Gdynia planuje cięcia w komunikacji miejskiej. "Będziemy boleśnie odczuwać ten pomysł"
Komunikacja miejska w Gdyni rocznie pokonuje ponad 15 mln kilometrów. W przyszłym roku ma ich być o 400 tysięcy mniej. Skalę cięć obrazowo przedstawia szef Zarządu Komunikacji Miejskiej Hubert Kołodziejski. - To tak, jakbyśmy mieli przez 10 dni w roku nie realizować usług, ale oczywiście w praktyce to wygląda zupełnie inaczej - uspokaja, tłumacząc, że planowana redukcja obejmie proporcjonalnie autobusy i trolejbusy w najmniej popularnych godzinach.
Ograniczanie kursów, a nawet likwidacja linii
Planowane przez ZKM cięcia mogą być realizowane na dwa sposoby. - Mogą przejawiać się zmniejszeniem częstotliwości. Wtedy jest niższa liczba kursów realizowana na danej linii w skali godziny, ale w skrajnych przypadkach oczywiście to może być likwidacja linii - rozkłada ręce Kołodziejski.
Jak dodaje, chodzi o linie, które są 'mniej potrzebne'. - Czyli soboty rano i po południu, niedziele rano i po południu, dni powszednie w godzinach późno wieczornych - wymienia.
Problem dla mieszkańców
Pomysł ograniczania komunikacji miejskiej nie podoba się miejskim aktywistom, którzy podkreślają, że transport publiczny - zwłaszcza w czasach kryzysu - powinien działać skuteczniej.
- To oznacza że na jakimś przystanku zabraknie jednego czy dwóch autobusów. Ktoś, kto spóźni się na autobus, mając pewność, że poczeka na następny 10 minut, będzie czekał 20 minut - snuje scenariusze Łukasz Piesiewicz ze stowarzyszenia Miasto Wspólne. - Nie zgadzamy się na niszczenie komunikacji miejskiej i na kolejny rok, kiedy komunikacja miejska jest 'zwijana' - dodaje.
'Odczujemy to boleśnie'
- To jest ogromny problem dla emerytów, dla których komunikacja miejska jest podstawowym środkiem przemieszczania się po Gdyni - zauważa Piesiewicz. - Po jakimś czasie będziemy bardzo, ale to bardzo boleśnie odczuwać pomysł miasta - przestrzega.
Aktywista zapowiada też, że wraz z innymi społecznikami będą apelować do radnych miasta, by jednak zawalczyli o komunikację zbiorową w Gdyni. Mieszkańców zachęca do tego samego. - 'Zwijanie' komunikacji zbiorowej oznacza, że coraz więcej samochodów jeździ po naszych ulicach, mamy coraz większe potrzeby związane z infrastrukturą i wydajemy na to coraz większe pieniądze - dopowiada aktywista.
Okrojony rozkład ma wejść w życie w przyszłym roku. Konkretnej daty i szczegółów dotyczących tego, które linie zostaną okrojone, na razie nie ma.