. Stąd jak przychodzi pacjent z infekcją wirusową, to zawsze mówię: "Mamy wirusa, a na to antybiotyki nie działają. Teraz układ odpornościowy pana/ pani musi go zwalczyć, żeby nie doszło do nadkażenia bakteryjnego. A żeby go zwalczyć, trzeba siedzieć w ciepłym, nie stresować się, wysypiać". Normą jest osiem godzin, ale ilość snu zależy też od wieku i aktywności w ciągu dnia - tłumaczy. 

Podkreśla też, że - co do zasady - infekcja trwa około siedmiu dni, przy czym dopiero czwartego dnia mamy przeciwciała na tego konkretnego wirusa, który nas zaatakował. - Przy czym wirusów dających bardzo podobne objawy jest 200-300. Dlatego prawdziwe jest też powiedzenie: Leczone przeziębienie trwa siedem dni, a nieleczone - tydzień - podsumowuje w tokfm.pl. 

Źródło: TOK FM 

Redakcja poleca