,
Obserwuj
Ludzie

"Przychodzą i mówią, że mają krótki lont". Dlaczego tak łatwo wybuchamy?

3 min. czytania
08.11.2025 07:00

Coraz więcej osób zgłasza się do specjalistów, bo zauważa u siebie problemy z agresją. - Jest za dużo sytuacji stresowych, za dużo bodźców, a za mało czasu na to, żeby dojść do siebie. W konsekwencji jesteśmy tak przestymulowani, że to, co wychodzi z nas na zewnątrz, to właśnie agresja - mówi TOK FM psychiatrka Maja Herman.

Psychiatrka Maja Herman
Psychiatrka Maja Herman
fot. PIOTR KAMIONKA/REPORTER
  • Coraz częściej w przestrzeni publicznej słyszymy o różnych zachowaniach agresywnych;
  • Dr Maja Herman zwraca uwagę, że z problemem agresji zgłasza się do niej coraz więcej pacjentów;
  • Ekspertka mówi, że jesteśmy przebodźcowani. Wskazuje, jak można spróbować sobie z tym radzić;
  • Rośnie w nas agresja - to temat tego weekendu w Radiu TOK FM.

W centrum Warszawy  mężczyzna z nożem terroryzował przechodniów na Starym Mieście, udało się go zatrzymać. Wcześniej - również w Warszawie -  doszło do ataku na biuro Platformy Obywatelskiej przy ul. Wiejskiej. Jeden z napastników rzucił butelką z łatwopalną substancją w drzwi, a drugi próbował je podpalić. Nikomu na szczęście nic się nie stało.  Był też atak na kierowcę autobusu w Warszawie - mężczyzna najpierw coś wykrzykiwał, a potem rzucił się na kierowcę i zaatakował go gazem. - Takich zdarzeń jest coraz więcej, bo narasta w nas agresja - mówią psychoterapeuci i psychiatrzy. 

Widzi to także dr Maja Herman, psychiatrka, psychoterapeutka, ekspertka w Radzie do spraw Zdrowia Psychicznego przy Ministerstwie Zdrowia. - W zasadzie wszyscy mają tę samą trudność: jest za dużo sytuacji stresowych, za dużo bodźców, a za mało czasu, by dojść do siebie. W konsekwencji jesteśmy tak przestymulowani, że to, co wychodzi z nas na zewnątrz, to agresja - wyjaśnia w rozmowie z TOK FM. - Pacjenci, z którymi rozmawiam, mówią często o takim "krótkim loncie". Opowiadają, że kiedyś naprawdę trzeba było wiele [zrobić], żeby wybuchnąć i się wyzłościć albo nawrzeszczeć na kogoś. A dziś wyprowadzają ich z równowagi drobnostki. Oni wybuchają, krzyczą na bliskich, w tym na dzieci, i są tym często zaszokowani - dodaje.

"A może temat agresji jest również o mnie?"

Jak podkreśla, często w trakcie rozmów z pacjentami pojawia się także wątek zachowań agresywnych w otoczeniu. - Że jeden na drugiego krzywo patrzy, że niektórzy tylko czekają, by wszcząć awanturę czy coś przykrego komuś powiedzieć albo zrobić - wylicza Herman. - I ta agresja w społeczeństwie powoduje, że poszczególni ludzie też stają się agresywni. Bywa, że w ogóle tego do siebie nie dopuszczają. Słyszą na przykład od bliskich: "Coś się z tobą dzieje, nigdy się tak nie zachowywałeś", ale sami tego nie widzą - dodaje. 

Herman przyznaje, że wiele osób - słysząc taki komunikat - broni się i wypiera. - Ale żeby sobie pomóc, warto usiąść i pomyśleć: "A może temat agresji jest również o mnie?" (...). Agresja sama z siebie się nie zatrzymuje. I to jest kluczowe, by ją zobaczyć i spróbować - czy to sobie samemu, czy komuś bliskiemu w takiej sytuacji pomóc - tłumaczy gościni TOK FM. 

Według naszej rozmówczyni codziennemu przebodźcowaniu nie pomagają media społecznościowe, ciągłe scrollowanie treści, które mają w nas wywołać określone emocje. Na samopoczucie wpływa też praca ponad siły, niewłaściwe odżywianie, życie pod presją. W konsekwencji mamy do czynienia z agresją w związkach, w szkole - między rówieśnikami, w relacjach koleżeńskich, ale też np. na drodze - wśród kierowców. 

Maja Herman
fot.

Anna Gmiterek-Zabłocka

Jak sobie z takim przebodźcowaniem radzić?

Nasza rozmówczyni przyznaje, że wielu pacjentom "wypisuje" tzw. ósemkę Herman. - To zdrowy sen i jego odpowiednia ilość, nawodnienie, zbilansowana dieta, aktywność fizyczna, zakaz spożywania substancji psychoaktywnych, higiena cyfrowa, kontakty towarzyskie i spotkania z naturą - wylicza. - Jeśli te punkty zastosujemy na co dzień, to jesteśmy w domu - dodaje. Pacjenci, jak mówi, często nie dowierzają. Proszą o dodatkowe zalecenia. - Tymczasem życie według tych zasad jest jedną z trudniejszych rzeczy, bo tylko tak łatwo się je wymienia jednym tchem, ale w zastosowaniu to wcale nie jest łatwe - tłumaczy. 

 - Bardzo chciałam, by do szkół weszła powszechna edukacja zdrowotna. Fatalnie, że jest nieobowiązkowa i stała się tematem politycznym. Bo jako psychiatrka jestem przekonana, że rozwiązałoby to pewne problemy - uważa dr Herman. 

W liceach i technikach w Warszawie z edukacji zdrowotnej - jak informował stołeczny ratusz - zrezygnowało aż 86 procent uczniów. W szkołach podstawowych jest nieco lepiej, bo tam wypisało się 57 procent dzieci. 

Źródło: TOK FM