"Kabaret, ale nikomu nie jest do śmiechu". Tak wygląda sytuacja na polsko-białoruskiej granicy
Sprawdziliśmy, jak na granicy polsko-białoruskiej wygląda stosowanie ograniczeń w prawie do azylu. Na terenie Lubelszczyzny odmówiono go 169 osobom, na Podlasiu - 122.
- Przepisy wprowadzono w marcu 2025 r.;
- Zdaniem aktywistów są one nielogiczne i uniemożliwiają wjazd m.in. osobom które uciekają przed wojną, są ofiarami tortur czy prześladowań;
- Wielu ekspertów zwraca również uwagę na to, że ograniczenie jest niezgodne z prawem, w tym prawem międzynarodowym.
Od marca 2025 roku na polsko-białoruskiej granicy obowiązuje ograniczenie prawa do azylu. To oznacza, że od większości cudzoziemców nie są przyjmowane wnioski o ochronę międzynarodową. Dotyczy to tak Podlasia i ludzi spotykanych w lasach, jak i Lubelszczyzny i legalnego przejścia granicznego w Terespolu.
Zgodnie z wprowadzonymi przez rząd zasadami, wnioski o ochronę powinny być przyjmowane od tzw. grup wrażliwych, czyli m.in. od dzieci, kobiet w ciąży czy osób bardzo chorych. Sprawdziliśmy, jak to wygląda w liczbach w Nadbużańskim Oddziale Straży Granicznej (Lubelszczyzna) i w Podlaskim Oddziale Straży Granicznej.
Tylu osobom Polska odmówiła
Na terenie Lubelszczyzny działania związane z ograniczeniem prawa do azylu - od momentu wprowadzenia tych przepisów - podjęto wobec 169 osób. Tyle osób chciało poprosić o ochronę w Polsce, ale im odmówiono. Nie byli to wyłącznie mężczyźni. Jak przekazał nam młodszy chorąży Straży Granicznej Paweł Smyk, wśród nich znalazło się m.in. 21 kobiet oraz 36 osób małoletnich będących pod opieką. - Bo tu tkwi cały paradoks - mówi nam jedna z aktywistek z granicy. - Jak jedzie mama z dzieckiem i mama nie jest w ciąży, to oboje dostają odmowę i nie mogą wjechać do Polski. Gdyby dziecko było samo - tak jak to ma miejsce np. w przypadku nastolatków z Afryki - wtedy może wjechać. Gdzie tu logika? - zastanawia się nasza rozmówczyni.
Potwierdza to Małgorzata Rycharska z inicjatywy Hope and Humanity, która od wielu miesięcy pomaga cudzoziemcom w próbach przekroczenia granicy na przejściu w Terespolu. Wśród nich są matki z małymi dziećmi. Jak mówi, pamięta przypadek kobiety z pięciomiesięczną dziewczynką, które zostały odesłane z powrotem na Białoruś. - Gdyby to malutkie dziecko jakimś cudem znalazło się na granicy samo, to doznałoby łaski ze strony Polski. Ale ponieważ było z mamą, to zasady są inne. Straż Graniczna w takiej sytuacji uznaje, że takim osobom nie grozi na Białorusi niebezpieczeństwo. To jest - można powiedzieć - kabaret, choć nikomu nie jest w tej sytuacji do śmiechu - mówi Rycharska w rozmowie z TOK FM. Jak dodaje, nie jest tajemnicą, że na Białorusi były przypadki odbierania dzieci samotnym matkom - cudzoziemkom.
W Nadbużańskim Oddziale Straży Granicznej najwięcej odmów przyjęcia wniosku o ochronę dotyczyło obywateli Tadżykistanu, Afganistanu i Pakistanu, ale też krajów afrykańskich jak Gwinea, Erytrea, Sudan czy Etiopia.
Jeśli chodzi o Podlasie i tzw. zieloną granicę, to jak przekazał nam starszy chorąży sztabowy Straży Granicznej Michał Bura, w 2025 roku w tamtejszym Oddziale SG odmówiono przyjęcia 122 wniosków o ochronę międzynarodową. Nie wskazał jednak, ile było wśród nich kobiet, seniorów czy dzieci. Dodał jedynie, że w tym czasie przyjęto 23 takie wnioski od osób należących do grupy wrażliwej (ze względu na stan zdrowia, osoba małoletnia). "Zgodnie z rozporządzeniem kobiety nie będące w ciąży nie należą do grupy osób wrażliwych" - napisał nam Michał Bura.
Jak mówi Małgorzata Rycharska, liczby pokazują, że - wbrew twierdzeniom części środowisk antyimigrancich - nie ma tłumów na polsko-białoruskiej granicy. Część cudzoziemców na pewno wie, że nie ma szansy wjechać ze względu na wprowadzone w Polsce prawo i nawet nie podejmuje takich prób. Pojawiają się jednak i proszą o pomoc osoby chore, starsze, z niepełnosprawnościami czy z małymi dziećmi. - Nasze doświadczenie pokazuje, że bez większych problemów wpuszczane są kobiety ciężarne i małoletni bez opieki. Ale tutaj tyko i wyłącznie w sytuacji, jeśli w paszporcie mają taką samą datę urodzenia, jak w akcie urodzenia. A tu bywa różnie, jeśli chodzi o osoby z Bliskiego Wschodu czy z Afryki. Natomiast wszystkie inne osoby - i chore, i starsze - są wypychane. Podobnie jak te, które mówią na granicy, że uciekają przed wojną, są ofiarą tortur czy prześladowań - tłumaczy Rycharska.
Prawo do azylu
Wielu prawników i szereg organizacji od początku alarmowało, że ograniczanie prawa do azylu jest niezgodne z Konstytucją i prawem międzynarodowym. Pisała o tym m.in. Helsińska Fundacja Praw Człowieka. Jej zdaniem jest to decyzja "sprzeczna z podstawowymi zasadami praworządnego i demokratycznego państwa, godząca w fundamenty prawnego systemu ochrony praw człowieka". "Wbrew twierdzeniom niektórych przedstawicieli polskiego Rządu, Konwencja ONZ o statusie uchodźców (tzw. Konwencja genewska) nie przewiduje możliwości generalnego zawieszenia prawa do ubiegania się o ochronę międzynarodową. Pozwala jedynie na to, aby w sytuacjach zagrożenia dla bezpieczeństwa państwa, wobec konkretnej osoby podjęte zostały środki tymczasowe, które z jednej strony zwiększą poziom bezpieczeństwa, ale z drugiej nie pozbawią tej osoby prawa do bycia uznaną za uchodźcę (art. 9 Konwencji). Konwencja genewska nie pozwala też na zawieszenie obowiązywania zasady non-refoulement, która zabrania zawracania cudzoziemców do granic terytoriów, gdzie ich życiu lub wolności zagrażać będzie niebezpieczeństwo" - pisała w swojej opinii HFPCz. Rząd jednak nie wziął tych argumentów pod uwagę.
Tak jak pisaliśmy na naszym portalu, Helsińska Fundacja Praw Człowieka chce sądowo udowodnić, że wprowadzone przepisy są niezgodnie m.in. z prawem międzynarodowym. HFPCz składa skargi na odmowę przyjęcia wniosku o ochronę międzynarodową. W Białymstoku przed Wojewódzkim Sądem Administracyjnym w pierwszej instancji przegrała, ale nie odpuszcza. Będzie walczyć dalej, przed NSA. Zapowiada też kolejne wnioski, w innych sądach administracyjnych w Polsce.
źródło: TOK FM