,
Obserwuj
Ludzie

W bastionie PiS edukacja zdrowotna znalazła zwolenników. "Te tematy ludzi interesują"

4 min. czytania
08.10.2025 10:39

W większości szkół w na Lubelszczyźnie zajęcia z edukacji zdrowotnej świecą pustkami, ale nie wszędzie. Są i takie szkoły, w których frekwencja wynosi 80 czy nawet 100 procent. Jak to możliwe? O tym Anna Gmiterek-Zabłocka, która odwiedziła Zespół Szkół Ekonomicznych i Mundurowych w Chełmie...

Edukacja zdrowotna to przedmiot, który w szkołach jest od tego roku.
Edukacja zdrowotna to przedmiot, który w szkołach jest od tego roku.
fot. Lukasz Gdak/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jak wygląda frekwencja na zajęciach edukacji zdrowotnej w niektórych regionach?
  • W których szkołach w Chełmie na Lubelszczyźnie udział uczniów w edukacji zdrowotnej wynosi ponad 80 procent?
  • Co wpływa na decyzję o uczestnictwie w edukacji zdrowotnej?
  • Dlaczego fakt, iż to akurat w Chełmie edukacja zdrowotna znalazła zwolenników zwraca uwagę?

Wciąż nie wiemy, ilu uczniów - w skali kraju - zrezygnowało z udziału w lekcjach edukacji zdrowotnej. Ministerstwo informuje, że pełne dane w tej sprawie udostępni po 10 października. Znane są już jednak dane cząstkowe z poszczególnych regionów czy miast. Na przykład w liceach i technikach w Bydgoszczy z zajęć wypisało się prawie 75 procent uczniów. Z kolei w szkołach średnich w Warszawie na ten przedmiot chodzi jedynie około 14 procent uczniów. Z edukacji zdrowotnej w Olsztynie zrezygnowało 72 procent uczniów, a na Lubelszczyźnie - 73 procent. 

Ale są też szkoły, w których ta statystyka wygląda zupełnie odwrotnie. Na samej Lubelszczyźnie znajdziemy placówki, w których na edukację zdrowotną uczęszcza ponad 80, a nawet 100 procent uczniów. Tak jest m.in. w Liceum Lotniczym w Dęblinie, gdzie na nowy, nieobowiązkowy przedmiot chodzą wszyscy.  Dyrektor szkoły, ppłk rez. Andrzej Jaworski w rozmowie z Wirtualną Polską podkreślił, że program zajęć jest bardzo ważny dla uczniów jego placówki, zwłaszcza w kontekście ich przyszłych zadań jako pilotów wojskowych.

Bardzo wysoka frekwencja jest też w Zespole Szkół Ekonomicznych i Mundurowych w Chełmie. Na edukację zdrowotną zdecydowało się chodzić ponad 80 procent uczniów klas mundurowych. - Wiem, że ten przedmiot spotykał się z pewną kontrowersją, ale jako szkoła jesteśmy ponad to - mówi nam dyrektorka placówki Edyta Chudoba. - Myślę, że kluczowa była rozmowa z uczniami, opowiedzenie im, co to za lekcje, jak będą wyglądać. By wiedzieli, że traktujemy ich poważnie i liczymy się z ich zdaniem - dodaje.  

Zwraca też uwagę, że dla uczniów nie bez znaczenia był fakt, kto zajęcia będzie prowadził - czy będą to np. nauczyciele doświadczeni dzięki nauczaniu wychowania do życia w rodzinie w poprzednich latach. - Chodziło o kwestie zaufania do tych osób - mówi Chudoba.

- Mieliśmy oczywiście zebrania z rodzicami, ale naprawdę nikogo nie musieliśmy do niczego przekonywać. Rodzice, tak jak uczniowie, wiedzieli, że to nie są zajęcia obowiązkowe. Każdy miał prawo wyboru. Nie miałam żadnego telefonu czy maila od rodzica z pytaniami na temat tego przedmiotu czy z jakimiś pretensjami. Kto chciał, złożył deklarację, że nie będzie chodzić na te zajęcia. Edukacja zdrowotna w planie lekcji jest na pierwszej lub ostatniej godzinie lekcyjnej - informuje nasza rozmówczyni. 

