Będzie strajk w znanej sieci sklepów? Ruszyło referendum
Pracownicy sieci sklepów Stokrotka od miesięcy walczą o lepsze warunki pracy i podwyżki. Teraz rozpoczęli referendum strajkowe. - Nie możemy pozwolić na to, żeby ludzie pracowali w takich warunkach, gdzie tracą zdrowie - podkreślała w TOK FM przewodnicząca NSZZ "Solidarność" w Stokrotce Alicja Symbor. Powiedziała również o "bardzo utrudnionym dotarciu" do pracowników z informacją o tym, że referendum w ogóle się odbywa.
- Pracownicy sieci sklepów Stokrotka rozważają strajk;
- Związkowcy zarzucają pracodawcy cięcie etatów i dokładanie obowiązków pracownikom;
- Jak wskazywała w TOK FM przewodnicząca NSZZ "Solidarność" w Stokrotce Alicja Symbor, dotarcie do pracowników z informacją o referendum strajkowym jest "bardzo utrudnione".
Najważniejszy postulat pracowników to zwiększenie zatrudnienia, ponieważ - jak twierdzą - są przeładowani obowiązkami. Jak mówiła w TOK FM Alicja Symbor, przewodnicząca NSZZ "Solidarność" w Stokrotce, problemem nie jest jednak brak chętnych do pracy. - Firma mocno ograniczyła możliwość zatrudniania. Przez ostatni rok tak naprawdę wciąż mieliśmy do czynienia z kolejnymi cięciami etatów. Pracowników jest coraz mniej - mówiła Symbor.
Według niej wprowadzane w sklepach nowe technologie czy kasy samoobsługowe, w praktyce nie poprawiają warunków pracy, jeśli towarzyszy im ograniczanie zatrudnienia. Zwracała uwagę, że jednocześnie na pracowników nakładane są kolejne obowiązki. - W ciągu ostatnich lat doszło nam wypiekanie mięsa i pieczywa. Robi to kasjer, który musi wstać od kasy, żeby wyłączyć piec, albo zostawić swoją kolejkę i podejść do kasy samoobsługowej, żeby rozwiązać problem klienta - mówiła Symbor. - W międzyczasie kasjer ma jeszcze wyłożyć warzywa, nabiał, a czasem także odśnieżać podjazdy - wyliczała.
- Nie możemy pozwolić na to, żeby ludzie pracowali w takich warunkach, gdzie tracą zdrowie - przekonywała gościni TOK FM.
Pracownicy sklepów Stokrotki domagają się też podwyżek. Ich obecne stawki są równe najniższej krajowej.
"Docierają do mnie sygnały o dyspozycji dla kierowników"
Referendum dotyczące strajku potrwa do końca maja, a więc aż blisko pół roku. Jak wyjaśniła Alicja Symbor, "dotarcie do pracowników z informacją o referendum jest bardzo utrudnione". - Wysłaliśmy pisemne zawiadomienia do wszystkich jednostek, ale docierają do mnie sygnały, że była dyspozycja dla kierowników, aby tej informacji nie przekazywać pracownikom - relacjonowała.
Aby doszło do protestu, połowa pracowników musi zagłosować "za". Dla ważności referendum konieczna jest frekwencja - minimum 50 proc. pracowników.
Źródło: TOK FM, fot. Andrzej Michalik / Agencja Wyborcza.pl