,
Obserwuj
Polityka

Nawrocki nie będzie szastał wetami? To sygnały, jak może działać prezydent

Jakub Baliński, opracowała Anna Siek
3 min. czytania
23.08.2025 07:21

Karol Nawrocki ma już na koncie pierwsze weto - w drugim tygodniu swojej prezydentury. Czy weto prezydenckie oznacza wejście na kurs kolizyjny z rządem przy każdym kolejnym projekcie? Jak ocenił Wojciech Szacki w podcaście "Dzieje się", to niekoniecznie jest realny scenariusz. 

  • Co z politycznego punktu widzenia oznacza weto prezydenta Nawrockiego ws. ustawy wiatrakowej;
  • Czy Karol Nawrocki pójdzie ścieżką wetowania ustaw, żeby skomplikować życie rządowi Donalda Tuska.

Prezydent Karol Nawrocki zawetował nowelizację tzw. ustawy wiatrakowej, która liberalizowała zasady inwestycji w tę formę energetyki na lądzie oraz przewidywała zamrożenie cen prądu dla gospodarstw domowych do końca 2025 roku. Jednocześnie poinformował, że podpisał projekt inicjatywy ustawodawczej, dotyczący zamrożenia cen energii elektrycznej "literalnie wyjęty" z zawetowanej ustawy. W czwartek po południu szef prezydenckiej kancelarii Zbigniew Bogucki napisał, że projekt Nawrockiego w tej sprawie jest już w Sejmie.

Wojciech Szacki w najnowszym podcaście "Dzieje się" przypomniał, że ustawa wiatrakowa była jedną z pierwszych, nad którą pracował rząd Donalda Tuska już dwa lata. Od początku budziła wiele wątpliwości i kontrowersji. Najpierw była projektem poselskim, ale po awanturze w mediach i zarzutach o zbytnim udziale lobby wiatrakowego, zajął się nią rząd. I tak przeleżała ona na biurkach urzędników i ministrów wiele miesięcy. - Nie dziwię się, że prezydent to zawetował. To nie jest prawidłowy proces legislacyjny - grzmiał w "Dzieje się"  analityk "Polityki Insight". 

Obecne zawieszanie wokół ustawy ma swój wymiar polityczny. Czy weto Nawrockiego oznacza wejście na kurs kolizyjny z rządem przy każdym kolejnym projekcie? Według Szackiego - niekoniecznie. Analityk zwrócił uwagę na deklaracje Nawrockiego, które towarzyszyły wetu. - Prezydent mówił, że zaprasza do konsultacji na etapie prac sejmowych, to tych wet może być mniej. To takie pierwsze zaakcentowanie swojej siły politycznej - wskazał Szacki.

Nawrocki będzie grał wetowaniem? 

Analityk dodał, że w wypowiedzi Nawrockiego widać "świadomość, że wetowanie będzie również zużywało jego kapitał polityczny". - I to nie jest tak, że prezydent ma wielką ochotę wetować wszystko, co się rusza i wszystko, co wyjdzie z parlamentu. Nieprzypadkowo chyba też nie było osobnego komunikatu o wecie i o podpisaniu ustaw. Moim zdaniem Karol Nawrocki chciał pokazać, że równie istotne co zawetowanie tej ustawy było podpisanie innych 21. I wreszcie wydaje mi się, że to było też zaproszenie do jakiejś gry z większością parlamentarną. (...) Wiadomo, że to nie będzie dotyczyło tych sztandarowych dla obu stron ustaw, ale ja bym się nie zdziwił, gdyby w przypadku jakichś mniej głośnych przepisów jakieś rozmowy między Pałacem Prezydenckim a koalicją się toczyły. I skończyły się jakąś formą porozumienia - mówił Szacki. 

Karolina Lewicka przypomniała w kontekście współpracy z parlamentem dwa komunikaty. - Coś, co przez ministra Miłosza Motykę zostało poczytane za rodzaj nieuprawnionego poszerzania swoich kompetencji (przez prezydenta), czyli jak będziecie konsultować projekty na etapie prac parlamentarnych, to będzie mniej wet. Tak mniej więcej wyraził się Karol Nawrocki. Ale jest jeszcze dwuosobowy zespół, który został powołany przez pana prezydenta, który ma wypracować nowe zasady współpracy prezydenta i parlamentu. Pytanie, na czym te nowe zasady współpracy miałyby polegać? - zastanawiała się dziennikarka TOK FM. W skład prezydenckiego zespołu weszli dwaj politycy PiS-u: Marcin Horała i Szymon Szynkowski vel Sęk.

Redakcja poleca

Dominika Wielowieyska rozumie wątpliwości towarzyszące ustawie, bo "nikt nie chce, żeby wiatrak stał mu nad domem". Ale zdaniem dziennikarki "Gazety Wyborczej" i TOK FM dobrym pomysłem byłoby zostawienie lokalnym władzom decyzji, czy chcą, żeby w ich gminach stawiano wiatraki. - Zgadzam się z tym, że sprawa nie jest prosta. Zgadzam się, że wsadzanie tam mrożenia cen energii było trochę bez sensu - przyznała, podkreślając równocześnie, że bez źródeł odnawialnych ciężko będzie poprawić energetyczne bezpieczeństwo Polski.