,
Obserwuj
Ludzie

"Ta komisja była po prostu nieludzka". Lekarze orzecznicy ZUS przekroczyli granice?

6 min. czytania
05.12.2025 06:32

Sylwia Żelazna jest po mastektomii. Rok temu była w sanatorium na specjalnym turnusie, w tym chciała znów z niego skorzystać. Kobieta uczy WF-u i by prowadzić zajęcia, musi być sprawna. Lekarz orzecznik wydał jej skierowanie, ale cofnięto je decyzją II instancji. A podczas badania Pani Sylwia czuła się "odarta z godności".

fot. Aliaksandr Valodzin/East News
  • Pani Sylwia poczuła się upokorzona podczas badania przez lekarzy orzeczników ZUS;
  • Swoją historię opisała na Facebooku;
  • Komisja zmieniła decyzję orzecznika I instancji i cofnęła kobiecie skierowanie do sanatorium;
  • Rzeczniczka ZUS we Wrocławiu odpiera zarzuty;
  • Kobieta tłumaczy, że nie chodzi jej o podjętą decyzję, ale o sposób, w jaki traktuje się chore osoby.

Sylwia Żelazna jest nauczycielką wychowania fizycznego w jednym z liceów w Jeleniej Górze, pracuje w zawodzie od ponad 25 lat. Musiała przejść mastektomię, po której przez dłuższy czas dochodziła do siebie. Lekarze wycieli jej węzły limfatyczne, co wiąże się z możliwością wystąpienia obrzęków. - Wtedy pojawia się problem m.in. z podnoszeniem rąk. A w moim zawodzie to konieczne, np. pokazując uczniom ćwiczenia w trakcie lekcji. Dlatego potrzebna jest rehabilitacja - opowiada pani Sylwia.

ZUS oferuje ją osobom pracującym w ramach tzw. prewencji rentowej. Przed rokiem Pani Sylwia po raz pierwszy skorzystała z oferty - była w sanatorium w Ustroniu. To tam usłyszała, że najlepiej, gdyby taką rehabilitację miała co roku. - Wtedy był to wyjazd dedykowany właśnie amazonkom. Takie świadczenie jest proponowane osobom, które pracują i które chcą uniknąć niezdolności do pracy. W tym roku również chciałam skorzystać z tego świadczenia, złożyłam wniosek. Lekarz orzecznik I instancji w ZUS w Jeleniej Górze wszystko potwierdził, wydał decyzję pozytywną. Ale po kilku tygodniach przyszło - dość zaskakujące dla mnie - drugie pismo z ZUS - opowiada nasza rozmówczyni.

Okazało się, że od decyzji z Jeleniej Góry odwołał się główny lekarz orzecznik ZUS. Sylwia Żelazna musiała ponownie stawić się na komisji, tym razem w ZUS we Wrocławiu. Stanęła przed trzema lekarzami orzecznikami. I tu zaczyna się problem. Jej zdaniem wizyta z godnością nie miała nic wspólnego, kobieta czuła się poniżona i upokorzona. Zaznacza przy tym, że nie chodzi jej o to, że zmieniono decyzję lekarza orzecznika I instancji i odmówiono możliwości skorzystania ze świadczenia rehabilitacyjnego. - Zdecydowałam się opowiedzieć o tym, jak to przeżyłam, bo uważam, że nie można milczeć. Wynik orzeczenia jest jaki jest, odwołuję się od niego. Ale tutaj nie w tym rzecz - chodzi o to, jak się traktuje pacjentów, w tym osoby po nowotworach, takie jak ja - mówi TOK FM pani Sylwia. Całą historię opisała na Facebooku.

Podczas wizyty pani Sylwia czuła się niekomfortowo. Kazano jej się rozebrać. - Zdjęłam bluzkę, bo byłam pewna, że skoro chodzi o moją chorobę, to to wystarczy. Okazało się, że jednak nie. Kazano mi zostać w samej bieliźnie. Mówiłam pod nosem, że jestem skrępowana, ale to w ogóle nie robiło żadnego wrażenia. Usłyszałam: "Jesteśmy lekarzami, badamy tutaj panią całą". I stałam sobie tak na środku. Jeden lekarz do mnie podchodził, dwójka siedziała za monitorami i na mnie patrzyła. To było naprawdę dalekie od standardów, jakie w tej sytuacji powinny być - dodaje nasza rozmówczyni.

- Czułam upokorzenie, tym bardziej, że pytania, które były mi zadawane, były zadawane jak na przesłuchaniu. Jakby szukano dowodu winy. Mam poczucie, że to nie była medycyna - to była procedura, która zapomniała o człowieku. Naprawdę, ta komisja była po prostu nieludzka. Ja się czułam bardzo źle. Czułam się upokorzona, czułam się jak człowiek, który jest odarty z godności - dodaje gościni TOK FM.

System jest bardziej chory niż pacjent paliatywny

Pod jej postem na Facebooku natychmiast pojawiła się olbrzymia ilość komentarzy z wyrazami otuchy i wsparcia.

"Też byłam na komisji i też byłam potraktowana jak śmieć. I też opinia była na potrzeby ZUS, byle odpalić, byle nie płacić. Zero racji, zero człowieczeństwa, tylko zimny s…yn i procedury ze skutkiem do przewidzenia. Masz rację, masz prawo do krzyku. To nie są lekarze, to są oprawcy. Cały system jest bardziej chory niż pacjent paliatywny, szkoda tylko, że nie umiera" - pisze Sylwia Grzegorz.

