Ferie zimowe 2026. Czy kalendarz szkolny wymaga zmian? "To najgorszy układ"
Terminy ferii zimowych wywołują pytania o sens kalendarza szkolnego. - Pierwsza tura ferii, zaczynająca się tuż po świętach i Nowym Roku, to najgorszy układ - uważa część dyrektorów szkół. Czy dwumiesięczne wakacje i krótkie ferie to najlepsze rozwiązanie, czy może warto spojrzeć na modele z Niemiec lub Wielkiej Brytanii?
- Jakie są terminy ferii zimowych w poszczególnych regionach?
- Dlaczego ferie zimowe są organizowane w trzech osobnych turach?
- Jaki system nauki i odpoczynku obowiązuje w Niemczech i Wielkiej Brytanii?
- Czy w kalendarzu szkolnym w Polsce - zdaniem gości TOK FM - potrzebne są zmiany?
Tegoroczne ferie zimowe po raz pierwszy organizowane są w trzech turach, które nie nakładają się na siebie. Jako pierwsi - przez dwa tygodnie - wypoczywać będą uczniowie z województw: mazowieckiego, pomorskiego, podlaskiego, świętokrzyskiego i warmińsko-mazurskiego. Jako drudzy - na początku lutego - uczniowie z dolnośląskiego, kujawsko-pomorskiego, łódzkiego, zachodniopomorskiego, małopolskiego oraz opolskiego. A jako ostatni - od 16 lutego do 1 marca - uczniowie z Podkarpacia, Lubelszczyzny, Wielkopolski, województwa lubuskiego oraz śląskiego.
Taki podział ma odciążyć kurorty, ułatwić planowanie wyjazdów i zmniejszyć tłok na stokach. To jednak także moment, w którym wraca pytanie o sens całego systemu przerw szkolnych w Polsce. Długie, dwumiesięczne wakacje latem i dwutygodniowe ferie zimowe w środku roku szkolnego to rozwiązanie znane od dekad. Pojawiają się jednak też głosy, że może warto rozważyć inny model - na przykład taki, jaki funkcjonuje w Niemczech czy Wielkiej Brytanii.
Kalendarz szkolny. Jak jest u naszych sąsiadów?
W Niemczech przerwy w nauce są krótsze, ale rozłożone bardziej równomiernie w ciągu roku. Uczniowie mają kilka tygodni wolnego latem, ale także regularne przerwy jesienią, zimą i wiosną. Dzięki temu zmęczenie nauką rozkłada się w czasie, a powroty do szkoły są łagodniejsze. System ten ułatwia też planowanie urlopów i ogranicza problem "wypadania z rytmu" po długiej przerwie.
W Wielkiej Brytanii popularny jest model trymestralny z częstymi, krótkimi przerwami - tzw. half-term. Uczniowie mają kilka dni wolnego co kilka tygodni. To pozwala im na regularny odpoczynek bez długiego rozbijania roku szkolnego. Zwolennicy tego rozwiązania podkreślają, że sprzyja ono koncentracji i zdrowiu psychicznemu dzieci.
Długie, letnie wakacje sprzyjają odpoczynkowi?
W Polsce kalendarz szkolny opiera się na wyraźnym podziale: intensywna nauka przez większość roku i jedna bardzo długa przerwa wakacyjna. To sprzyja letniemu wypoczynkowi, ale ma też swoje minusy - chociażby rodzice (zwłaszcza młodszych dzieci) muszą organizować opiekę na całe lato.
Z kolei ferie zimowe - rozbite na tury - wypadają zaraz po długiej świąteczno-noworocznej przerwie. - Najgorsza jest ta pierwsza tura, kiedy wraca się po świętach, potem półtora tygodnia w szkole i później znowu dwa tygodnie wolnego - uważa Aleksandra Gulbinowicz-Kotowska, dyrektorka Szkoły Podstawowej nr 35 w Bydgoszczy. - To najgorszy układ, bo potem drugi semestr jest bardzo długi i wolnego jest proporcjonalnie mniej do pierwszego semestru - dodaje.
Kujawsko-pomorskie ma ferie na początku lutego. - Myślę, że ten termin, w którym jesteśmy w tym roku, jest najbardziej optymalny. Nauczyciele mogą równomiernie rozłożyć czas i materiał. Do końca stycznia będą jeszcze jakieś sprawdziany, zaliczenia oraz wystawienie ocen semestralnych, a potem ten odpoczynek będzie uczniom potrzebny - uważa nasza rozmówczyni.
Czy w Polsce potrzebne są zmiany?
Czy podobne rozwiązania - jak w Niemczech bądź Wielkiej Brytanii - mogłyby sprawdzić się w Polsce? Zwolennicy zmian wskazują, że krótsze, ale częstsze przerwy mogłyby pomóc uczniom lepiej radzić sobie z obciążeniem nauką. Rodzice zyskaliby większą elastyczność w planowaniu urlopów. - Nowy rok ledwo się zaczął, a już trzeba będzie planować ferie i wybierać urlop. Myślę, że trzeba będzie też prosić dziadków, żeby pomogli - nie ukrywa pani Ania z Bydgoszczy, mama 8-latka.
Przeciwnicy zmian argumentują jednak, że polska tradycja długich wakacji ma swoje zalety. To czas na kolonie, obozy, wyjazdy rodzinne i regenerację po całym roku nauki. - Ja akurat uważam, że tak jest lepiej, bo jest ciepło, długi dzień i ten dwumiesięczny reset jest potrzebny. Ja bym tego nie zmieniała - uważa Gulbinowicz-Kotowska.
Zmiana systemu wymagałaby też dostosowania programów nauczania, egzaminów i całej organizacji pracy szkół. Na razie jednak nic nie wskazuje na to, by kalendarz szkolny w Polsce miał się radykalnie zmienić.
Źródło: TOK FM