,
Obserwuj
Ludzie

"Uwięzieni" na czwartym piętrze, ale mieszkań nie zmienią. "Starych drzew się nie przesadza"

4 min. czytania
15.11.2025 09:00

W Polsce problem "uwięzienia" na wysokim piętrze dotyczy - według szacunków - nawet ok. miliona starszych osób. Rząd, chcąc wyjść im naprzeciw, proponuje tzw. najem senioralny, czyli wynajem lokalu na parterze. - To nie jest dobry pomysł - twierdzi nasza słuchaczka i seniorka, pani Maria. 

W Polsce problem "uwięzienia" na wysokim piętrze dotyczy - według szacunków - nawet ok. miliona starszych osób
W Polsce problem "uwięzienia" na wysokim piętrze dotyczy - według szacunków - nawet ok. miliona starszych osób
fot. Marek BAZAK/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Czym jest "najem senioralny"?
  • Dlaczego seniorka, która skontaktowała się z naszą redakcją, uważa, że najem senioralny to zły pomysł?
  • Jakie propozycje - zamiast najmu senioralnego - padają ze strony starszych osób?

Pani Maria jest słuchaczką TOK FM. Napisała do nas po programie z udziałem Marzeny Okły-Drewnowicz, odpowiedzialnej w rządzie za politykę senioralną. Ministra powiedziała w nim, że zakończyły się konsultacje społeczne dotyczące tzw. najmu senioralnego. Zgodnie z projektem senior, który jest tzw. więźniem trzeciego czy wartego piętra, mógłby podpisać umowę z gminą i wynająć swoje mieszkanie obcej osobie, a w zamian dostać - w najem - mieszkanie od gminy, na parterze. Ministra przekonywała, że gwarancją bezpieczeństwa ma być to, że umowa najmu byłaby zawierana wyłącznie z gminą, bez pośredników. Wszystko odbywałoby się na drodze prawa wyboru - nikt nikomu niczego nie mógłby narzucać. Co ważne, zachowane pozostałoby prawo własności do dotychczasowego mieszkania. 

Najem senioralny. "Starych drzew się nie przesadza"

"Oczywiście im więcej pomysłów, tym lepiej, jednak najem senioralny jest jednym z najgorszych. Starych drzew się nie przesadza" - napisała do nas pani Maria. W rozmowie z TOK FM podkreśla, że sama mieszka w swoim mieszkaniu od ponad 40 lat, w 4-piętrowym bloku, na ostatnim piętrze. Ma ponad 70 lat i duże problemy z chodzeniem. Wychodzi z domu, ale coraz rzadziej, bo wejście na czwarte piętro to dla niej nie lada wyzwanie.

Jak mówi, ma też wielu znajomych w podobnym wieku, którzy w ogóle nie opuszczają swoich mieszkań, bo nie są w stanie. - Ale nie wierzę w to, że będą chętni, by udostępnić własne mieszkanie obym ludziom w zamian za lokal na parterze. Może jakieś pojedyncze osoby tak, ale to jest pomysł niedobry. To, na co państwo - w mojej ocenie - powinno postawić, to windy - zewnętrzne, właśnie dla takich osób, jak ja. To rozwiązałoby problem - twierdzi seniorka. - Trzeba poszukać na to pieniędzy. Są różne programy unijne,  pieniądze z KPO. Mieszkańcy też mogą się w to włączyć. U mnie w bloku jest dużo miejsca na taką windę, ale nikt nie chce zacząć tematu. Spółdzielnia odmawia, a ludzie cierpią. To trzeba zmienić - dodaje nasza rozmówczyni, która przez lata pracowała jako prawniczka. 

