Deportacje po koncercie rapera. Ile osób opuściło Polskę? "System stoi na głowie"
Jak dowiaduje się TOK FM, po koncercie białoruskiego rapera Polskę opuściło dotychczas 23 cudzoziemców, z czego 13 przymusowo, a 10 dobrowolnie. Dane kolejnych 30 osób zostały wpisane do wykazu cudzoziemców, których pobyt na terytorium naszego kraju jest niepożądany. Sprawa wywołuje kontrowersje. Zdecydowany list do premiera Tuska ws. deportacji napisali Obywatele RP.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Ile osób opuściło Polskę po koncercie białoruskiego rapera (przymusowo i dobrowolnie)?
- Jakie argumenty przy deportacjach - wyciągają polskie służby?
- Ile osób zatrzymano po koncercie, ile dostało mandaty i na jaką sumę łączną?
- Czy decyzje o deportacjach nie były nadmiarowe? Co na ten temat mówią eksperci?
- Jaki list napisali do premiera Donalda Tuska Obywatele RP?
"To jawne bezprawie" - napisali do premiera Donalda Tuska działacze ruchu Obywatele RP po pierwszych deportacjach po koncercie Maxa Korzha na Stadionie PGE Narodowym. 9 sierpnia na wystąpienie białoruskiego rapera do stolicy zjechało blisko 70 tysięcy fanów - Korzh jest bardzo popularny m.in. w Ukrainie, Białorusi, Gruzji czy w Mołdawii. Niektórzy uczestnicy, w trakcie koncertu, przeskakiwali przez barierki zabezpieczające, zrywali z siebie koszulki. Media społecznościowe obiegły filmiki, na których jeden z mężczyzn trzyma w ręku banderowską flagę.
Po tych wydarzeniach polski rząd zapowiedział deportacje. I zaczął je realizować.
Deportowana została m.in. 18-latka z Ukrainy, która do Polski przyjechała tuż po wybuchu pełnoskalowej wojny, zamieszkała razem z babcią w Pruszkowie - jej historię opisała "Gazeta Wyborcza". - Nigdy nie przypuszczałam, że wyjście na koncert skończy się dla mnie tak dramatycznie. Przyszli po mnie o szóstej rano. Nie pozwolili mi nawet zabrać rzeczy. Zabrali mnie i deportowali do Ukrainy. Mam pięcioletni zakaz wjazdu do strefy Schengen - opowiedziała "Wyborczej". Jako powód deportacji podano "czyn chuligański" - w trakcie koncertu, spontanicznie, tak jak wielu innych, przeskoczyła z trybun na płytę stadionu. Musiała wrócić do miasta objętego wojną.
Deportacje po koncercie rapera. Ile osób opuściło Polskę?
Z informacji przekazanych TOK FM przez rzecznika Straży Granicznej Andrzeja Juźwiaka wynika, że po koncercie na Stadionie Narodowym Polskę opuściło dotychczas 23 cudzoziemców (20 obywateli Ukrainy i 3 Białorusi), z czego 13 przymusowo, a 10 dobrowolnie.
Dane kolejnych 30 osób zostały wpisane do wykazu cudzoziemców, których pobyt na terytorium Polski jest niepożądany oraz do Systemu Informacyjnego Schengen (SIS) "w celu odmowy wjazdu i pobytu z uwagi na względy ochrony bezpieczeństwa i porządku publicznego".
Decyzje dotyczą głównie młodych i bardzo młodych osób. Polska powołuje się przy tym na kwestie bezpieczeństwa. "W zależności od konkretnej osoby, podstawą wydania decyzji zobowiązującej do przymusowego powrotu były względy obronności lub bezpieczeństwa państwa lub ochrony bezpieczeństwa i porządku publicznego lub interes Rzeczypospolitej Polskiej oraz wpis danych cudzoziemca do wykazu cudzoziemców, których pobyt na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej jest niepożądany" - wskazał rzecznik.
Tyle, że - jak wynika z naszych ustaleń - nie chodzi o groźnych przestępców. Żadna z osób po koncercie na Narodowym nie trafiła do aresztu, wobec żadnej nie zastosowano nawet dozoru policyjnego, co potwierdziło nam Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji.
Zatrzymania i wnioski do sądu
Jak przekazała nam rzeczniczka Prokuratury Okręgowej Warszawa Praga, prokurator Karolina Staros, "bezpośrednio po koncercie skierowano do sądu sześć wniosków o rozpoznanie sprawy w trybie przyspieszonym". W pięciu przypadkach sąd je uwzględnił i wydał wyroki, głównie nakładając grzywny. Chodziło o zarzuty związane z naruszeniem Ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych, w tym wniesienie środków pirotechnicznych (art. 59 ustawy) i rzucenie przedmiotem (prawdopodobnie racą).
