,
Obserwuj
Polityka

Kolejna gwiazda jednego sezonu? Hołownia "stał się symbolem zawiedzionych nadziei"

6 min. czytania
13.11.2025 06:30

Szymon Hołownia oddaje fotel marszałka Sejmu i zapowiada odejście z polityki. Wszedł do niej, by - jak mówił - "odzyskać" ją dla obywateli. Zdobył sympatię wyborców ciętym językiem i sposobem prowadzenia obrad, ale szybko jego popularność zaczęła słabnąć. Co poszło nie tak? - Hołownia przede wszystkim nie zrozumiał, że choć polityka kocha barwne osobowości, to nie da się wiele zdziałać bez umiejętności budowania trwałych sojuszy i wiernego elektoratu - ocenia w rozmowie z tokfm.pl prof. Anna Siewierska z Uniwersytetu Rzeszowskiego.

fot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl
  • Szymon Hołownia ustępuje z funkcji marszałka Sejmu i nie będzie się ubiegał o przywództwo w swojej partii;
  • Lider Polski 2050 rezygnuje z polskiej polityki i ubiega się o stanowisko w ONZ;
  • Jego historia przypomina losy innych barwnych postaci, takich jak Paweł Kukiz, Janusz Palikot czy Ryszard Petru, które szybko straciły inicjatywę na scenie politycznej - przyznaje w rozmowie z tokfm.pl prof. Anna Siewierska.

Dwa lata temu dokładnie tego dnia Szymon Hołownia obejmował funkcję marszałka Sejmu. Dziś żegna się z nią, zgodnie z zapisami umowy koalicyjnej. Ale kończy się nie tylko jego marszałkowanie. Hołownia zapowiedział, że nie będzie ubiegał się już o przywództwo w swojej partii. Teraz stara się o funkcję Wysokiego Komisarza ONZ. ds. Uchodźców. Polska 2050, którą Hołownia stworzył, przeżywa najtrudniejszy moment w swojej historii. W wyborach w 2023 roku zdobyła 14,4 procent głosów, dziś w wielu sondażach znajduje się na granicy progu wyborczego.

Szymon Hołownia to kapitan, który ucieka z tonącego okrętu? - Projekt Polska 2050 służył temu, żeby Hołownia dopłynął tam, gdzie chce, a jego zamiarem było zostać prezydentem. Skoro to się nie powiodło, i to dwukrotnie, to Hołownia uznał, że partia w zasadzie nie jest już mu do niczego potrzebna. Nie chodziło o stworzenie silnego ruchu politycznego, a później partii, ale o zbudowanie grupy ludzi, którzy wynieśliby Hołownię do władzy - komentuje w rozmowie z tokfm.pl prof. Anna Siewierska, politolożka z Uniwersytetu Rzeszowskiego.

- Hołownia zaczął dobrze jako marszałek. Stworzył nowy wizerunek Sejmu, ale w tym wszystkim zaczęły ginąć kwestie merytoryczne. Było dużo więcej formy niż treści. W pewnym momencie wyborcy się zorientowali, że nawet forma, która kryje się za tą treścią, jest dla nich trudna do zidentyfikowania. Z różnych wypowiedzi i działań Szymona Hołowni można było odnieść wrażenie, że on sam do końca nie wie, jakie ma poglądy w polityce - ocenia ekspertka.

Jak zaznacza, "takie lawirowanie między różnymi poglądami jest mało skuteczne, jeżeli chodzi o zdobywanie trwałego elektoratu". Jej zdaniem to przyczyniło się do drastycznego zmniejszenia się liczby zwolenników Polski 2050. - Ten projekt polityczny nie miał wyraźnego profilu ideologicznego. Niektórzy politycy wypowiadali się bardzo liberalnie na przykład w kwestiach aborcji, inni byli dużo bardziej zachowawczy - dodaje.

Sam szef partii też zaliczył upadek z dużej wysokości. W wyborach prezydenckich w 2020 roku zdobył prawie 14 proc. głosów, zajmując trzecie miejsce i to był jego debiut w polityce. Pytany wtedy, po co wszedł do tego świata, odpowiedział, że "chce odzyskać politykę". - Polityka jest przecież o rozwiązywaniu problemów ludzi, nie problemów polityków - mówił. W tym roku Hołownia też odpadł w pierwszej turze w wyścigu do Pałacu Prezydenckiego, ale Polacy wycenili go na zaledwie 4,99. W rankingu zaufania spadł z pierwszego miejsca na siódme. Przed nim są prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski czy liderzy Konfederacji.

Według Anny Siewierskiej lider Polski 2050 "przede wszystkim nie zrozumiał, że choć oczywiście polityka kocha barwne osobowości, to jednak nie da się wiele zdziałać bez umiejętności budowania trwałych sojuszy i grupy wyborców, którzy będą stanowić twardy elektorat".

Palikot, Petru, Kukiz, Hołownia...

W ostatnim czasie w polskiej polityce było więcej takich barwnych osobowości, a jednocześnie liderów ugrupowań politycznych, którzy szybko się wypalili. 

Po sukcesie w wyborach prezydenckich w 2015 roku Paweł Kukiz stworzył ruch Kukiz’15, który wszedł do Sejmu z silnym, antysystemowym przekazem. Z czasem partia traciła poparcie, część posłów odeszła, a sam Kukiz związał się z PiS-em, tracąc wizerunek buntownika.

