,
Obserwuj
Polska

Po co ćwiczenia syren i alerty RCB? "Jak kurczak z odciętą głową"

3 min. czytania
17.12.2025 16:47

- Mogę sobie wyobrazić taką sytuację, że na przykład były obawy, że coś się wydarzy, a w związku z tym zdecydowano o wzmocnieniu czujności ludności w określonym obszarze. Przecież, jak wyje, to ludzie się rozglądają, są bardziej czujni i myślą cały czas: "Włączyli syreny, dlatego że jest potencjalne zagrożenie" - tak o alertach RCB na Mazowszu mówi w rozmowie z tokfm.pl dr Paulina Piasecka z Collegium Civitas. 

Syreny alarmowe
Syreny alarmowe
fot. Lukasz Gdak/East News

Do 18 grudnia w godzinach 8-15 na Mazowszu będą wyły syreny alarmowe. To testy w ramach ćwiczeń "Syrena-25". W niedzielę alert wydało Rządowe Centrum Bezpieczeństwa. "Zachowaj spokój" - poinformował też na platformie X RCB.

Tokfm.pl zapytał dr Paulinę Piasecką, czy informowanie z ponad  24-godzinnym wyprzedzeniem o ważnych ćwiczeniach, to najlepszy pomysł. 

- Oczywiście, że nie traktuje tej sytuacji jako absolutnie idealnej. Ale też nie sądzę, żeby państwo, które znajduje się w stanie zagrożenia ze strony takiego przeciwnika, jakim jest Rosja, miało szansę na poszukiwanie absolutnie idealnych rozwiązań -  oceniła dyrektorka Centrum Badań nad Terroryzmem Collegium Civitas. 

Dlatego - jak dodała - "poszukujemy najlepszych sytuacji z wykorzystaniem narzędzi, które mamy tu i teraz". Tym bardziej, że "ćwiczenia z wykorzystaniem syren albo ćwiczenia z użycia syren są absolutnie niezbędne".

- Z jednej strony mamy więc hipotetyczny lęk, a z drugiej bezwzględną i absolutną potrzebę. Kiedy najlepiej o tym informować? Precyzyjnej odpowiedzi na to pytanie nie ma, ale potencjalne konsekwencje wynikające z paniki społecznej, gdyby ta informacja nie została skutecznie wcześniej przekazana mogłyby być większe niż wkalkulowane ryzyko wynikające z tego ćwiczenia - przekonywała ekspertka.

"Jak kurczak z odciętą głową"

Mazowiecki Urząd Wojewódzki poinformował, że ćwiczenia to testy syren alarmowych. Jak zaznaczył urząd, ich przeprowadzenie "wynika z potrzeby realizacji przedsięwzięć z zakresu doskonalenia systemu zarządzania kryzysowego i ochrony ludności".  

Zdaniem dr Piaseckiej to może nie być jedyny cel ćwiczeń. Nasza rozmówczyni bierze pod uwagę kilka scenariuszy. 

- Sam fakt, że wyje, nie oznacza, że my jako obywatele wiemy, jakie procedury są sprawdzane - to jak z wprowadzaniem stopni alarmowych ostrzegających przed zagrożeniami, czyli ALFA, BRAVO, CHARLIE, DELTA. Wiemy, że wprowadzany jest dany stopień, a administracja i służby podejmują całe mnóstwo różnych działań, które są skatalogowane w odpowiednich aktach prawnych. Przecież do sprawdzenia tego, czy syreny działają, wystarczyłoby przełączyć przycisk, a całość trwałaby nie dłużej niż minutę - tłumaczyła dyrektorka Centrum Badań nad Terroryzmem Collegium Civitas. 

Dlatego - jak podkreśliła - pytanie brzmi teraz, ile różnych procedur reagowania jest sprawdzanych, w tym tych dotyczących: kto i komu, w jakim trybie może przekazać informacje albo w jakim trybie ma dojechać w określone miejsce. 

- Syreny wyją po coś, one coś ogłaszają, mają spowodować dalszy skutek - mówił. I wyjaśniła, że aby szczegółowo wiedzieć, dlatego ćwiczenia trwają cztery dni, musiałaby znać dokładny ich scenariusz i cele. 

- A jakie hipotezy wchodzą w grę? - pytam. 

- Mogę sobie wyobrazić taką sytuację, że np. były obawy, że coś się wydarzy, a w związku z tym zdecydowano o wzmocnieniu czujności ludności w określonym obszarze. Przecież, jak wyje, to ludzie się rozglądają, są bardziej czujni i myślą: "Przecież włączyli syreny, dlatego że jest potencjalne zagrożenie". Może taki był scenariusz - odpowiedziała dr Paulina  Piasecka. 

Wyjaśniła też, że tego typu ćwiczenia - oprócz sprawdzenia działania systemów - mogą też służyć oswojeniu nas z tym, że możemy otrzymywać komunikaty i powinniśmy postępować zgodnie ze wskazówkami, które one zawierają.

- Takie i podobne ćwiczenia to najważniejsze co możemy zrobić w dobie wojny hybrydowej. A to dlatego, że w sytuacji potencjalnego zagrożenia, zwłaszcza kiedy zaangażowane są duże grupy ludzi w konieczność reagowania na to zagrożenie, najgorsze co może nas spotkać, to jeśli okaże, że nie wiemy, co się dzieje i w panice zaczynamy biegać jak kurczak z odciętą głową - podsumowała dr Piasecka. 

Źródło: TOK FM

Redakcja poleca