Sędzia kazał zdjąć nakrycie głowy chorej kobiecie. "Nigdy nikt mnie tak nie potraktował"
Czy nakrycie głowy narusza powagę sądu? Zdaniem sędziego Sądu Okręgowego w Lublinie - tak. Problem w tym, że sprawa dotyczy fotoreporterki chorej na łysienie bliznowate. - Wiele razy bywałam w sądach i nigdy nikt mnie tak nie potraktował - mówi TOK FM Iwona Burdzanowska.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Czym jest łysienie bliznowate?
- Jak sytuację komentują jej świadkowie?
- Co do powiedzenia ma rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Lublinie?
Iwona Burdzanowska jest fotoreporterką, przez wiele lat robiła zdjęcia dla "Gazety Wyborczej", od 2012 roku działa jako "wolny strzelec". Ma w swoim dorobku zdjęcia prezydentów i premierów, posłów, samorządowców, aktorów, wokalistów. Jeździ na międzynarodowe kongresy, spotkania głów państw, ale też na konferencje prasowe czy rozprawy sądowe.
Tak też było 5 marca. Iwona przyszła do Sądu Okręgowego w Lublinie na ogłoszenie wyroku w sprawie wytoczonej wojewodzie lubelskiemu za to, że po objęciu urzędu zdjął krzyż w Sali Kolumnowej Urzędu Wojewódzkiego. - Wszystko było tak, jak zawsze. Razem z innymi dziennikarzami wystąpiliśmy do sądu z wnioskiem m.in. o możliwość nagrywania dźwięku czy robienia zdjęć. Podeszłam do stołu sędziowskiego, pokazałam swoją legitymację - opowiada fotoreporterka.
Kobieta od ponad 10 lat zawsze nosi nakrycie głowy - wszystko przez chorobę - łysienie bliznowate. Czapka czy niewielki kapelusz stały się jej nieodłącznym atrybutem, jest w nich na wszystkich wydarzeniach, które zawodowo obsługuje. I nigdy nikt nie zwrócił jej z tego powodu uwagi. Aż do teraz.
- Pan sędzia spytał mnie, że czy to się godzi w takim kapeluszu być na sali sądowej? W pierwszej chwil nie wiedziałam, o co chodzi. Kapelusz był ładny, czarny, bez żadnych ozdób czy wzorów. Pokazałam mu moją ogoloną głowę z bliznami i zapytałam, czy tak będzie lepiej. Powiedział, że tak. Zdjęłam więc kapelusz, bo sądowi nie można się sprzeciwiać - opowiada fotoreporterka. Jak mówi - odebrała to jednoznacznie. - Po pierwsze, moje musi być mojsze. A po drugie, jestem sąd, mam tu władzę, czuję się obrażony i proszę zdjąć czapkę, bo ona uchybia powadze.
Iwona Burdzanowska przyznaje, że zdejmuje nakrycie głowy na lotnisku, gdy przechodzi przez kontrolę bezpieczeństwa. - Ale to trwa wtedy dosłownie chwilę - opowiada nasza gościni. - Oczywiście, mogłabym chodzić w peruce. Ale po pierwsze, nie czuję takiej potrzeby, czapka mi wystarcza. A po drugie, jestem alergikiem i gdy zdarzy mi się założyć perukę, zaraz pojawiają się problemy skórne. Dlatego wolę tego nie robić - wyjaśnia. Jak poczuła się na sali rozpraw? - Zdziwiłam się, zaskoczyło mnie to. Wiele razy bywałam w sądach i nigdy nikt tak się do mnie nie odezwał, nikt mnie tak nie potraktował - opowiada.
Jak dodaje, ton wypowiedzi sędziego Arkadiusza Śmiecha był stanowczy - tak go odebrała. - I pomyślałam sobie o godności. Tak się zastanowiłam, że tej godności chyba panu sędziemu nie potrzeba, że wszyscy jesteśmy niegodni. Dlatego ze złości zrobiłam sobie selfika i zamieściłam wpis na Facebooku, który odbił się szerokim echem. Gdyby nie było takiego ładunku emocjonalnego w wypowiedzi pana sędziego, to pomyślałabym sobie, że ma zły dzień, może się pomylił, może nie dałam mu większej szansy, żeby się z tego wycofał. Ale pan sędzia nie miał ochoty się wycofywać, więc proszę bardzo - dodaje.
Jak mówi, nie wstydzi się swojej choroby. - Nawet na własnym rozwodzie byłam w takim kapelutku, i też sąd nie miał nic przeciwko temu. Jak się poczułam? Nazywając to wprost - poczułam się łyso. Problem jest taki, że skórę na głowie mam taką, jakby to była blizna świeżo zagojona - to jest taka choroba. Nie wiem, w czym był problem. Być może w panu sędzim - dodaje Iwona Burdzanowska. - Prosiłabym o więcej empatii i zrozumienia dla innych. Ktoś, kto się mieni elitą intelektualną, bo tak grupa zawodowa sędziów jest postrzegana, mógłby się zachowywać jak elita. Chociaż trochę - podsumowuje Iwona.