Tuż po koncercie Komenda Stołeczna Policji informowała, że zatrzymała osoby m.in. za posiadanie narkotyków, naruszenie nietykalności cielesnej ochroniarzy, a także "wdarcie się na teren imprezy masowej". Policjanci ukarali mandatami 50 osób na łączną kwotę 11450 złotych.
MSWiA poinformowało nas, że po koncercie 45 osób zatrzymanych - po przeprowadzeniu czynności przesłuchań w charakterze świadka - ostatecznie zwolniono, bo pracownicy stadionu nie byli w stanie zidentyfikować sprawców albo odmówili złożenia zeznań w tym zakresie. Wśród zatrzymanych były osoby narodowości: ukraińskiej, białoruskiej, bułgarskiej, mołdawskiej, łotewskiej oraz estońskiej.
Czy decyzje o deportacjach nie były nadmiarowe?
Wielu komentatorów wskazuje, że polskie państwo nie działa tak szybko i sprawnie w stosunku do polskich pseudokibiców, którzy wielokrotnie zakłócają mecze, wywieszają na nich nienawistne transparenty, zakłócają porządek i dopuszczają się czynów chuligańskich. W sprawie koncertu Maxa Korzha - polskie służby pokazały jednak zupełnie inną twarz.
"Wśród wielu naszych oczekiwań dotyczących np. cofnięcia niekonstytucyjnych PiS-owskich ustaw i rozporządzeń, humanitarnego traktowania ludzi na białoruskiej granicy, respektowania praw kobiet, osób z niepełnosprawnościami czy osób nieheteronormatywnych(...) - akurat deportacji Ukraińców i Białorusinów nie oczekiwaliśmy. To wyborcy innych partii mieli tego rodzaju życzenia. Nie tego się więc spodziewaliśmy, a widzimy właśnie to" - napisali do Donalda Tuska Obywatele RP.
"To jawne bezprawie dokonane na Pańskie osobiste polecenie(...). Deportowanie z powodu wykroczenia osób, których państwo prowadzi wojnę o przetrwanie, jest zwykłym barbarzyństwem. Barbarzyństwem jest również deportowanie do państwa, które więzi, torturuje i zabija własnych obywateli, jak to ma miejsce w Białorusi" - wskazano dalej w liście.
Naciski polityczne w sprawie deportacji
Teoretycznie, deportacje powinny odbywać się wyłącznie do krajów bezpiecznych. Jak mówią nam prawnicy, nie jest bezpiecznym kraj, który prowadzi wojnę czy państwo, w którym wszyscy, którzy sprzeciwiają się autorytarnej władzy, trafiają do więzienia. Co na to Straż Graniczna? Twierdzi, że wszystko dokładnie bada. "Każdorazowo w trakcie postępowania w sprawie zobowiązania cudzoziemca do powrotu obligatoryjnie badane są m.in. przesłanki czy powrót cudzoziemca stanowiłby zagrożenie dla jego życia, wolności i bezpieczeństwa osobistego lub mógłby on zostać poddany torturom albo nieludzkiemu lub poniżającemu traktowaniu albo karaniu"- przekazał nam rzecznik Komendy Głównej.
I dodał, że "stosowane tryby postępowania Straży Granicznej oparte na obowiązujących przepisach dają zapewnienie, by nie doszło do przymusowego zobowiązania do powrotu cudzoziemca, którego powrót do kraju stanowiłby zagrożenie dla jego życia lub zdrowia".
- Mam poczucie, że zachwiana została tu właściwa kolejność. Głosy polityków i zapowiedzi deportacji po koncercie, pojawiły się znacznie wcześniej niż w ogóle zostały wszczęte jakiekolwiek postępowania deportacyjne. To jest niebezpieczne, bo organ, który wydaje tzw. decyzję o zobowiązaniu do powrotu, powinien mieć autonomię w ocenie sytuacji. A tu zadziało się na odwrót - najpierw usłyszeliśmy z ust polityków zapowiedzi deportacji, a potem do działania przystąpiła Straż Graniczna. Mam wątpliwości, czy organ wydający decyzje czuł się tutaj swobodnie i autonomicznie w ocenie stanu faktycznego - mówi Marcin Sośniak, prawnik z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, przez wiele lat pracujący w biurze RPO.
- Druga rzecz, która zwróciła moją uwagę, to pomieszanie pojęć. Bo przecież czym innym są środki karne - za konkretne wykroczenia czy przestępstwa, a czym innym - deportacje. A tu mamy sytuację, gdy decyzje o zobowiązaniu do powrotu są niejako wykorzystywane jako środki karne. To też jest postawienie systemu na głowie. Deportacje nie są i nie mogą być środkiem karnym - mówi nasz gość.