Kilka lat wcześniej Janusz Palikot wszedł do Sejmu z partią Twój Ruch (dawniej Ruch Palikota), wprowadzając świeże tematy obyczajowe i antyklerykalne. Z czasem ugrupowanie się rozpadło, a sam Palikot nie wrócił już do polityki.

Weźmy też Ryszarda Petru, teraz posła Polski 2050 i przyszłego kandydata do zastąpienia Hołowni na stanowisku szefa tej partii. 10 lat temu założyciela Nowoczesnej, która miała być liberalną alternatywą dla PO. Po tym, jak wprowadziła do parlamentu 28 posłów, jej notowania zaczęły spadać po serii wizerunkowych potknięć, także samego Petru, i wewnętrznych konfliktach. Po odejściu Ryszarda Petru przestała istnieć w pierwotnej formie, a miesiąc temu została rozwiązana w związku z decyzją o połączeniu z Platformą Obywatelską i Inicjatywą Polska.

Redakcja poleca

Czy Hołownia dołącza do grona tak zwanych gwiazd jednego sezonu w polskiej polityce, które pojawiają się nagle, przyciągają wielkie zainteresowanie, a potem równie szybko gasną?

Jak zauważa prof. Siewierska, ci wszyscy wymienieni wyżej politycy "wpisują się w zjawisko nazywane infantylizacją polityki". - Osoby, które wchodzą do głównego nurtu politycznego z show-biznesu - a nawet jeśli nie z tej branży, to z cechami, które są dla niej charakterystyczne - prezentują przekaz polityczny z dużą emocjonalnością i nawet teatralizacją. To się na pewno podoba, jest bardzo widowiskowe, ale bardzo trudno utrzymać poważne zainteresowanie, budując swój wizerunek w taki sposób, zwłaszcza jeżeli wcześniej nie ma się zbudowanego zaplecza politycznego - wyjaśnia.

- To są działania trochę na zasadzie pospolitego ruszenia. Takie postacie bardzo często bardzo szybko potrafią zgromadzić wokół siebie masę aktywistów i ludzi, którzy dają się porwać temu przekazowi. Tylko jak się rozbudza ogromne nadzieje, to później bardzo trudno je spełnić. W każdym z tych przypadków mamy do czynienia z dość spektakularnym upadkiem - kwituje politolożka.

Zachowanie Hołowni "przystoi raczej pięciolatkowi"

Skoro zaczęliśmy od metafory tonącego okrętu, to pozostańmy w nastroju symboli i cytatów. Tym razem sięgnijmy po słowa piosenki: "Trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść niepokonanym" Perfectu. Choć, jak wiadomo, niektórzy polscy politycy rozumieją tę frazę inaczej. Szymon Hołownia odchodzi z krajowej polityki pokonany czy może jednak w dobrym dla siebie momencie?

- Schodzi pokonany, ale nie tylko. Stał się też symbolem zawiedzionych nadziei, niewykorzystanego potencjału - uważa politolożka. - Przypieczętowaniem upadku Hołowni było stwierdzenie przez niego, że polityka jest szambem i on nie chce mieć z tym nic wspólnego. To jest infantylne, tym bardziej, kiedy mówi to osoba, która pełni jedną z najważniejszych funkcji w państwie. To obrażanie się na rzeczywistość, które raczej przystoi pięciolatkowi, który mówi, że nie podoba mu się w tej piaskownicy, więc zabiera zabawki. Dojrzały polityk nie zachowuje się w ten sposób - dodaje Siewierska.

Redakcja poleca

Jej zdaniem po rezygnacji z funkcji lidera swojej partii dla Hołowni nie będzie już miejsca w polityce, gdyby chciał do niej wrócić. - On jest przede wszystkim niewiarygodnym partnerem dla poważnych polityków i nie widzę możliwości, żeby tę wiarygodność odzyskał - ocenia ekspertka.

I przypomina nocne spotkanie marszałka Sejmu z prezesem PiS w domu Adama Bielana, co w lipcu wywołało burzę na polskiej scenie politycznej i nie pozostało bez konsekwencji dla sytuacji wewnątrz Polski 2050. Kilka dni później z członkostwa w partii i klubie parlamentarnym Polska 2050 zrezygnowała Izabela Bodnar. Stwierdziła wówczas, że tajne rozmowy Szymona Hołowni z politykami Prawa i Sprawiedliwości nie były bezpośrednim powodem jej decyzji, ale "zmobilizowały" ją do tego. Z kolei miesiąc później o swoim odejściu z sejmowego klubu poinformował Tomasz Zimoch. Powiedział wtedy, że "wyczerpało się to, na co się umawiał z marszałkiem Hołownią" i nie krył, że czarę goryczy przelała nocna "schadzka".

- Szymon Hołownia dał się mocno ograć Jarosławowi Kaczyńskiemu. Nie zrozumiał, że te tajne rozmowy były od początku do końca zaaranżowane, żeby trochę rozbić koalicję od środka. Nie wiem, czy bardziej posądzam Hołownię o złą wolę, czy raczej o pewien brak doświadczenia i wyczucia - podsumowuje prof. Anna Siewierska.

Źródło: tokfm.pl