"Twój dzisiejszy wpis powinien wybrzmieć wszędzie tam, gdzie zamieniono powołanie lekarskie z funkcją bezdusznego urzędnika, gdzie przysięga Hipokratesa stała się dla takich ludzi tylko powodem do ich pychy, a nie prawdziwą misja życiową. W nerwach chce się krzyczeć 'do d...py z taką ojczyzną', ale niestety ta stara prawda pokazuje jedno - jaki naród taka ojczyzna. Podziwiam Cię za Twoją siłę i godność. Żadna komisja Ci jej nie odbierze" - dodaje z kolei Alicja Dusinska.

"Włos zjeżył mi się na głowie, jakbym horror czytała, w głowie się nie mieści. Szczęśliwi ci, co nie muszą prosić ZUS-u o nic, bo w przeciwnym razie można stać się wrogiem publicznym" - dodaje Jadwiga Krzywicka.

- Ja tam nie widziałam pochylenia się nad człowiekiem. Ja naprawdę widziałam po prostu procedurę. I tak jak mówię, po tym poście, po tym co napisali do mnie ludzie, czuję niestety, że to jest norma - podsumowuje pani Sylwia.

Co na to ZUS?

W przesłanej nam odpowiedzi rzeczniczka dolnośląskiego oddziału ZUS Iwona Kowalska-Matis stwierdziła, że osoby, które dostają negatywne rozstrzygnięcia, z reguły nie są zadowolone z obsługi w ZUS. "Nasi klienci bardzo subiektywnie odbierają badanie wykonywane przez komisję lekarską, szczególnie wtedy, gdy kończy się ono wydaniem niekorzystnej dla nich decyzji. Ze swojej strony mogę jednak zapewnić, że dokładamy wszelkich starań, aby dyskomfort klientów był możliwie jak najmniejszy a samo badanie przebiegało przy zachowaniu wszystkich standardów poufności i dyskrecji" - napisała pani rzecznik.

"W II instancji, a taką jest komisja lekarska, podczas badania są obecni trzej lekarze. Badanie zawsze składa się z wywiadu lekarskiego i pełnej lekarskiej oceny fizykalnej. W każdym z naszych pokoi lekarskich są zarówno parawany jak i krzesła oraz kozetka, na której badany jest pacjent. W trakcie badania w pokoju badań są tylko i wyłącznie nasi lekarze i osoba badana. Nie ma żadnych urzędników czy osób postronnych, które mogłyby sprawić, że dana osoba będzie czuła dyskomfort" - wskazała.

Zapytaliśmy również, czy i jak często lekarze orzecznicy przechodzą szkolenia, m.in. związane z etyką i traktowaniem chorych. "Każdy lekarz, który jest przyjmowany do ZUS do pracy, przechodzi cały pakiet szkoleń, w czasie których jest przygotowywany do swojej funkcji. Mogę zapewnić, że nasi wrocławscy lekarze to osoby z bardzo bogatym doświadczeniem zarówno orzeczniczym, jak i również życiowym. Podchodzą do każdej osoby z możliwie jak największą empatią. Każdy nasz pacjent jest inny i z każdym pacjentem rozmawia się inaczej. Lekarze zawsze dostosowują się do sytuacji badanej osoby. Naszą zasadą jest bowiem indywidualne podejście do pacjenta. Stanowczo zapewniam panią, że każda osoba badana jest z należytym szacunkiem i zrozumieniem. Niestety nie mamy jednak wpływu na osobiste, bardzo subiektywne odczucia badanej osoby" - przekonuje pani rzecznik.

Dodaje, że "godność i poczucie wartości są dla każdego z nas bardzo ważne". "Niestety nie każda osoba, która stara się o świadczenie z ZUS, może dostać to, o co wnioskowała. To właśnie wtedy, w momencie odmowy - reakcje naszych klientów są bardzo różne. Zawsze jednak wykazujemy pełne zrozumienie sytuacji tej osoby, która jest badana" - podsumowała.

- To są takie ogólniki, że godność jest najważniejsza. W mediach społecznościowych jest mnóstwo opisów, mówiących o tym, jak ludzie czują się potraktowani. Godność to jest poczucie danej osoby. Jeśli czuje się upokorzona, to to powinno być kluczowe i z tego powinno się wyciągnąć wnioski, a nie iść w zaparte, że wszystko na komisji było ok. Sama miałam taką komisję z synem, wiem, jak się tam czułam i na pewno nie było to poczucie komfortu. Tu kluczowe jest podejście do człowieka. Zwykła ludzka empatia - mówi nam pani Ewa, która kilka miesięcy temu miała podobną historię jak Sylwia Żelazna.

Pani Sylwia od decyzji II instancji ZUS złożyła odwołanie - do sądu. Zarzuciła ZUS-owi błąd w ustaleniach faktycznych i nieuwzględnienie całości dokumentacji medycznej, którą złożyła. W odwołaniu napisała również o "nieprawidłowym przebiegu badania komisji, naruszającym prawo do godności i intymności pacjenta". Czeka na sądowe rozstrzygnięcie.

źródło: TOK FM