Jak tłumaczy, wszystko podciąga się dziś pod "zagrożenie dla porządku i bezpieczeństwa państwa". - Przepisy mówią, że wcale nie trzeba popełnić wcześniej przestępstwa, aby na tej podstawie być deportowanym, a z drugiej strony - i to jest ważne - nawet wcześniejsze ukaranie wyrokiem karnym nie powinno być i nie może być automatycznie przekładane na decyzje o zobowiązaniu kogoś do powrotu. Czyli w każdej sprawie organ powinien indywidualnie ocenić sytuację. Nie może być tak, że jak ktoś został ukarany karą grzywny za to, że wskoczył na płytę stadionu, to automatycznie oznacza to deportację. W mojej ocenie, to jest nadużycie tego przepisu, to nie powinno tak wyglądać. Decyzja organu - w tym przypadku Straży Granicznej - powinna wynikać z prognozy na przyszłość. Powinno się wziąć pod uwagę, czy osoby te np. wcześniej miały problemy z prawem, czy były notowane, czy popełniły jakieś wykroczenie lub przestępstwo. A nie - jedno przewinienie i od razu wyrzucenie z Polski. Traktowanie deportacji jako środka represyjnego jest absolutnym nadużyciem - nie ma wątpliwości gość TOK FM.
"Pańskie zachowanie" - napisali Obywatele RP do Donalda Tuska - "jest naruszeniem podstawowych praw człowieka, zagrożeniem dla niezawisłości sądów, jest również policzkiem dla zwykłej przyzwoitości, złamaniem wszelkich etycznych norm, zniweczeniem wielkiego wysiłku mnóstwa przyzwoitych ludzi przez długie lata w różnych epokach walczących o to, by państwo Polskie sprzyjało przyzwoitości, a nie podłości".
Deportacji jest coraz więcej
Jak przekazało w sobotę MSWiA, Straż Graniczna w ostatnim czasie wydaliła z Polski 15 obywateli Ukrainy, wielokrotnie karanych za przestępstwa i wykroczenia. Tu też podano, że chodziło o "zagrożenie dla bezpieczeństwa i porządku publicznego na terytorium Polski". Od początku roku już ponad tysiąc obcokrajowców przymusowo opuściło nasz kraj. - Polska jest krajem przyjaznym i otwartym na cudzoziemców. Jednak nie ma i nie będzie zgody na łamanie przez nich prawa, bez względu na kraj pochodzenia. Służby MSWiA będą stanowczo reagować w przypadkach naruszeń naszego porządku prawnego - powiedziała rzeczniczka prasowa Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji Karolina Gałecka.
Dla przykładu, policjanci z Lublina doprowadzili do wydalenia z Polski 24-letniego obywatela Ukrainy, który regularnie dokonywał przestępstw. Pierwszy raz był notowany i usłyszał zarzuty karne już w 2023 roku. Wówczas został zatrzymany za posiadanie narkotyków. Rok później ponownie wpadł ponownie, miał też na swoim koncie szereg przestępstw i wykroczeń drogowych. Miał zakaz kierowania pojazdami, a mimo to siadał za kierownicą. Dodatkowo był trzykrotnie poszukiwany i odbywał karę ponad roku więzienia za dokonane przestępstwa. Dziś już go w Polsce nie ma.
W sierpniu wydalono też z Polski dwóch obywateli Ukrainy, którzy organizowali nielegalne migracje - pomagali innym przekroczyć polską granicę. "Obaj mężczyźni, działając jako kurierzy, wspólnie i w porozumieniu z innymi osobami zorganizowali 12 obywatelom Afganistanu przekroczenie granicy z Republiki Białorusi do Rzeczypospolitej Polskiej wbrew przepisom, tj. bez wymaganych dokumentów i z pominięciem kontroli granicznej w wyznaczonych przejściach granicznych" - przekazał nam rzecznik Nadbużańskiego Oddziału Straży Granicznej Dariusz Sienicki. Ukraińcy dostali zakaz wjazdu do Strefy Schengen przez najbliższe pięć lat.
Deportacja objęła też młodego Ukraińca, który - po zapowiedziach wycofania się Polski z pomocy w ramach świadczenia 800plus - na filmiku w mediach społecznościowych groził podpaleniami na terenie naszego kraju. Minister spraw wewnętrznych w mediach społecznościowych zamieścił filmik, pokazujący deportację. Mężczyzna wysiada z pojazdu Straży Granicznej i z walizką, w klapkach przechodzi na stronę ukraińską. Wiceminister Maciej Duszczyk napisał z kolei, że Ukraińcowy nie mówimy "do widzenia".