,
Obserwuj
Małopolskie

Trudny los polskiego doktoranta. "Chodźcie, jest fajnie, a żyć będziecie pasją"

4 min. czytania
12.10.2025 09:00

Doktoranci odchodzą z instytutów naukowych, bo - jak mówią - nie mają za co żyć. - Jak mam przekonywać kogoś do pracy w instytucie, gdy oferujemy doktorantowi 70 procent pensji minimalnej, bez umowy o pracę i jakichkolwiek zabezpieczeń? - pyta retorycznie prof. Łukasz Okruszek, psycholog z Instytutu Psychologii PAN.

Prof. Łukasz Okruszek i doktoranci w jednej ze swoich pracowni
Prof. Łukasz Okruszek i doktoranci w jednej ze swoich pracowni
fot. Anna Gmiterek-Zabłocka, TOK FM

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Ile wynosi stypendium doktoranckie?
  • Z jakimi problemami mierzą się młodzi naukowcy w Polsce?
  • Czy jest szansa na poprawę tej sytuacji, jak sprawę komentuje przedstawiciel rządu?

Zdaniem Szymona Mąki kariera młodego naukowca to w obecnych czasach niełatwa sprawa. Zwłaszcza na początku drogi trzeba mieć wsparcie ze strony najbliższych, bo inaczej trudno związać koniec z końcem. - Znam osoby, które właśnie ze względów finansowych zrezygnowały z robienia doktoratu. Wybrały na przykład pracę w biznesie, gdzie można zdecydowanie więcej zarobić. Ja jestem zapaleńcem, zawsze pociągała mnie nauka - przyznaje. Jest doktorantem w Instytucie Psychologii Polskiej Akademii Nauk, wcześniej ukończył studia z zakresu socjologii i kognitywistyki.

- Chciałbym, by doktoranci zarabiali godnie. By było ich stać na założenie rodziny, na zakup mieszkania, na wzięcie na to kredytu. Dziś jest to praktycznie niemożliwe, bo banki nie traktują umowy stypendialnej jako stałego źródła dochodu - mówi.

Ile można dostać ze stypendium doktoranckiego?

Stypendia doktoranckie to dziś najczęściej mniej niż najniższa krajowa. W przepisach określono to dokładnie w ten sposób, że stypendium wynosi 37 proc. wynagrodzenia profesora - do miesiąca, w którym została przeprowadzona ocena śródokresowa pracy danego doktoranta (dziś jest to 4242 zł brutto) albo 57 proc. wynagrodzenia profesora - po miesiącu, w którym została przeprowadzona ocena śródokresowa (5340,90 zł brutto).

Stypendium jest wypłacane łącznie przez 48 miesięcy kształcenia w szkole doktorskiej. Jeśli ktoś - dodatkowo - działa w jakimś projekcie, to ma szansę na dodatkowy zarobek - właśnie z projektu. To jednak obejmuje tylko część doktorantów i raczej nie są to wielkie pieniądze.

Katarzyna Gajos też jest doktorantką w Instytucie Psychologii PAN, zaledwie od kilu miesięcy. Jak mówi, od dawna chciała zajmować się nauką, ale nie do końca zdawała sobie sprawę, na co - finansowo - mogą liczyć doktoranci. - To było coś, co uświadomiłam sobie później i co jest zdecydowanie demotywujące - przyznaje.

- Wiele osób, które znam i wiem, że były świetnymi studentami, nie decyduje się na doktorat, przenoszą się do innych sektorów, gdzie zarobki są większe. Mamy też osoby, które wyjeżdżają z Polski, prowadzą badania naukowe za granicą i dokładają się w ten sposób do rozwijania potencjału naukowego danego kraju. Jest to przykre - dodaje doktorantka. Podkreśla, że sytuacja jest tym bardziej trudna, że okres doktoratu to dla wielu osób również czas, w którym podejmują ważne decyzje życiowe - czy to o rozwijaniu kariery, czy powiększeniu rodziny. - Wtedy trzeba się na chwilę zatrzymać i pomyśleć o tym, co i dlaczego jest dla nas ważne - mówi.

"Chodźcie, będziecie żyć pasją"

- Jak ja mam przekonywać kogoś do pracy w instytucie, gdy oferujemy doktorantowi tak naprawdę 70 procent pensji minimalnej, bez umowy o pracę i jakichkolwiek zabezpieczeń? Jak mam ściągać najlepszych absolwentów studiów magisterskich? Mam im mówić: "Chodźcie, działajcie z nami, bo jest fajnie, będziecie żyć pasją"? - pyta retorycznie prof. Łukasz Okruszek, psycholog z Instytutu Psychologii PAN.

Prof. Łukasz Okruszek
fot.

Anna Gmiterek-Zabłocka/ TOK FM

Okruszek mówi wprost, że sytuacja w nauce jest dramatyczna - środki przewidziane w budżecie państwa na ten cel są niewystarczające, a Ministerstwo Nauki zasłania się tym, że ważniejsze są obecnie kwestie bezpieczeństwa.

- Czy my naprawdę jesteśmy w takiej sytuacji, że możemy pozwolić sobie na ignorowanie edukacji i nauki? To przeciwstawianie - że albo inwestujemy w naukę, albo w obronność - jest dla mnie niezrozumiałe. To fałszywa dychotomia, która zakłada, że możemy wybrać jedną opcję lub drugą. A naszym zdaniem to jest jedna i ta sama opcja, bo bez inwestycji w naukę nic nie osiągniemy - przekonuje pan profesor.

Co na to Ministerstwo Nauki?

Minister Marcin Kulasek odniósł się do tematu stypendiów doktoranckich w czasie swojej wizyty na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim kilka dni temu. O kwestie doktoranckie dopytywał mgr Paweł Marczak. Jak czytamy w relacji na stronie KUL, zapytał m.in. ''czy planowana jest zmiana zapisów dotyczących wysokości stypendiów doktoranckich znajdujących swoje odzwierciedlenie w art. 209 obecnej ustawy". I dodał, że "obecna sytuacja nie świadczy o godnym traktowaniu młodych naukowców, jakimi są doktoranci". 

W odpowiedzi minister Kulasek nie ukrywał, że zdaje sobie sprawę, iż obecny budżet nie spełnia oczekiwań środowiska akademickiego. W kontekście stypendiów doktoranckich przyznał, że powiązanie ich ze średnim wynagrodzeniem byłoby idealnym rozwiązaniem, tyle że na razie takich prac nie ma, a budżet na naukę jest "niewystarczający". O większe pieniądze na badania naukowe chce w Sejmie zawalczyć Partia Razem, w ramach prac nad nową ustawą budżetową. 

Źródło: TOK FM