Depresje, nerwice i przemoc w szkołach. "To był najtrudniejszy rok od wybuchu wojny"
- To był najtrudniejszy rok od wybuchu pełnoskalowej wojny w Ukrainie. Ludzie mają już zapewnione podstawowe potrzeby bytowe i nagle okazuje się, że gdzieś zgubili moment, w którym powinni zająć się zdrowiem psychicznym swoim i swoich dzieci - mówią psycholożki, które pomagają uchodźcom.
- Zdrowie psychiczne uchodźców wymaga pilnej uwagi;
- W 2025 roku w lubelskim Baobabie udzielono 1129 konsultacji psychologicznych dziecięcych i ponad 800 dla dorosłych;
- Psychologowie pomagają całym rodzinom uchodźców;
- Przemoc w szkołach to codzienność dzieci uchodźców;
- Dzieci borykają się z traumą i przemocą rówieśników.
24 lutego miną cztery lata od pełnoskalowego ataku Rosji na Ukrainę. Końca wojny nie widać. W Polsce mieszka wielu uchodźców, którzy uciekli przed agresją. To głównie kobiety i dzieci. Wiele z nich wciąż jest w traumie. U niektórych uchodzczyń dopiero teraz pojawiają się oznaki depresji, stanów lękowych czy stresu pourazowego.
- Na początku ludzie szukali dla siebie miejsca, pracy, domu, chcieli się jakoś zaaklimatyzować w nowych realiach. A dziś [gdy te podstawowe potrzeby udało się zabezpieczyć - red.] pewne rzeczy wychodzą na światło dzienne. Aktualnie mamy naprawdę dużo dzieci, nastolatków, ale i dorosłych, którzy przychodzą z nerwicami czy depresjami. Pojawiają się nastolatkowie z próbami samobójczymi, samookaleczeniami. Są też dzieci, które przez stres mają różne objawy psychosomatyczne, natrętne myśli, koszmary senne - opowiada TOK FM psycholożka Anastasiia Savchenko, która pracuje z dziećmi w lubelskim Baobabie. To centrum integracyjne, które wspiera Ukraińców w różnych dziedzinach życia.
Prawie 2 tysiące konsultacji z psychologiem
W ubiegłym roku psycholożki udzieliły tutaj aż 1129 konsultacji dziecięcych i 805 - dla dorosłych. Odbyło się też 138 warsztatów grupowych. - To był najtrudniejszy rok od wybuchu pełnoskalowej wojny w Ukrainie. Ludzie mają już zapewnione podstawowe potrzeby bytowe i nagle okazuje się, że gdzieś zgubili moment, w którym powinni zająć się zdrowiem psychicznym swoim i swoich dzieci - mówią psycholożki Anastasiia Savchenko i Bożena Kajdan.
Plus jest taki, że ludzie rzeczywiście przychodzą po pomoc, niekiedy całymi rodzinami. - Otwieram drzwi, a tam matka i dwoje dzieci. I każde z nich potrzebuje pomocy. Różnej - opowiada psycholożka Iryna Yarets, która sama przyjechała do Polski w obliczu wojny. - Daję ludziom narzędzia i uczę metod. Tu praktykujemy, uczymy się, jak je właściwie stosować, aby potem osoba sama potrafiła sobie pomóc. Jest też szansa, że nauczy jeszcze kogoś: osobę z rodziny, przyjaciela - dodaje.
Problem z przemocą w szkołach
Po pomoc - jak słyszymy - przychodzą m.in. dzieci z przejawami agresji i buntem wobec świata, ale też nastolatkowie z powracającym wspomnieniami wojny czy nieprzepracowaną żałobą po kimś bliskim, kto na tej wojnie zginął. Do psychologów w Baobabie zgłaszają się również dzieci, które doświadczyły w szkole bullyingu, przemocy ze strony rówieśników. - Sytuacje są bardzo różne, często trudne - nie kryją w rozmowie z nami psycholożki. - Te dzieci zostały wrzucone na głęboką wodę, do nowych szkół, nowych społeczności, z nowym językiem. Nie zawsze umiały się odnaleźć. Część z nich ma do dziś problem z nawiązaniem relacji, pojawia się przemoc rówieśnicza, konflikty. Próbujemy temu zaradzić - opowiadają nasze rozmówczynie.
- Te sytuacje przemocowe to nasza codzienność, to jest też codzienność w szkołach i z tym pracujemy najwięcej - przyznaje Wiktoria Dudek, członkini Stowarzyszenia Homo Faber. W wielu placówkach w Lublinie odbywają się specjalne lekcje na rzecz antybullyingu. Eksperci z Baobabu pracują z dziećmi, z nauczycielami i rodzicami, jak radzić sobie z przemocą. W 2025 roku w szkoleniach udział wzięło ponad 600 nauczycieli i ponad 100 uczniów i uczennic. Analizowano czynniki sprzyjające przemocy, szukano sposobów na to, jak sobie z nią radzić, opracowywano strategie i programy profilaktyczne. - Nie uważamy, że nasze wejście na 45 minut do klasy coś zmieni, ale staramy się wspierać zarówno społeczność klasową, jak też kadrę pedagogiczną - mówi Dudek.
Pytana, czy w sporach między dziećmi pojawia się temat wojny, odpowiada, że tak. - Na przykład gdy mamy klasę podzieloną konfliktem na tle narodowościowym. Wtedy zdarza się, że polscy uczniowie „przypominają” ukraińskim dzieciom, skąd są, i rzucają jakimiś trudnymi komentarzami. Mam poczucie, że to są najczęściej komentarze zasłyszane od osób dorosłych - niejednokrotnie pełne mowy nienawiści czy wykluczające i dyskryminujące - opowiada Wiktoria Dudek.
Źródło: TOK FM