Dlaczego akurat tu edukacja zdrowotna jest tak popularna?

Witold Nowak jest nauczycielem historii, ale od sześciu lat prowadził też lekcje z WDŻ. Jego zdaniem fakt, iż na edukacji zdrowotnej jest tak wysoka frekwencja, wiąże się z czymś jeszcze. - To są klasy mundurowe: przyszli żołnierze, policjanci, funkcjonariusze Straży Granicznej. I mam przekonanie, że oni - bardziej niż młodzież z innych szkół - mają większe poczucie obowiązkowości i odpowiedzialności. Wiedzą, jak bardzo te zajęcia mogą im się przydać potem, w czasie służby - komentuje. 

Joanna Klim jest nauczycielką języka polskiego, ale też od sześciu lat prowadziła w chełmskiej mundurówce lekcje WDŻ. Jak mówi, frekwencja na tych zajęciach również była wysoka. - Mam lekcje edukacji zdrowotnej w klasie trzeciej, w której uczniowie mnie już znali, bo chodzili na WDŻ. A zatem wiedzieli, jak lekcje ze mną wyglądają. Dostałam też klasę pierwszą, czyli zupełnie nową grupę młodych ludzi. I tak po ludzku poprosiłam ich, by dali szansę temu przedmiotowi. By zobaczyli, jak to wygląda, na czym polega. Uważam, że kluczowa jest szczera rozmowa i otwartość po jednej i po drugiej stronie - opowiada nauczycielka.

Pytana o kwestie dotyczące seksualności w podstawie programowej edukacji zdrowotnej, stwierdza zdecydowanie, że "nie widzi w tym nic kontrowersyjnego". - To są tematy, które bardzo młodych ludzi interesują. Dlaczego mają czerpać wiedzę z internetu, często nieprawdziwą i niesprawdzoną? Tu rozmawiamy o wszystkim, oczywiście w poczuciu godności każdego człowieka i z szacunkiem do drugiej osoby - zapewnia Joanna Klim. 

W podobny sposób wypowiada się Witold Nowak. - Uczniowie chcą rozmawiać na tematy związane ze zdrowiem, w tym zdrowiem psychicznym, ale też z seksualnością. Często jest tak, że mają konkretny problem albo jakiś aspekt danej sprawy, który po prostu chcą poruszyć - mówi nauczyciel z Zespołu Szkół Mundurowych w Chełmie. 

Wysoka frekwencja jest też w I Liceum Ogólnokształcącym w Chełmie, gdzie na lekcje edukacji zdrowotnej uczęszcza 85 procent uczniów. Dyrektor Marta Sadowska nie chciała jednak z nami na ten temat rozmawiać. Jak przyznała, po tym jak sprawa została nagłośniona przez inne - w tym lokalne - media, zrobiło się wokół tego zbyt dużo zamieszania. 

Chełm - miasto kojarzone z Prawem i Sprawiedliwością

Fakt, że tak wielu uczniów w Chełmie zdecydowało się na lekcje edukacji zdrowotnej może zwracać uwagę m.in. dlatego, że Chełm to miasto na południowym wschodzie Polski, położone blisko granicy z Ukrainą, kojarzone głównie z PiS. Prezydentem jest tu Jakub Banaszek, osoba bezpartyjna, ale popierana przez Prawo i Sprawiedliwość (jego mama Anna Dąbrowska-Banaszek jest posłanką PiS z tego okręgu). W Chełmie za rządów PiS częstym gościem byli politycy z pierwszych stron gazet, w tym Przemysław Czarnek czy Jacek Sasin (który nawet wcześniej z Chełma startował). A to PiS, wspólnie z Kościołem i jego hierarchami, namawiało rodziców do wypisywania dzieci z edukacji zdrowotnej, strasząc "seksualizacją młodych ludzi", do której rzekomo miałoby dochodzić na tych lekcjach. 

Źródło: TOK FM