Milion seniorów "uwięzionych" na wysokim piętrze

W Polsce problem "uwięzienia" na wysokim piętrze dotyczy - według szacunków - nawet ok. miliona starszych osób. Samorządowcy próbują wychodzić temu naprzeciw. Dla przykładu, w Kołobrzegu wymyślono akcję "Złoty spacer dla seniora". Wolontariusze znoszą osoby starsze na zewnątrz budynku, zabierają je na spacer czy do kawiarni, a potem wnoszą z powrotem do domów. O takie rozwiązanie zaapelował też jeden z radnych w Gdańsku - by również tu stworzyć armię wolontariuszy, którzy będą w stanie się w to zaangażować. Seniorzy, którzy korzystają z takiego wsparcia, mówią wprost, że fakt, iż choć na chwilę mogą opuścić swój dom, to dla nich "nowe życie". 

Problem seniorów "uwięzionych" na III czy IV piętrze widać też w Lublinie. - W takiej sytuacji proponujemy m.in. korzystanie z naszego punktu domowej opieki, ale mamy też usługi w miejscu zamieszkania, np. wizyty psychologa, które szczególnie często realizujemy w okresie jesienno-zimowym, gdy są najbardziej potrzebne. Nasi seniorzy zawsze bardzo czekają na wizytę choćby kierowcy, który codziennie, o stałej porze, dowozi im obiady. Zdarza się, że gdy się spóźnia, zatroskani dzwonią do nas, że coś się prawdopodobnie stało i nie dojechał - opowiada Anna Walczak, dyrektor Zespołu Ośrodków Wsparcia w Lublinie. 

Miasto stworzyło też bogatą ofertę dla tych seniorów, którzy wychodzą z domów i mogą skorzystać z zajęć w centrach wsparcia (jest 6 takich ośrodków) czy klubach seniora (w Lublinie jest ich 26). To zajęcia muzyczne, plastyczne, a nawet taneczne, gry stolikowe, chóry, nordic walking, wspólne wyjścia do kina czy teatru, ale też np. ćwiczenia pamięci. Sytuacja się zmienia, gdy senior nagle przestaje przychodzić. - Jest to dla nas zawsze sygnał, że trzeba sprawdzić, co się wydarzyło. Jesteśmy zobowiązani dowiedzieć się, dlaczego dana osoba się u nas nie pojawiła. Nasi terapeuci znają wszystkich podopiecznych, mają do nich kontakty, również do ich najbliższych - natychmiast interweniujemy - zapewnia Walczak. 

- Podobnie wygląda sytuacja w tzw. punktach domowej opieki, które też prowadzimy. Dostarczamy seniorom codzienne posiłki. Jeśli ktoś danego dnia nie otworzy drzwi kierowcy - opiekunowi, to on od tych drzwi już nie odchodzi. Dzwoni do pracownika socjalnego i organizuje pomoc. Bywały przypadki, że wzywamy służby, drzwi są wyważane i niejednokrotnie takie interwencje ratowały życie naszym seniorom - dodaje. 

"Nie zostawiamy naszych seniorów"

Jak tłumaczy, bywa, że taki kierowca - opiekun spotyka się z seniorem przez kilka lat, dostarczając mu obiady, włączając się w jego codzienne życie. - Staramy się dostosowywać formy wsparcia do możliwości i oczekiwań danej osoby. Ale nie zostawiamy naszych seniorów - dalej zapewniamy im wsparcie w ich środowisku zamieszkania, gdy już nie mogą przychodzić na zajęcia w klubie seniora - mówi Walczak. Jak dodaje, regularnie odbiera telefony od dzieci seniorów, którzy szukają formy pomocy dla swojej mamy czy taty, a sami np. mieszkają za granicą.

- Podpowiadamy, rozmawiamy, rozważamy różne opcje. Bardzo często jest tak, że rodzina nie bardzo wie, jak się w tym wszystkim odnaleźć i nawet wykonanie takiego telefonu do nas jest trudne. Ale zachęcamy do tego, by wspólnie poszukać możliwości pomocy. Dla naszych podopiecznych nawet ta świadomość, że jest ktoś im bliski - choćby tysiące kilometrów od ich domu - jest bardzo ważna. Szczególnie dla tych, którzy mieszkają sami - podsumowuje pani Anna. 

Źródło: TOK FM