Na ogłoszeniu wyroku był też dziennikarz Radia Zet, Mateusz Kasiak. Nie kryje, że cała sytuacja była mocno niezręczna. - Byłem zaskoczony i zdumiony, że takie słowa padły z ust sędziego. Mógł delikatnie zapytać o nakrycie głowy, o powody, a nie w ten sposób - że to urąga powadze sądu. Jak ktoś porusza się o kulach czy na wózku, przychodzi do sądu w maseczce albo w jednorazowych rękawiczkach, z powodu choroby czy niepełnosprawności, to też jest to obraza dla sądu? - pyta dziennikarz. I dodaje, że w jego ocenie sądowi zabrakło empatii i wrażliwości. - Wiemy, jak wiele osób jest chorych na nowotwory, są po chemioterapii, chodzą w chustce na głowie czy w czapce. Najważniejszy jest szacunek - dodaje dziennikarz.
''O godności zapomniano"
Piotr Skrzypczak jest ekspertem od praw człowieka, działa w Stowarzyszeniu Homo Faber, od lat współprowadzi Latający Uniwersytet Praw Człowieka. Słysząc o historii Iwony, przywołuje Konstytucję. - W art. 30 czytamy tak "Przyrodzona i niezbywalna godność człowieka stanowi źródło wolności, praw człowieka i obywatela. Jest ona nienaruszalna, a jej poszanowanie i ochrona jest obowiązkiem władz publicznych". W innym miejscu Konstytucja mówi, że sąd jest władzą publiczną. Więc to sąd powinien nie dość, że być wrażliwy i szanować godność ludzi, to jeszcze stać na straży ludzkiej godności. Więc dla mnie jest to przykład łamania praw człowieka - mówi w TOK FM Piotr Skrzypczak.
Sędziowie, z którymi rozmawiamy, nie chcą wypowiadać się pod nazwiskiem. Nieoficjalnie przyznają jednak, że sędzia "przegiął". - Oczywiście, są zasady dotyczące tego, że nie powinno się przychodzić na rozprawę w krótkich spodenkach czy w sukience, która odsłania niemal wszystko. Ale często sąd nie zwraca na to uwagi, przymyka oko. A tu - nakrycie głowy było tak bardzo obrażające? Przecież naprawdę nietrudno się domyślić, że ktoś może być chory, stąd ta czapka noszona w pomieszczeniu. Zabrakło trochę wyrozumiałości. Błąd, jak dla mnie, ludzki błąd - mówi nam jeden z sędziów.
Co na to Sąd Okręgowy w Lublinie?
"Postępowanie sądowe powinno się toczyć w atmosferze spokoju, powagi, a także szacunku dla urzędu sędziego. Rozprawa sądowa odbywa się bowiem 'W imieniu Rzeczypospolitej Polskiej', co podkreśla wiszące na sali rozpraw godło, które podlega szczególnej ochronie jako symbol Rzeczypospolitej Polskiej" - przekazała nam sędzia Marta Śmiech, rzecznik prasowy do spraw karnych Sądu Okręgowego w Lublinie. Jak dodała, przepisy Kodeksu postępowania karnego nakładają na przewodniczącego składu orzekającego konieczność dbania o kulturę rozprawy sądowej i utrzymanie powagi sądu.
"Zgodnie z art. 48 ust. 1 ustawy z dnia 27 lipca 2021 r. Prawo o ustroju sądów powszechnych, przewodniczący może upomnieć osobę, która narusza powagę, spokój lub porządek czynności sądowych, a po bezskutecznym upomnieniu może ją wydalić z sali rozpraw. Ocena czy określone zachowanie uczestnika postępowania godzi w powagę sądu i wymaga zwrócenia uwagi mieści się w dyskrecjonalnej władzy sędziego i nie podlega szczególnym uregulowaniom. W związku z powyższym pozostawanie w czapce na sali rozpraw może być potraktowane jako naruszenie powagi sądu, podobnie jak przybycie do sądu w niestosownym ubiorze. Powyższa uwaga ogólna nie odnosi się jednak do sytuacji, gdy pozostawanie w nakryciu głowy ma związek z chorobą uczestnika postępowania i nie jest wyrazem lekceważenia sądu" - napisała sędzia Śmiech.
Podkreśliła również, że "w tej sprawie sąd nie posiadał wiedzy o sytuacji zdrowotnej uczestniczki. Gdyby stan ten został zasygnalizowany, nie byłoby powodów, by pozostawanie w czapce zostało potraktowane jako naruszające powagę sądu". - Trudno się jednak tłumaczyć przy sali sądowej pełnej ludzi, a tak było w tym przypadku, że jest się chorym, na co i z czym ta choroba się wiąże - podsumowuje jedna z osób, która była świadkiem tej sytuacji.
źródło: TOK FM