,
Obserwuj
Polityka

Ukraińcy jako "sprawcy" dywersji. "Spodziewam się tylko eskalacji"

3 min. czytania
17.11.2025 19:22

- Jednym z głównych celów jest zniechęcenie nas do pomocy Ukrainie - mówił w TOK FM płk rez. Maciej Matysiak, były wiceszef Służby Kontrwywiadu Wojskowego komentując dezinformację na temat incydentów na kolei w Polsce. Dodał, że "im trudniej się Rosji w Ukrainie wiedzie, tym tych działań pewnie będzie więcej". 

fot. Dariusz Borowicz / Agencja Wyborcza.pl

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie incydenty kolejowe miały miejsce na trasie Warszawa-Lublin w weekend;
  • Dlaczego eksplozja w miejscowości Życzyn została uznana za akt dywersji;
  • Jakie działania dezinformacyjne są prowadzone w kontekście incydentów kolejowych.

Na trasie kolejowej Warszawa-Lublin w weekend doszło do dwóch incydentów. W wyniku pierwszego z nich zniszczono fragment torów w rejonie miejscowości Życzyn, w pobliżu stacji PKP Mika w powiecie garwolińskim na Mazowszu. Premier Donald Tusk poinformował, że "eksplozja miała najprawdopodobniej na celu wysadzenie pociągu". Z kolei w pobliżu miejscowości Gołąb w powiecie puławskim na Lubelszczyźnie z powodu uszkodzonej linii kolejowej maszynista pociągu wiozącego 475 pasażerów był zmuszony do gwałtownego hamowania składu. Nikomu nic się nie stało.

Szef MSWiA Marcin Kierwiński poinformował, że pierwsze ze zdarzeń zostało potwierdzone przez służby jako akt dywersji. W przypadku drugiego incydentu minister ocenił, że akt dywersji jest "bardzo prawdopodobny".

Krótko po ujawnieniu tych informacji w internecie zaczęło pojawiać się wiele komentarzy, w których o akt dywersji na torach obarczano obywatelu Ukrainy mieszkających w Polsce. Analizę na ten temat przeprowadził kolektyw analityczny Res Futura. Jak napisano, wskazuje ona na "silne emocje społeczne oraz wysoki poziom polaryzacji opinii". Spośród 14 tysięcy prześledzonych komentarzy 42 procent sugeruje, że za incydentem stoją Ukraińcy. Zdaniem tych internautów celem takiego działania miałoby być wciągnięcie Polski w bezpośredni konflikt z Rosją. 24 proc. wpisów wskazuje Rosję jako sprawcę ataku, a w znacznej części komentarzy - 19 proc. - pada stwierdzenie, że w incydent mógł być celowo zaaranżowany lub co najmniej zbagatelizowany przez polski rząd.

Res Futura zwrócił również uwagę, że "w rosyjskich mediach społecznościowych od 16 listopada gwałtownie rozpowszechniono narrację o istnieniu 'partyzantów w Polsce' rzekomo prowadzących działania dywersyjne przeciwko infrastrukturze wojskowej i transportowej NATO. Pretekstem był sabotaż na linii Warszawa-Lublin, a następnie incydent w Puławach, gdzie doszło do zwarcia na sieci trakcyjnej. Przekaz konstruowano wokół tezy, że 'ruch oporu' wewnątrz Polski powstaje oddolnie - jako odpowiedź na zmęczenie społeczne wojną i niechęć wobec polityki rządu".

"Tych działań pewnie będzie więcej"

O dezinformacji w sprawie incydentów na kolei mówił w "Wywiadzie Politycznym" płk rez. Maciej Matysiak, były wiceszef Służby Kontrwywiadu Wojskowego. - Jednym z głównych celów jest zniechęcenie nas do pomocy Ukrainie i ukierunkowanie nas na podpisanie się pod hasłem "to nie nasza wojna" - powiedział ekspert Fundacji Stratpoint. - Rosja mocnej, silniej, z większym zaangażowaniem prowadzi akcję dezinformacyjną i zasila większość kanałów komunikacyjnych, które docierają do każdej osoby urządzeniami, z których korzysta - mówił.

Jak oceniał gość Karoliny Lewickiej, "im trudniej się Rosji w Ukrainie wiedzie, tym tych działań pewnie będzie więcej". - Rośnie po prostu presja. Widzimy, że gospodarka rosyjska jest mocno doświadczana, a europejska pomoc jest konsekwentna dla Ukrainy - mówił płk rez. Maciej Matysiak. - Nie spodziewam się niczego innego, jak tylko eskalacji, nie tylko w Polsce, ale i w innych krajach europejskich - podsumował.

Redakcja poleca

Premier Donald Tusk poinformował, że we wtorek rano odbędzie się nadzwyczajne posiedzenie rządowego Komitetu ds. Bezpieczeństwa Narodowego z udziałem udziałem dowódców wojskowych, szefów służb i przedstawiciela prezydenta.

Źródło: TOK FM