"Nigdy z czymś takim się nie spotkałem". Widmo strajku u regionalnego przewoźnika
Pracownicy Kolei Małopolskich masowo poszli na zwolnienia lekarskie, ale to nie jedyny problem spółki. Domagają się podwyżek i lepszych warunków pracy, nie wykluczają strajku, a jednocześnie mówią o braku szacunku ze strony zarządu. - Mam maile od pracowników, że traktowano ich w nieludzki sposób - powiedział w TOK FM Sławomir Centkowski ze związków zawodowych kolejarzy.
- Masowe zwolnienia lekarskie wśród pracowników Kolei Małopolskich zmusiły prezesa spółki do zgłoszenia sprawy do sanepidu;
- W tle narasta spór o wynagrodzenia i warunki pracy, pojawia się też zarzut o brak szacunku ze strony zarządu;
- Pracownicy dali władzom przewoźnika czas do 25 lutego na zorganizowanie spotkania z mediatorem, w innym wypadku grożą strajkiem.
Prezes Kolei Małopolskich Radosław Włoszek w połowie lutego zdecydował się zawiadomić sanepid o możliwym zagrożeniu epidemiologicznym wśród pracowników po tym, jak udali masowo udali się oni na zwolnienia lekarskie. Z tego powodu część pociągów nie wyjechała na trasy, a na wybranych odcinkach wprowadzono zastępczą komunikację autobusową. Według "Gazety Wyborczej" fala L4 może mieć związek z narastającym w spółce kryzysem na tle warunków pracy i wynagrodzeń.
- Tak naprawdę to nie choroba rozkłada tę spółkę, tylko sam zarząd przyczynił się do takiej sytuacji. Jestem pod ogromnym wrażeniem nietolerancji, niechęci, skłócania pracowników - mówił w TOK FM Sławomir Centkowski, wiceprezydent Związku Zawodowego Maszynistów Kolejowych w Polsce. Jego zdaniem brakuje "prawidłowego podejścia i zachowania zarządu w stosunku do pracowników i odpowiednich wynagrodzeń".
Jednym z postulatów jest podwyżka pensji o 900 złotych oraz rezygnacja z systemu premii rocznych, który - jak twierdzą pracownicy - jest niesprawiedliwy. - To nie element motywujący, tylko destabilizujący, bo premia jest przyznawana według tego, jak się komuś podoba - mówił Centkowski. Jak dodawał, "to pokazuje, że pieniądze są i w każdej chwili mogą być uruchomione, i wcale nie takie jak my oczekujemy, tylko dużo większe".
W odpowiedzi - jak opisała "GW" - prezes proponuje proponuje 600 zł brutto (plus kolejne 50 zł od lipca) i 300 zł brutto dla pionu przewozów autobusowych oraz 1000 zł premii.
"Walka o godne wynagrodzenie to jeden element"
Związkowiec zwracał też uwagę w TOK FM na przemęczenie maszynistów. - Często robią bardzo dużo nadgodzin. To praca wymagająca szczególnych warunków psychofizycznych. Jeżeli pracownik jest zmęczony, to jest o krok od tragedii. Nie możemy sobie pozwolić na to, żeby maszynista zmęczony, myślący jak spłacić kredyt, zasiadał za sterami pociągu i go prowadził - przekonywał.
Jak podkreślał rozmówca Filipa Kekusza, w sporze nie chodzi wyłącznie o pieniądze. - Walka o godne wynagrodzenie jest jednym elementem, a podejście do pracownika i traktowanie go jest też niesamowicie istotne. Lepiej się pracuje w spółce, która szanuje swoich pracowników, a gorzej w takiej, gdzie pracownik absolutnie nie jest szanowany. Nie możemy się zgodzić na to, żeby pracownicy w spółce, w której nie ma zakładowego układu zbiorowego pracy, byli w ten sposób traktowani, poniżani - mówił.
Gość TOK FM powiedział, że dostaje sygnały od załogi o złym traktowaniu. - Mam maile od pracowników, że traktowano ich w nieludzki sposób - relacjonował. Jak przekazał, "jedna z pań opisywała, jak została potraktowana przez dyrektora, jak bardzo się starała, jak jej zależało na tym, żeby utrzymać swoje stanowisko. Gdy dochodziło do przedłużenia umowy, podniesiono kwestie, które były nieprawdziwe i straciła to stanowisko".
Centkowski wspomniał też o spotkaniu z pracownikami, którzy przyszli zamanifestować oczekiwania płacowe. - Pan prezes zaprosił ich na rozmowę. Kiedy nie mógł przełamać ich oczekiwań, zaprosił pracowników administracyjnych, którzy wykrzyczeli, że robimy nieuprawnione rzeczy, że oni sobie tego nie życzą - opisywał. - Mam prawie 47-letnie doświadczenie na kolei i z czymś takim nigdy się nie spotkałem - przyznał.
Pracownicy grożą strajkiem
Gość TOK FM zapytany o to, jak blisko jest do strajku, podkreślał, że to ostateczność. - Strajk jest najgorszym, co może dotknąć i zarząd spółki, i pracowników. Chciałbym go bardzo uniknąć. Do naszego sporu włącza się mediator. Pozwoliliśmy pracodawcy wybrać sobie mediatora, jakiego chce, bo wiemy, że prawda leży po naszej stronie - tłumaczył.
Pracownicy Kolei Małopolskich dali zarządowi czas na zorganizowanie spotkania z mediatorem do 25 lutego. - Liczę, że on doprowadzi do kompromisu, który nie będzie szczęśliwy dla nas i dla zarządu, ale spowoduje, że unikniemy strajku - powiedział Centkowski.
Jeżeli mediacja nie odbędzie się w terminie, pracownicy planują zorganizować dwugodzinny strajk ostrzegawczy. Następnie może zostać przeprowadzone referendum strajkowe. Ewentualny strajk generalny mógłby zacząć się jeszcze w marcu.
Źródło: TOK FM, "Gazeta Wyborcza"