Jak szkoły radzą sobie z brakiem nauczycieli? "Metoda śliny i sznurka"
"Metodą śliny i sznurka" - tak określiła przygotowanie do nowego roku szkolnego Danuta Kozakiewicz, dyrektorka jednej z warszawskich szkół podstawowych. Gościni "TOK360" mówiła o brakach kadrowych, o niechęci młodych ludzi do pracy w szkole i negatywnej selekcji do zawodu nauczyciela. - Bardzo dużo pojawiło się nauczycieli, którzy niekoniecznie powinni pracować w zawodzie - powiedziała w Radiu TOK FM.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego szkoły mają problem z brakami kadrowymi;
- Co to jest "metoda śliny i sznurka";
- Czy młodzi ludzie chcą pracować w szkołach.
Dyrektorka szkoły podstawowej nr 103 na warszawskiej Sadybie powiedziała w magazynie "TOK360", że szkoły borykają się z brakiem personelu, bo "w tej chwili mamy rynek nauczyciela". Jak mówiła zdarzają się sytuacje, że nauczyciel po ustaleniu wszystkich szczegółów nie pojawia by podpisać umowę, bo trafia mu się lepsza oferta np. bliżej domu czy z wygodniejszym dojazdem. - To jest sytuacja naprawdę bardzo trudna i jeżeli 1 września dyrektorzy mówią, że szkoła rusza, to nie znaczy, że rusza w najlepszym znaczeniu, z zapełnionymi wakatami. To jest po prostu łatanie dziur, tak, aby mogło to jakoś funkcjonować - dodała.
Posłuchaj!
Braki kadrowe w polskich szkołach
Zwróciła uwagę, że wśród chętnych do pracy "bardzo mało jest osób młodych, które chcą rozpoczynać pracę w tym zawodzie". - Ludzie nie chcą przychodzić, odchodzą ci, którzy rozpoczynali niedawno pracę - powiedziała. Jak wskazała, są dwa główne powody rezygnacji - pieniądze i brak szacunku wobec nauczyciela. - Poczucie złego traktowania przez różne grupy społeczne - dodała. Jak wyjaśniła, głównie chodzi o obrażanie i atakowanie nauczycieli przez rodziców.
Przyznała jednak, że środowisko nauczycielskie też nie jest bez winy. - Mamy bardzo dużo nauczycieli którzy niekoniecznie powinni pracować w zawodzie. Są to osoby po pierwsze wypalone, po drugie - nie mające kompetencji miękkich - powiedziała.
Gościni "TOK FM" oceniła, że nauczyciele i nauczycielki to "prawdziwe siłaczki i Judymy polskiej edukacji". - Czasami patrzę na swoje koleżanki i myślę sobie, że jeszcze tydzień wcześniej nie było widać możliwości funkcjonowania szkoły, a tutaj jakoś, metodą śliny i sznurka, wszystko udało się pokleić - powiedziała. Wskazała jednak, że trudna sytuacja w szkołach prowadzi do negatywnych skutków. - To się odbija na jakości nauczania, na wypaleniu środowiska nauczycielskiego - podkreśliła.